Teren stacji paliw na ul. Pasymskiej nie wystawia miastu dobrego świadectwa. Śmieci i obskurne, blaszane ogrodzenie w miejscu, gdzie inwestor zapowiadał budowę hotelu, od lat szpecą wjazd do Szczytna od strony Olsztyna oraz ścieżkę wokół dużego jeziora. Burmistrz Mańkowski deklaruje, że będzie nakłaniał właściciela do poprawy estetyki posesji. Nie ma jednak pewności, czy to poskutkuje.

Miasto bezradne wobec bałaganu
Tak obecnie prezentuje się teren, na którym miał stanąć hotel

Okolice stacji paliw na ul. Pasymskiej w Szczytnie z pewnością nie przynoszą miastu chluby. – Wygląd tego miejsca od strony wjazdu z Olsztyna jest straszny, co to za wizytówka – nie kryje irytacji radna Anna Rybińska, która już od kilku lat domaga się od władz miasta interwencji w tej sprawie. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} – Zgłaszałam problem poprzedniej pani burmistrz, ale mnie zlekceważyła – utyskuje radna, licząc teraz na bardziej energiczne działania ze strony nowego włodarza. Burmistrz Krzysztof Mańkowski przyznaje, że teren stacji paliw pod względem estetyki pozostawia wiele do życzenia. – Jeszcze gorszy widok jest od strony ścieżki wokół dużego jeziora – zauważa. Tam posesja jest ogrodzona blaszanym płotem, miejscami mocno zniszczonym i pomalowanym przez wandali. Mańkowski zdradza, że już raz spotkał się z właścicielem terenu. – Nie wiem, na ile uda mi się go zmobilizować do poprawy sytuacji – przyznaje. Zapowiada też kolejne spotkanie, ale za jego efekty nie ręczy. – Jeśli coś wskóram, to będą się cieszył. Jeśli jednak właściciel powie mi: „mam pana w nosie”, to mogę go tylko nastraszyć, że w razie bałaganu na posesji przyślę tam straż miejską – rozkłada ręce Mańkowski.

Właściciel stacji paliw początkowo zapowiadał budowę na zakupionej kilkanaście lat temu od miasta działce budowę hotelu. Z planów tych dotąd nic nie wyszło. Dlatego niektórzy radni zastanawiają się, czy samorząd nie mógłby wymóc na nim wywiązania się z obietnic. Szanse na to są jednak znikome. – Ten teren został sprzedany na własność. Właściciel w każdej chwili może powiedzieć, że sytuacja gospodarcza nie pozwala mu na budowę tego, co zamierzał – mówi Lilianna Majewska – Farjan, naczelnik Wydziału Gospodarki Przestrzennej i Ochrony Środowiska w Urzędzie Miejskim w Szczytnie.

(ew){/akeebasubs}