Szczycieńscy ratownicy medyczni otrzymali nietypowy prezent mikołajkowy. Stowarzyszenie „Wszystko dla Szczytna” wraz ze sponsorami przygotowało dla nich megapakę, w której znalazło się ok. 350 kg produktów spożywczych, słodyczy, artykułów chemicznych oraz kosmetyków. – Aż łza się w oku kręci, że społeczeństwo tak reaguje na naszą pracę – nie krył wzruszenia Grzegorz Achremczyk, koordynator Pogotowia Ratunkowego w Szczytnie.

Megapaka dla ratowników
Organizatorzy akcji ze Stowarzyszenia „Wszystko dla Szczytna” (na pierwszym planie Rafał Kiersikowski) rzucają wyzwanie całej Polsce. Jako pierwszy megapakę dla ratowników ze swojego terenu ma przygotować burmistrz Mrągowa

MIKOŁAJKOWA NIESPODZIANKA

Ratownicy medyczni, podobnie jak cała służba zdrowia, od marca są na pierwszej linii frontu walki z pandemią koronawirusa. Ich pracę i codzienny wysiłek w niesieniu pomocy najbardziej potrzebującym, doceniła lokalna społeczność Szczytna i powiatu. Stowarzyszenie „Wszystko dla Szczytna” we współpracy ze sponsorami, przygotowało dla nich wyjątkowy, mikołajkowy prezent. W niedzielę 6 grudnia przed siedzibą szczycieńskiego pogotowia pojawiła się ogromna megapaka. W środku znalazło się ok. 350 kg produktów spożywczych, artykułów chemicznych, słodyczy i kosmetyków. Dodatkowo ratownicy otrzymali także kupon totolotka. Koordynator Pogotowia Ratunkowego w Szczytnie Grzegorz Achremczyk zdradził, że ewentualna wygrana zostałaby przeznaczona na zakup nowej, bardzo potrzebnej karetki. Nie krył też wzruszenia i zaskoczenia z powodu mikołajkowej niespodzianki. – Aż łza się w oku kręci, że społeczeństwo tak reaguje na naszą pracę – mówił, dziękując za prezenty w imieniu całego szczycieńskiego Pogotowia Ratunkowego. Obecnie liczy ono blisko 60 osób. Oprócz Szczytna, zespoły funkcjonują jeszcze w Pasymiu i Świętajnie. Do tego dochodzi także zespół transportowy.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

BEZPIECZNIK DLA CAŁEJ SŁUŻBY ZDROWIA

W pakowaniu prezentów i ich dostarczeniu na teren pogotowia pomogli urzędujący po sąsiedzku strażacy

Dyrektor Szpitala Powiatowego w Szczytnie Beata Kostrzewa podkreśla, że jest dumna ze swoich ratowników i pielęgniarek ratunkowych. – Dzięki nim ten system jeszcze działa. Są oni bezpiecznikiem dla całej służby zdrowia – akcentuje dyrektor. Według niej gesty takie jak ten niedzielny, są w dzisiejszych czasach bardzo ważne. – To świadczy o nas, jako o społeczeństwie, że potrafimy docenić pracę innych, podziękować im i podzielić się tym, co mamy. To buduje w nas poczucie solidarności – zauważa dyrektor.

70 GODZIN NA DYŻURZE

W megapace znalazło się ok. 350 kg produktów żywnościowych, środków chemicznych oraz kosmetyków

