Rozmowa z dyrektor Szpitala Powiatowego w Szczytnie Beatą Kostrzewą
- Przed naszym szpitalem niedawno stał jeden namiot, teraz są już dwa.
- Tak. W jednym badamy temperaturę wszystkim pracownikom i pacjentom udającym się do laboratorium, czy na rentgena. Drugi służy do izolacji w sytuacji, gdy przyjdzie dwóch pacjentów. Oprócz tego wydzieliliśmy izolatkę w poczekalni na izbie przyjęć. Postawiliśmy tam dwa łóżka, respirator i butlę z tlenem dla pacjentów z parametrami mogącymi wskazywać na zakażenie koronawirusem – duszności, kaszel, czy wysoka temperatura. Pobraliśmy już kilkanaście wymazów od pacjentów. Na szczęście wszystkie były ujemne.
- Z kraju docierają niepokojące sygnały o dużej zachorowalności na koronawirusa wśród kadry medycznej.
- Bardzo przestrzegamy wszystkich procedur i korzystamy ze szkoleń. Ograniczamy wszelkie kontakty, także między pracownikami. Porozumiewamy się w dużym stopniu za pomocą maili.
- Czy duża jest absencja?
- Część pielęgniarek i opiekunek jest na zasiłkach na dzieci. Są też na zwolnieniach i zaległych urlopach. Dobrze, żeby je teraz wykorzystały, jak nie ma wielkiej fali zachorowań. Na razie wszystko mamy ogarnięte. Bardzo nam zależy, żeby uniknąć sytuacji, która sprawiłaby, że pół szpitala musiałoby się udać na kwarantannę.
- Czy to ostrożność sprawia, że przyjmujecie teraz do szpitala mniej pacjentów?{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
- Wynika to ze względów bezpieczeństwa. W ostatnim czasie mieliśmy 19 osób ze skierowaniem do szpitala, z czego przyjęliśmy 6. Pozostałym zrobiliśmy badania, podaliśmy leki i odesłaliśmy do domu. Trzeba ograniczać kontakty, a pacjenci mają tego świadomość. Leczenie w domu w obecnym okresie, o ile pozwala na to stan zdrowia, jest bezpieczniejsze. Tak mówią specjaliści i tym się kierujemy.
- Ile obecnie macie w szpitalu pacjentów?
- Na oddziale chirurgicznym, na dzień 10 kwietnia, mieliśmy 17 pacjentów na 30 miejsc, a na wewnętrznym 18 na 45. Kogo się da, wysyłamy do domu.
- Czy nie obawia się pani, że w sytuacji zagrożenia koronawirusem i wprowadzonych ograniczeń, ludzie będą teraz częściej umierali na inne choroby?
- Trzeba się z tym liczyć. Jeszcze statystyk nie ma, ale coraz głośniej się o tym mówi, że ludzie, siedząc w domach, mogą coś istotnego przegapić.
- Ograniczanie przyjęć do szpitala może temu sprzyjać.
- To lekarz w każdym pojedynczym przypadku decyduje, czy skierowany do nas pacjent może leczyć się w domu. Wybiera to co jest bezpieczniejsze dla niego.
- Decyzją ministra zdrowia w każdym szpitalu musi być wydzielone miejsce do hospitalizowania chorych, nie tylko z podejrzeniem, ale i ze stwierdzonym koronawirusem. Jak jest w Szczyt nie?
- Dla takich pacjentów mamy wydzielony cały odcinek na internie. Na potrzeby oddziału wewnętrznego zaadaptowaliśmy całą ginekologię, a pacjentki stamtąd przeszły na chirurgię. Dużo w naszym szpitalu ostatnio pozmienialiśmy.
- Co z porodami?
- Tu nie ma żadnych problemów. Do dyspozycji naszych pacjentek mamy dwie porodówki i jedną oddzielną, na wypadek gdyby rodząca miała koronawirusa.
- Czy nasz szpital jest odpowiednio przygotowany do leczenia osób zakażonych koronawirusem?
- Jeżeli w jednym czasie zachorowałoby kilkanaście osób, to nasz system ich przebada, przeleczy i wszystko będzie dobrze. W przypadku równoczesnego zachorowania kilkuset osób będzie poważny problem. Modlimy się, żeby nic złego do nas nie przyszło.
- Eksperci mówią, że w ciągu dwóch lat prawdopodobnie wszyscy zachorujemy na koronawirusa.
- Tak. Z tym, że jedni tego nie zauważą, drudzy z temperaturą poleżą w domu, albo trafią do szpitala. Inni, ci najsłabsi, niestety umrą.
Rozmawiał
Andrzej Olszewski{/akeebasubs}
