Na koniec minionego roku w powiecie szczycieńskim zarejestrowane były 6 342 osoby. To spadek o 2,1% w stosunku do poprzedniego roku. Powodów do zadowolenia jednak nie ma. Problem bezrobocia najdotkliwiej odczuwają niepełnosprawni, osoby po 50. roku życia i młodzi po studiach. - Sytuacja jest tragiczna. Młodzi ludzie z wyższym wykształceniem decydują się pracować nawet za 300 zł w ramach robót społecznie użytecznych – alarmuje wójt Dźwierzut Czesław Wierzuk. Jego gmina przoduje w powiecie pod względem skali bezrobocia.

Młodzi bez perspektyw

NAJTRUDNIEJ W DŹWIERZUTACH

W 2013 roku stopa bezrobocia w powiecie szczycieńskim, wyliczona na podstawie liczby bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy w stosunku do liczby ludności aktywnej zawodowo, wyniosła 25,5%. W Powiatowym Urzędzie Pracy do końca grudnia zarejestrowały się 6 342 osoby, o 137 mniej niż rok wcześniej. Powiat szczycieński należy do nielicznych w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie liczba zarejestrowanych bezrobotnych spadła. Najtrudniejsza sytuacja panuje w gminie Dźwierzuty. Tu natężenie bezrobocia jest największe. Wójt Czesław Wierzuk przyczyny upatruje w tym, że na jego terenie znajduje się wiele wsi popegeerowskich. Dźwierzutom niewiele ustępuje drugie od końca Jedwabno. Najlepiej w statystyce wypadają dwa miasta – Szczytno i Pasym. W ostatnich dwóch latach wzrósł odsetek osób bezrobotnych powyżej 50. roku życia oraz niepełnosprawnych. Brak pracy nieco bardziej dotyka kobiety. Wśród ogółu mieszkańców bez zatrudnienia stanowią one niewiele ponad połowę. W porównaniu do 2012 roku z 1377 do 1393 wzrosła liczba bezrobotnych do 25. roku życia.

PO STUDIACH ZA 300 ZŁOTYCH

O sytuacji na lokalnym rynku pracy debatowali w minionym tygodniu członkowie Powiatowej Rady Zatrudnienia złożonej z przedstawicieli szczycieńskich samorządowców, przedsiębiorców i organizacji pozarządowych. Zaakceptowali oni propozycję podziału środków Funduszu Pracy na różne formy aktywizacji bezrobotnych. Najwięcej, bo blisko 900 tys. złotych skierowano na roboty publiczne. Skorzysta z nich 90 mieszkańców powiatu. Przyjęty podział nie w pełni satysfakcjonuje włodarzy szczycieńskich samorządów. Wójt gminy Dźwierzuty Czesław Wierzuk apeluje o podjęcie działań mających na celu zwiększenie środków na aktywizację zawodową. Najbardziej niepokoi go brak perspektyw wśród młodych mieszkańców, którzy kończąc wyższe studia nie mogą znaleźć zatrudnienia. Ci najbardziej zdesperowani gotowi są podjąć nawet tymczasowe zajęcie za bardzo niskie wynagrodzenie.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

- Sytuacja jest tragiczna. Wielu młodych ludzi z wyższym i średnim wykształceniem decyduje się pracować nawet za 300 zł w ramach prac społecznie użytecznych – alarmował Wierzuk. - Rynku pracy w ogóle u nas nie ma – dodawał wójt. W podobnym tonie wypowiadał się włodarz gminy Wielbark, Grzegorz Zapadka. Zwracał uwagę, że często młodzież kończy studia kosztem wysiłku całej rodziny. - Jej członkowie liczą na to, że taki absolwent pójdzie do pracy, nawet niekoniecznie zgodnej z jego aspiracjami. Tymczasem nie ma żadnej pracy. To naprawdę duża tragedia – przekonywał wójt.

