Emerytowany komendant wojewódzki straży pożarnej Stanisław Mikulak wspomina swoją strażacką służbę i związki z ziemią szczycieńską.
Warty wielkanocne
Odległość zarówno z Wieliczki jak i z Wrocławia do Nowych Kiejkut pozwalała na odwiedzanie ich zaledwie trzy razy w roku, tj. w wakacje letnie i ferie związane ze świętami Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Każdy z tych przyjazdów był radością, gdy przyjeżdżałem i smutkiem, gdy opuszczałem rodzinę. Oczywiście podczas każdego pobytu meldowałem się naczelnikowi Gołocie, który przyjmował to z dużą aprobatą i przydzielał szczególnie w wakacje letnie różne zadania. Szczególną satysfakcję sprawiały mi coroczne adoracje przy grobie Chrystusa w dźwierzuckim kościele w gronie strażaków ochotników z gminy Dźwierzuty. Wyróżniałem się wśród nich eleganckim mundurem podchorążego Oficerskiego Technikum Pożarnictwa, co wzbudzało zarówno pewną zazdrość druhów, jak i zainteresowanie parafian, szczególnie dziewcząt. Te warty przy grobie nie były takie łatwe, trzeba było stać w bezruchu pół godziny z toporkiem na ramieniu, co było szczególnie trudne dla tych, którzy nie służyli w wojsku. W takich sytuacjach trzeba umysł czymś zająć, by nie myśleć o tym staniu, ja liczyłem i gdy przekraczałem liczbę 1800 rozlegały się kroki następnej zmiany.
Bunt w szkole
Wracając do okresu wrocławskiego, to wspomniane już bardzo trudne warunki spowodowały niesamowite zestresowanie i rozgoryczenie szczególnie wśród uczniów naszej (trzeciej) klasy. Postanowiliśmy się zbuntować i zaprotestować przeciwko tym warunkom i lekceważącemu nas traktowaniu. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
przyjeżdża komisja z Komendy Głównej Straży Pożarnych pod przewodnictwem płk. Wiercińskiego, następują przesłuchania i dochodzenie motywów naszego protestu. Młodsi i słabsi oraz ci, którym najbardziej zależy na tej szkole załamują się, niektórzy po reprymendzie rodziców, których wezwano do szkoły. Najbardziej aktywni i zdesperowani w tym proteście zostają usunięci ze szkoły, dyscyplina i wymagania wzrastają jeszcze bardziej, a skutek jest taki, że spośród 36 uczniów naszej najstarszej klasy promocję do klasy czwartej - ostatniej - uzyskuje tylko 23. Podobnie jest z klasą drugą, która też brała udział w proteście i z której do klasy trzeciej przechodzi tylko 50%. Sytuacja pomału się jednak ustabilizowała, młodzi ludzie nie pamiętają zbyt długo krzywd i urazów, a ponadto nasi opiekunowie też wyciągają odpowiednie wnioski i poświęcali nam więcej troski, pomocy i zrozumienia. Poprawiło się także wyżywienie, zaczęliśmy otrzymywać nawet drugie śniadanie. Nie zaprzestano jednak nas hartować i systemowo ideologizować przy pomocy wszechobecnego ZMP oraz służby polityczno-wychowawczej.
Rozkład dnia
Powszedni dzień w szkole zaczynał się następująco: o godz. 6:00 pobudka, zaprawa poranna, porządki, apel poranny z wciągnięciem flagi na maszt i odśpiewaniem hymnu młodzieży świata „Myśmy przyszłością Narodu”, rozkaz dzienny, zmiana służby bojowej, rozkład służby na posterunkach, służba porządkowa, prasówka, zajęcia lekcyjne do godz. 16:00, nauka własna, zajęcia sportowe i kulturalne, sprzątanie rejonu zakwaterowania i sal lekcyjnych, apel wieczorny z odśpiewaniem hymnu młodzieżowego, opuszczenie flagi z masztu, przygotowanie do snu i o godz. 22:00 cisza nocna dość często przerywana nocnymi alarmami. W tych alarmach doszliśmy do perfekcji, rekord nocnego wyjazdu wynosił ok. 15 sekund. Oczywiście w tym podanym wyżej rozkładzie dnia były również posiłki, śniadanie pierwsze i drugie (bułka z marmoladą), słaby kalorycznie obiad i cieniutka kolacja. Do dziś nie mogę zapomnieć czerwonej marmolady, rozpadającego się salcesonu i podgardlanki. Obiad można było nadrobić zupą i chlebem oraz obgryzaniem kości, ale wieczorem głód dawał o sobie znać, jeżeli nie było coś z zapasów przysłanych z domu. Trzeba przyznać, że zapasami tymi dzieliliśmy się solidarnie.
Stanisław Mikulak{/akeebasubs}
