Emerytowany komendant wojewódzki straży pożarnej Stanisław Mikulak wspomina swoją strażacką służbę i związki z ziemią szczycieńską.

Pożar banku
W dniu 28 października 1971 r. powstał pożar w budynku oddziału NBP w Szczytnie. Palą się pomieszczenia biurowe na poddaszu oraz drewniana konstrukcja dachu. Jednostka z zawodowej straży pożarnej w Szczytnie sprawnie wchodzi do akcji, wspomaga ją kilka OSP, prowadzą skuteczne natarcie i opanowują pożar wewnątrz budynku. Problemem staje się natomiast ugaszenie ognia na dachu z powodu braku drabiny o odpowiedniej wysokości. Strażacy wpadają więc na kapitalny pomysł i podają skuteczne prądy gaśnicze z drzew rosnących przy budynku. Gdy przyjeżdżam na miejsce akcji sytuacja jest już opanowana, lecz zaskakuje widok strażaków na drzewach. Pochwalam jednak ich pomysłowość i przystępuję do oględzin ustalających przyczynę pożaru i przesłuchania wspólnie z porucznikiem Pawłowskim z Komendy Wojewódzkiej MO pierwszych świadków. Bez większych trudności udaje się nam ustalić, że pożar spowodował spawacz, nie zabezpieczając odpowiednio wykonywanych na poddaszu prac. Jako zabezpieczenie przeciwpożarowe w czasie odcinania palnikiem starych przewodów centralnego ogrzewania używał butelki z wodą, którą gasił powstające zarzewia ognia.
Tragiczne „ostatki”
Tragicznym w skutkach był pożar w budynku mieszkalnym w miejscowości Łupowo w gminie Dźwierzuty, który powstał w godzinach wieczornych 4 lutego 1972 roku. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Kolejny pożar w fabryce mebli
W sobotę 9 grudnia 1972 roku w godzinach nocnych dochodzi do kolejnego pożaru w fabryce mebli w Szczytnie. Palą się pomieszczenia socjalne i biurowe nad starą halą produkcyjną przeznaczoną już do rozbiórki. Zagrożone są zmagazynowane na parterze gotowe wyroby oraz nowa hala produkcyjna. Wyjeżdżam z Olsztyna o godz. 1.30 i po 40 minutach jestem na miejscu akcji, w której bierze już udział kilkanaście jednostek straży, prowadząc skuteczne natarcie wewnątrz hali starej i w obronie nowej. Występuje jednak zagrożenie zawaleniem się nadpalonego drewnianego stropu i dachu a także wytworzeniem przez dość silny wiatr ogni lotnych. W pewnym momencie chcąc sprawdzić, jaka część dachu obejmuje ogień wchodzę nierozważnie na ten dach i o mało nie wpadam w wypaloną w nim dziurę. Znów zadziałała ręka opatrzności a nie moja wyobraźnia i doświadczenie.
Stolarz Sobótka
Pożar nie spowodował większych strat, lecz problemy dotyczące ustalenia jego przyczyny wywołane przez nadgorliwość wspomnianego już porucznika Pawłowskiego z Komendy Wojewódzkiej MO w Olsztynie. W czasie dochodzenia ustaliliśmy, że pożar powstał w pomieszczeniu biurowym lub w szatni nad halą produkcyjną. Pawłowski w czasie przesłuchania osób korzystających z szatni przed pożarem stwierdził, że jeden z pracowników nie przyszedł do pracy w poniedziałek i we wtorek, ponadto pokrętnie zeznawał w związku z okolicznościami pożaru. Milicjant wmanipulował go w spowodowanie pożaru poprzez pozostawienie palącego się papierosa w szafce ubraniowej na półce wykonanej z miękkiej płyty pilśniowej. Prawdopodobnie ten pracownik – stolarz z zawodu – miał jakieś inne przewinienia na swoim sumieniu i za obietnicę niskiej kary (w dodatku w zawieszeniu) zgodził się zeznawać w sądzie tak jak go ustawił wymieniony oficer śledczy. Potwierdził to także w czasie wizji lokalnej przeprowadzonej w mojej obecności, jako biegłego, kładąc zapalonego papierosa na płytę pilśniową miękką. Płyta zaczęła się tlić, wytwarzając coraz większe zarzewie ognia. Wszystko pasowało łącznie z moją opinią obciążającą tego stolarza, który nazywał się Sobótka.
Rozprawa w sądzie
Jednak w czasie rozprawy w sądzie zmanipulowany plan milicjanta Pawłowskiego posypał się całkowicie. Stolarz Sobótka stawił się w szczycieńskim sądzie z dwoma adwokatami, odwołał swoje poprzednie zeznania, oświadczając, że złożył je pod przymusem psychicznym i nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Mnie zaatakowali adwokaci, zarzucając zmowę i tendencyjną opinię oraz żądając zmiany biegłego. Zasadnicze znaczenie w tej sprawie miał rodzaj płyty z jakiej wykonana była półka w szafce Sobótki, tym bardziej, że był on stolarzem i bardzo dobrze znał się na płytach. Okazało się, że była to płyta twarda a do zeznania w śledztwie, że była miękka, namówił go Pawłowski, zastraszając oskarżeniem o sabotażowe podpalenie zbrodnicze. Po uwzględnieniu wyżej wymienionych faktów, które w sądzie zostały udowodnione, wyjaśniłem sądowi, że wprowadzono mnie w błąd wizją lokalną i poprzednimi zeznaniami obwinionego i wycofałem się ze swojej opinii. Sobótka został uniewinniony, mnie adwokaci gratulowali uczciwej postawy, prokuratura się skompromitowała, a ja przestałem ufać milicyjnym dochodzeniom.
Stanisław Mikulak{/akeebasubs}