BRAK OFERTY

Reprezentujący Radę Organizacji Pozarządowych Powiatu Szczycieńskiego Arkadiusz Niewiński upominał się z kolei o osoby powyżej 50. roku życia i niepełnosprawne, postulując, aby wykorzystując dane im instrumenty rynku pracy, samorządowcy pamiętali również o nich. Powoływał się przy tym na dane, z których wynika, że w powiecie bezrobotnych najwięcej przybywa właśnie z tych grup. Wójtowie nie do końca zgodzili się z jego sugestią. - Dla młodego człowieka, który wchodzi na rynek pracy, jej brak oznacza traumę na całe życie. My dla tych ludzi nie mamy oferty – przyznawał wójt Zapadka. Zauważał przy tym, że statystyki dotyczące bezrobocia młodych nie w pełni oddają problem, bo wielu z nich po skończeniu studiów wyjeżdża z powiatu . - Raz, drugi próbowali coś znaleźć i w końcu wyjechali. Starsi rzadziej się na to decydują – mówił wójt.

NIE WSZYSCY CHCĄ PRACOWAĆ

Bezrobocie ma jednak różne oblicza. Jak przekonywała zastępca dyrektora PUP Beata Januszczyk, wiele spośród zarejestrowanych osób nie wykazuje zainteresowania podjęciem jakiegokolwiek zatrudnienia. Bezrobotni w wieku powyżej 50 lat zwykle niechętnie przyjmują proponowane przez urząd wsparcie. Świadczy o tym przykład z ubiegłego roku. Spośród 300-osobowej grupy, doradcom zawodowym udało się namówić, i to z trudem, tylko 70 osób do udziału w szkoleniach. Najczęstsze powody odmowy udziału w aktywizacji zawodowej to orzeczenia lekarskie o niezdolności do pracy, tłumaczenie się brakiem dojazdu, opiekowanie się wnukami, alkoholizm, brak odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Niektórzy w okresie letnim wolą zbierać runo leśne niż korzystać z oferty PUP. Jeszcze inni boją się nowych technologii. - Są i tacy, którzy wolą się wyłączyć niż podjąć jakiekolwiek działanie – mówi Beata Januszczyk. Stąd pojawiają się wątpliwości, czy obowiązująca obecnie metoda liczenia bezrobotnych jest w pełni wiarygodna.

Nowa, która być może wkrótce ją zastąpi, uwzględnia tylko te osoby, które rzeczywiście aktywnie poszukują pracy. Nie obejmuje za to zatrudnionych w szarej strefie. Według tej metodologii stopa bezrobocia w powiecie szczycieńskim wynosi nie 25,5%, lecz zaledwie 10,5%. Zdaniem burmistrz Szczytna Danuty Górskiejdaje to prawdziwy obraz skali bezrobocia. - Często nasze wysiłki kierowane są do osób, które tylko chcą się „odhaczyć” - zauważa. Według Arkadiusza Niewińskiego nowa metoda liczenia bezrobocia jest korzystna politycznie, ale może oznaczać zmniejszenie środków na aktywizację ludzi pozostających bez zatrudnienia.

JAKA PRZYSZŁOŚĆ FAVORITU?

Podczas posiedzenia Powiatowej Rady Zatrudnienia poruszono również sprawę likwidowanego Favoritu. To drugi pod względem wielkości zakład pracy w powiecie, zatrudniający 419 osób. Na początku stycznia władze spółki podjęły decyzję o jej likwidacji. - Obecnie trwają starania o sprzedaż zakładu – informował dyrektor PUP Jan Dąbrowski, powołując się na niedawne rozmowy z likwidatorem. Jak mówił, jedną z przyczyn podjęcia decyzji o likwidacji było to, że zakład produkował bardzo drogie meble, na które nie było zbytu. - Osoby zainteresowane przejęciem pracowników będą chciały zmienić technologię produkcji – tłumaczył. Zdaniem dyrektora Dąbrowskiego, najprawdopodobniej zakład nie zostanie przejęty w całości. - Likwidator informował nas, że zatrudnienie w nowym znajdzie może 250 osób – uzupełniała Beata Januszczyk. Oferty chętnych do przejęcia zakładu są zbierane do końca marca. - Jest duże zainteresowanie – zdradzała burmistrz Danuta Górska. Potem, na rozstrzygnięcie kto zostanie nowym właścicielem, przyjdzie czekać dwa miesiące. Obecnie wszyscy pracownicy otrzymali już wypowiedzenia. Z myślą o osobach zwalnianych z Favoritu PUP opracowuje projekt finansowany z rezerwy Funduszu Pracy obejmujący m.in. szkolenia, prace interwencyjne, roboty publiczne oraz dotacje na działalność gospodarczą. Jego wartość to blisko 1,5 mln złotych.

Ewa Kułakowska

{/akeebasubs}