Nauczycielem wszystkich przedmiotów i opiekunem klasy był pan Czesław Orzoł, a kierownikiem szkoły pan Rogala. Imienia nie pamiętam, mam prawo – przecież minęło sześćdziesiąt i pół roku.

Moje kroki w edukacji
Leszek Mierzejewski

Za to pamiętam, że zdałem do drugiej klasy i to na samych bardzo dobrych ocenach. Wówczas szóstek jeszcze nie wystawiano! Zaliczyłem sześć przedmiotów: język polski, matematykę, rysunek, prace ręczne, śpiew i wychowanie fizyczne. Do tego oceniano jeszcze sprawowanie. Tylko ani ja, ani tym bardziej rodzice nie zwrócili uwagi, że na pierwszym świadectwie zamiast Leszek wpisano mi imię Lech, jak późniejszy Wałęsa - a zamiast daty urodzenia 20 maja - 2 maja. Karygodny błąd, głównie z imieniem, który ciągnął się aż do ukończenia Zasadniczej Szkoły. W Technikum Budowy Okrętów miałem problem i musiałem pomyłkę wyjaśnić i korygować. Rodzicom, a tym bardziej mnie było gancegal, czy Lech czy Leszek, nikt się wówczas nie zastanawiał, że istnieją trzy różne imiona: Lech, Leszek i Lesław.

Zdjęcie z rodzinnego archiwum Autora z 25 listopada 1959 r. Widać na nim, że na środku obecnego parkingu przed ratuszem rosło okazałe drzewo i istniał szpetny trawnik

Do drugiej klasy, ze względu na rejonizację przeniesiono mnie do podstawówki nr 3 usytuowanej za przejazdem kolejowym. We wrześniu 1954 roku (wówczas mówiło się, że „za drągami”) biegła ulica Skłodowskiej, która ciągnęła się aż do szpitala. Była to arteria wyludniona i z rzadka zabudowana. Po prawej stronie istniała tylko nasza szkoła, za nią ciągnął się zarośnięty park miejski ze zdewastowanymi alejkami. Przed samym szpitalem stały dwa budynki i stoją do dziś. W pierwszym urządzono siedzibę sanepidu, a w drugim, tuż przed szpitalem, zamieszkiwał personel służby zdrowia. Po lewej stronie pierwszym ocalałym z zawieruchy wojennej był kilkupiętrowy budynek, gdzie obecnie chirurg Mirosław Drapała prowadzi przychodnię lekarską. Na wyższych kondygnacjach znajdują się mieszkania. Za nim stał stary budynek mieszkalny z 1880 roku. W 1954 roku był całkowicie zamieszkały. Dalej widniały tylko pola i nieużytki rolne. W międzyczasie, tuż za skrętem w obecną ul. Śniadeckiego, PKP wybudowały piętrowy budynek mieszkalny dla ośmiu rodzin pracowników zatrudnionych na kolei. Patrząc na dalszą infrastrukturę ulicy, to nic nie było widać, aż hen pod lasem istniały jakieś poniemieckie gospodarstwa rolne, które już zasiedlili polscy osadnicy.

Nie wiem, czy w dniu pisania mojej książki, ktokolwiek jeszcze pamięta, że wówczas miasto było zaniedbane i szare – nie to co dziś, odbudowane i kolorowe. Popatrzcie na jedno z moich archiwalnych zdjęć. Nie mam na myśli przedstawienia mojej najbliższej rodziny, ale pokazanie wyglądu reprezentacyjnego placu przed Urzędem Miejskim w dniu 25 listopada 1959 roku. Dokładnie widać, że na środku obecnego parkingu rosło okazałe drzewo i istniał szpetny trawnik.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Każdy odbudowany obiekt, każdy postawiony dom – mały czy duży cieszył. Trudno było oczekiwać od ówczesnych władz stawiania na piękną architekturę w odbudowie miasta. Powojenni powiatowi architekci byli niedouczeni, a po drugie przychodziły odgórne dyrektywy budowlane! Należało odbudowywać i budować między innymi obiekty parterowe, bez konstrukcji drewnianych dachów i nietynkowane… Po trzecie, nagminnie brakowało materiałów budowlanych! Jasne, że w obecnej sytuacji zaopatrzenia, młodym ludziom trudno jest pojąć dawne problemy. Ale przecież jeszcze nie tak dawno, bo w 1984 roku, żeby zakończyć budowę Przychodni Lekarskiej na ul. Kościuszki nr 20, musiałem wyczyniać różnorodne wybiegi, kombinacje i kruczki, żeby otrzymać przydział materiałów budowlanych z Wydziału Budownictwa Urzędu Miejskiego lub Wojewódzkiego, ewentualnie szukać innych układów i znajomości.

Do dziś jeszcze szpecą ludzkie oczy obiekty z tamtych lat, jak parterowe pawilony handlowe PSS na ul. Odrodzenia. Parterowe budynki i inne pokraki powojenne, wstawiane w luki pomiędzy istniejącymi już budynkami, tworzące niby zwartą linię zabudowy. Te plomby budowlane zdawały egzamin na dwadzieścia kilka lat, ale nie na wieczność. Śmieszy nie tylko mnie architektura dawnych budynków mieszkalnych SM „Odrodzenie”, tzw. prostokątów, a w szczególności długi budynek na ul. Polskiej. Potocznie nazwany tramwajem. Na szczęście część z odbudowanych po wojnie budynków zachowała swój pierwotny wygląd, jak ciąg obiektów mieszkalno – handlowych po prawej stronie ul. Odrodzenia. Również w obecnych czasach wielu mądrych inwestorów przywraca piękno naszego miasta, inwestując w ciekawą architekturę swoich obiektów. Mam na myśli między innymi Witka Czujaka i jego sąsiadów, czy też też zabudowę plombową na ul. 1 Maja Wiesławy Enerlich - Kozioł.

Cdn.

Leszek Mierzejewski{/akeebasubs}