Straż pożarna nie chce już dłużej sprzątać dróg po wypadkach
i kolizjach. - To obowiązek zarządcy drogi - uważa komendant główny Państwowej Straży Pożarnej. Nie podoba się to służbom drogowym
i grozi pozostawieniem na drogach szczątków rozbitych samochodów. Czy taka sytuacja może pojawić się w naszym powiecie?
NOWE STRAŻACKIE „ZASADY”
Duże kontrowersje wywołuje opracowany przez komendanta głównego PSP dokument pn. „Zasady postępowania Jednostek Ochrony Przeciwpożarowej w związku ze zdarzeniami na drogach”. Spór dotyczy tego, kto powinien usuwać pozostałości po wypadkach drogowych i odpowiadać za teren po zakończeniu akcji ratowniczej. Według wytycznych zawartych w dokumencie, strażacy po przybyciu na miejsce wypadku powinni udzielić pomocy ofiarom, ugasić pożar, gdyby taki wybuchł w wyniku kolizji, zneutralizować groźny dla życia i środowiska wyciek czy usunąć rozlany olej. Po tych czynnościach służby ogniowe nie powinny zajmować się sprzątaniem drogi, a niezwłocznie udać się na miejsce stacjonowania.
Uzasadniają to takie słowa zawarte w dokumencie: straż pożarna nie jest zobligowana do wykonywania robót porządkowych, ani utrzymaniowych na drogach (-), gdyż zapewnienie przejezdności drogi publicznej jest zadaniem zarządcy drogi.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
SPRZECIW POWIATÓW I GMIN
- Propozycja przygotowana przez Komendanta Głównego PSP jest o tyle zaskakująca, że jednostki samorządu terytorialnego w znacznym stopniu wspierają finansowo straż pożarną - dziwi się Bogumił Żugaj, naczelnik Wydziału Komunikacji, Transportu i Dróg Starostwa Powiatowego. Mówi nam, że utożsamia się ze stanowiskiem-protestem Związku Powiatów Polskich, opracowanym w ostatnich dniach stycznia. W dokumencie tym ZPP podkreśla, że w „Zasadach postępowania (-)” straż pożarna próbuje zrzucić na zarządców dróg publicznych obowiązki na nich nie spoczywające.
- Nie mamy służb działających przez 24 godziny, więc należałoby utworzyć dodatkowe stanowisko pracujące całodobowo i dysponujące odpowiednim sprzętem - wyjaśnia Bogumił Żugaj. Dodaje, że tylko generowałoby to dodatkowe koszty, a nie oszczędności.
Podobnie strażacki dokument opracowany przez komendanta głównego PSP oceniają zarządcy dróg szczebla gminnego. Przy czym trzeba tu zaznaczyć, że „Zasady postępowania (-)” nie dotarły do wszystkich włodarzy gmin w naszym powiecie.
Sławomir Wojciechowski nie zna treści dokumentu, więc nie będzie wyrażał swojej opinii, ale już przewiduje pewne kłopoty. W Kamionku ma swoją siedzibę Zakład Usług Komunalnych, który dysponuje odpowiednim sprzętem, ale nie pracuje całodobowo. W związku z tym mogą wyniknąć niemałe trudności w razie konieczności stawienia się do wypadku.
Niezadowolona jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.
- Strażackie zasady postępowania wydane przez Komendanta Głównego PSP nie były konsultowane z naszą instytucją – żaliła się w mediach Liliana Zając z biura prasowego GDDKiA. W odpowiedzi instytucja ta opracowuje swój dokument pn. „Zasady postępowania zarządcy drogi podczas zdarzeń na drogach”. W odróżnieniu od strażackich zasad, dokument drogowców ma być konsultowany ze wszystkimi służbami biorącymi udział w drogowych akcjach ratowniczych.
OKIEM STRAŻAKÓW
Jak do zaistniałego problemu podchodzą szczycieńscy strażacy? Zdaniem komendanta powiatowego Mariusza Gęsickiego nie ma takiego takiego zagrożenia, aby na szosie pozostały szczątki rozbitych aut. Strażacy nadal, oprócz ratowania osób poszkodowanych w wypadkach, będą zajmować się likwidacją powstałych zagrożeń dla ruchu – m.in. neutralizowaniem toksycznych substancji, usuwaniem rozlanego oleju, itp. Jednak inaczej powinno być w sytuacjach, gdy nie ma zagrożenia życia, a cała interwencja strażaków polega na posprzątaniu odłamków szkieł z rozbitych kierunkowskazów, czy innych drobnych fragmentów samochodowej karoserii.
- Takie proste czynności, jak zamiecenie jezdni powinien wykonać zarządca drogi – przekonuje komendant Gęsicki. Dodaje, że nieuzasadnione przybywanie strażaków w odległym miejscu osłabia tylko gotowość bojową jednostki.
Szczycieńskiej straży zdarzały wyjazdy do „wypadków” w odległe, oddalone o 40 km od Szczytna miejsca. Później okazywało się, że była to tylko stłuczka, a strażaków wykorzystano jedynie do zmiecenia drogi. Tymczasem przeciętny wóz bojowy spala ok. 30 l paliwa na 100 km, i wiezie 5, 6 członków załogi. Koszty związane z takim wyjazdem są spore, w grę wchodzą już nie setki, a tysiące złotych.
Marek J.Plitt
{/akeebasubs}
