Przez pięć lat nauczałem młodzież akademicką w Olsztynie, przedłużając okres oddziaływania słowem na studentów. Głowa była zmuszona do intensywnego myślenia i mózg się w związku z tym nie zamulał. W 2006 r. ta sama ekipa co cztery lata wcześniej nalegała, abym kolejny raz wystartował na wójta w Dźwierzutach.
TRZEBA MIEĆ GRUBĄ SKÓRĘ
Osoby, które namawiały mnie do kandydowania twierdziły, że tym razem wygram na bank. Dłuższy czas się opierałem, ale w końcu uległem. Zapewnienia moich zwolenników okazały się prawdziwe. Zwyciężyłem w wyborach ponad 300 głosami. Bardzo szybko okazało się, że moja żona miała rację, przestrzegając mnie przed pracą wójta. Kiedy jednemu załatwiło się pozytywnie sprawę, następnego dnia dwie inne osoby obrażały się. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NALEŻY MI SIĘ DOBRY KONIAK
Grupa osób, która mnie wspierała w wyborach, nalegała, bym zwolenników Czesława Wierzuka zwolnił z urzędu. Ja miałem inne zdanie w tej sprawie. Ludzie mu podlegli szli do pracy o poranku, niepewni, co ich w dzień zaskoczy, bo Wierzuk, niech mu ziemia lekką będzie, był człowiekiem mściwym. Uważałem, że jeśli zwróci się im godność i sprawi, że będą szli do pracy z podniesioną głową, to będą bardziej efektywni. Zwolniłem ostatecznie tylko jedną osobę, która kierowała w gminie akcją wywieszania w kampanii wyborczej niezwykle kłamliwych plakatów na mój temat. Dzisiaj ta osoba powinna mi postawić dobry koniak, ponieważ za sprawą PSL-u zrobiła wielką karierę polityczną.
Cdn.
Tadeusz Frączek{/akeebasubs}
