Kiedy jadąc samochodem wyglądam przez okno, odnoszę wrażenie, że jestem w jakimś dziwnym, arabskim kraju. W dodatku częściowo wymarłym i zamieszkałym wyłącznie przez kobiety. A to dlatego, że na twarzach wszystkich, dość nielicznych przechodniów, dostrzegam obowiązujący muzułmanki czarczaf, czyli kwef. Na szczęście różnice w strojach świadczą o tym, że owa zasłona twarzy nie obejmuje tylko kobiet. Dotyczy nas wszystkich. Nazywamy toto maseczką.

Maski i maseczki
Starogrecka, komediowa, maska teatralna

Europejska tradycja używania przeróżnych masek i maseczek sięga XIII wieku i wywodzi się z Wenecji. Nikt dokładnie nie wie skąd im się to wzięło, ale najbardziej prawdopodobna hipoteza brzmi następująco. Podczas IV wyprawy krzyżowej wenecjanie, w roku 1204 zdobyli Konstantynopol. Wówczas to zetknęli się z kulturą muzułmańską, gdzie kobiety muszą zasłaniać twarze. Ten zwyczaj zaciekawił wenecjanki, które zaczęły przystrajać swoje buzie ozdobnymi maseczkami. Maseczki te przybierały rozmaite formy, ale zawsze były przepięknie wykonane, a ich celem było dodanie wdzięku nosicielce takiej ozdoby. W kolorowych zasłonkach twarzy szczególnie gustowały niewiasty mniej urodziwe. Wenecka tradycja trwa po dziś dzień, a karnawałowe maski z tego miasta, to najprawdziwsze dzieła sztuki.

Cofnijmy się jednak w czasie.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Maski wykonywano już w starożytnej Grecji. Dla aktorów ówczesnego teatru. W teatrach greckich nie występowały kobiety. Tylko mężczyźni. Przy tym nie uprawiano wówczas aktorstwa w dzisiejszym pojęciu. Nie grano twarzą. Mówiono tekst zza maski. Maska określała, o jaką postać chodzi. Ten sam aktor zmieniał na scenie przykrycie twarzy, odtwarzając kilka ról w jednym przedstawieniu.

No to wróćmy do czasów bardziej nam współczesnych. Jedną z dziedzin sztuki uprawianych przez starożytnych Greków był teatr. Muzą teatru była Melpomena. W dzisiejszym świecie dominuje film. Pod wodzą całkiem nowo wymyślonej muzy. Nazwanej dziesiątą. Przypomnę dwa słynne filmy, których najważniejszym atrybutem jest maska. Są to „Znak Zorro”, oraz „Człowiek w żelaznej masce”. Ten pierwszy, oparty na powieści z roku 1919, doczekał się trzech wersji filmowych, a także serialu telewizyjnego. Pierwszy z filmów zrealizowano w roku 1920, a postać Zorro odtwarzał słynny Douglas Fairbanks. Następną wersję nakręcono w roku 1940, a w roku 1998 powstał film „Maska Zorro”, z główną rolą samego Anthony`ego Hopkinsa. Co do serialu telewizyjnego, zrealizowanego przez wytwórnię Disneya w roku 1957, to zapewne wielu czytelników doskonale go pamięta. Zwłaszcza postać sierżanta Garcii.

„Człowiek w żelaznej masce”, to film oparty na trzeciej części trylogii Aleksandra Dumasa o trzech muszkieterach, czyli powieści „Wicehrabia de Bragelone”. Jest to opowieść o więzionym w murach Bastylii starszym bracie Ludwika XIV (według przypuszczeń Voltaire’a, bo Dumas sugeruje, że był to bliźniak króla), zakutym na całe życie w żelaznej masce, aby nikt nie mógł ujrzeć jego twarzy. Pierwszy film wg powieści Aleksandra Dumasa powstał w roku 1962, a w głównej roli wystąpił Jean Marais. Później, w roku 1977 nakręcono film, w którym rolę Ludwika XIV oraz jego brata Filipa kreuje Richard Chamberlain, a Louis Jourdan odtwarza postać d’Artagnana. Wreszcie w roku 1998 powstał film, w którym w postać króla Francji wciela się Leonardo DiCaprio. Tu pewna ciekawostka. W tym samym czasie rozpoczęto kręcenie filmu „Maska Zorro”. Anthony Hopkins, który zagrał w nim główną rolę, otrzymał także propozycję zagrania Ludwika XIV w filmie „Człowiek w żelaznej masce”. Wybrał jednak Zorro, a wówczas rolę króla powierzono Leonardo DiCaprio.

Wspomniałem trochę o historycznych, a także artystycznych inspiracjach związanych, z jakże dzisiaj powszechną maską, czy raczej maseczką higieniczną. Współczesną maską jest także kominiarka, powszechnie stosowana przez funkcjonariuszy służb specjalnych, celem uniemożliwienia ich identyfikacji. Tu pewna dygresja o charakterze sportowym. No, powiedzmy, pseudosportowym. Jeszcze niedawno zakazano kibicom, czy raczej kibolom zasłaniania twarzy podczas pobytu na piłkarskim stadionie. I oto dzisiaj, nie tylko nie zakazuje się zakładania kominiarek, ale wprost przeciwnie. Tyle tylko, że obecnie nie odbywają się żadne otwarte mecze, gdzie taki piłkarski wielbiciel mógłby poszaleć w zasłoniętą twarzą. A to dopiero trzeba mieć pecha!

Skoro dotknęliśmy „ciemnej strony” czasu zamaskowania, to przypomnę czytelnikom płci męskiej, tym, którzy mieli zaszczyt służyć niegdyś ojczyźnie w jednostkach wojskowych, pewien rozkaz. Jakże popularny podczas ćwiczeń w terenie. Mianowicie „maski na ryj!” Kobietom i tym mężczyznom, których ominęła służba wojskowa wyjaśniam, że chodziło o maski przeciwgazowe.

Nie wypada kończyć felietonu brutalnym akcentem, zatem taka sobie żartobliwa propozycja. Na jednorazowej maseczce niezwykle łatwo jest, przy pomocy grubego flamastra, narysować półkolistą krechę naśladującą uśmiech. Zrobiłem taką próbę. Wyszło świetnie. Fajnie wyglądałaby ulica, gdyby wszyscy chodzili z uśmiechem na ustach, to jest, przepraszam, na maskach.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}