Przedstawiciel Stowarzyszenia „Wszystko dla Szczytna”, radny miejski Rafał Kiersikowski zdradza, że pomysł narodził się z potrzeby serca. – Podczas rozmowy z zaprzyjaźnionym ratownikiem medycznym dowiedziałem się, że pracuje on 70 godzin, bo jego koledzy są w kwarantannie i nie ma kto go zmienić. Tak sobie pomyśleliśmy w stowarzyszeniu, że wszyscy koncentrują się na pomocy dla lekarzy i pielęgniarek, a chyba trochę zapomnieliśmy o ratownikach – mówi radny. Podkreśla, że akcja spotkała się z natychmiastowym odzewem sponsorów. W sumie wsparcie okazało aż 17 firm. – Nie spotkaliśmy się z ani jedną odmową – cieszy się Kiersikowski. Inicjatorów przedsięwzięcia wsparli także strażacy zawodowi oraz druhowie z OSP, którzy pomogli zapakować produkty i dostarczyć je na położony po sąsiedzku teren pogotowia. Pomysłodawcy przyznają, że termin wręczenia ratownikom prezentów nie był przypadkowy. – Chcieliśmy dostarczyć im paczkę z taką zawartością, jaką i my dostajemy zwykle od Mikołaja – zauważa Rafał Kiersikowski.

Szczycieńska akcja ma teraz szansę stać się ogólnopolską. Organizatorzy rozpoczęli popularny w ostatnim czasie challenge, nominując do udziału w nim burmistrza Mrągowa, który już zadeklarował, że również przygotuje megapakę dla ratowników ze swojego terenu.

(ew)

JESTEŚMY JUŻ ZMĘCZENI

Grzegorz Achremczyk: - 70% naszych wyjazdów odbywa się w pełnym zabezpieczeniu

- Jak wygląda od marca wasza praca i czym różni się od tej z czasów przed pandemią koronawirusa?

- Jesteśmy już tym wszystkim zmęczeni.  Nie tyle fizycznie, ile psychicznie. Męczące jest to ciągłe ubieranie się i rozbieranie z odzieży ochronnej, ale też nieustająca edukacja ludzi, w jaki sposób mają postępować. Wyjazdów może nie odnotowujemy więcej, ale często jeździmy za to do osób zakażonych lub przebywających w kwarantannie. Jest to naprawdę trudne.

- Czy liczba osób zakażonych i przebywających w kwarantannie się zwiększyła?

-  Tak. Od około miesiąca zwiększyła się trzykrotnie.

- Czy do każdego wezwania jeździcie ubrani w środki ochrony osobistej?

- 70% naszych wyjazdów odbywa się w pełnym zabezpieczeniu. Na tę chwilę to, co mamy w swoich zasobach jeśli chodzi o środki ochrony osobistej, jest wystarczające. Najwięcej zużywamy kombinezonów. Jeden starcza na jeden wyjazd, na jednego pacjenta, bez względu na rodzaj naszej interwencji.

- Wasza praca bywa dość niewdzięczna. W mediach pojawiają się informacje o agresywnych zachowaniach pacjentów wobec ratowników. Czy wy też się spotykacie z takimi sytuacjami?

- Tak, cały czas. Obecnie, kiedy notujemy więcej wyjazdów do osób będących w kwarantannie, a potrzebujących pomocy medycznej, mamy do czynienia z próbami wymuszania na nas różnych rzeczy, podczas gdy jako ratownicy czy pielęgniarki, mamy związane ręce, bo nie możemy wychodzić poza pewien zakres czynności.

- Czego dokładnie te „wymuszenia” dotyczą?

- Zdarzają się osoby, które koniecznie chcą być przewiezione do szpitala, podczas gdy ich stan wcale tego nie wymaga.

- Jak wygląda sytuacja ze sprzętem i jakie macie najpilniejsze potrzeby?

- Na dziś na terenie powiatu dysponujemy czterema karetkami systemu plus jedną transportową. Obecnie z panią dyrektor szpitala walczymy o dokupienie jeszcze jednej karetki, która zastąpiłaby zużyty już pojazd w Świętajnie. Nasz tabor szybko się starzeje. Na jednym tylko dyżurze karetka robi średnio ok. 200 – 300 kilometrów. Pojazd, który liczy 5- 6 lat ma przejechane 400 tys. kilometrów.

- Czy takie gesty, jak ten dzisiejszy są dla was ważne?

- Tak. Bardzo cenimy to, że lokalna społeczność odbiera naszą pracę w taki sposób.

 Rozmawiała:

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}