Rzadko już spotykana w tym zawodzie charyzma, niekonwencjonalne podejście do nauczania, niebywała erudycja i oczytanie, a przede wszystkim ogromna miłość do młodych ludzi – te cechy wyróżniały Krystynę Trzcińską, nauczycielkę języka polskiego w szczycieńskim ogólniaku. Uwielbiana przez uczniów polonistka zmarła w ubiegłym tygodniu.
Z BIAŁEGOSTOKU DO SZCZYTNA
Takich nauczycieli, jak Krystyna Trzcińska, nie spotyka się często. Dla pokoleń swoich wychowanków była nie tylko charyzmatyczną polonistką zarażająca miłością do literatury, ale przede wszystkim przyjaciółką, kimś, do kogo można przyjść i opowiedzieć o swoich problemach. Kochała młodzież, a młodzież kochała ją. O swoim zawodzie mawiała, że jest trudny i niewdzięczny, ale gdyby przyszło jej jeszcze raz wybierać, wybrałaby go po raz drugi. W rozmowie z „Kurkiem” w 2005 r. mówiła, że od zawsze chciała być nauczycielką. Pochodziła z Białegostoku. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
SŁABOŚĆ DO NIEPOKORNYCH
Najdłużej była związana ze szczycieńskim ogólniakiem. Do przejścia tam namówił ją ówczesny inspektor oświaty. Przyznawała, że praca z dorastającą młodzieżą sprawiała jej najwięcej satysfakcji. Miała też szczególną słabość do uczniów niepokornych, mających własne zdanie. - Zawsze intrygowało mnie, kiedy któryś z nich wyraźnie się na mnie „boczył”. Starałam się wtedy zbliżyć do takiej osoby. Uważałam, że przez brak porozumienia z nią, tracę coś cennego – mówiła.
Nigdy nie zmuszała uczniów do przyswajania wiedzy encyklopedycznej, stawiała raczej na inwencję i umiejętność formułowania własnych sądów. Zawsze była na bieżąco z literackimi nowościami, interesowało ją to, co dzieje się w kulturze. Jej wielką pasją było też kino – przez lata angażowała się w działalność szczycieńskiego DKF-u.
NIE CHCIAŁA PROSTOWAĆ ŚCIEŻEK
Nie przywiązywała wagi do nagród i odznaczeń, ale jedno wyróżnienie ceniła sobie szczególnie. Przed laty znalazła się w gronie pedagogów wybranych w plebiscycie „Szukamy olsztyńskiego Keatinga”. O tym, komu przypadnie wyróżnienie, decydowali sami uczniowie. W ten sposób honorowano nauczycieli, którzy, tak jak bohater filmu „Stowarzyszenie umarłych poetów”, stosują niekonwencjonalne metody przekazywania wiedzy i potrafią swoją charyzmą zjednać sobie wychowanków.
Pani Krystyna na emeryturę przeszła w 1991 r., ale z pracy w szkole nie zrezygnowała. Przez pewien czasu uczyła jeszcze w SP nr 3 i w kolegium nauczycielskim. Podkreślała, że kontakty z młodzieżą są dla niej niezwykle cenne. - Ciągle uczę się od młodych ludzi. Dzięki nim poznaję przeróżne sytuacje życiowe i sposoby zachowań – mówiła.
W życiu kierowała się mottem zaczerpniętym od św. Tomasza z Akwinu: Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu ścieżek.
Krystyna Trzcińska zmarła w środę 23 sierpnia w wieku 85 lat. Została pochowana na cmentarzu w Szczytnie.
WYMAGAJĄCA,
ALE I KOCHANA
…....
Z Panią Krystyną Trzcińską los zetknął mnie na początku lat 90., kiedy byłam uczennicą VI klasy Szkoły Podstawowej nr 3. Wówczas przez rok, w ramach zastępstwa, będąc już emerytką, uczyła mnie języka polskiego. Pani Krystyna od razu podbiła serca całej naszej klasy, zdobywając miano najbardziej kochanego nauczyciela. Nie uczyniła tego poprzez pobłażanie nam. Wręcz przeciwnie – była wymagającą polonistką, ale jej charyzma sprawiała, że na każdą lekcję polskiego czekało się z niecierpliwością. Do dziś wspominam, jak czytanie z podziałem na role „Balladyny” stało się minispektaklem teatralnym. Pamiętam też, jak podczas jednej z prac klasowych wymyśliła nam niekonwencjonalne zadanie – my, szóstoklasiści, musieliśmy napisać krótkie opowiadanie science – fiction. Choć uczyła nas tylko rok, bardzo się zżyliśmy. Świadczy o tym fakt, że potem kilkakrotnie odwiedzaliśmy prawie całą klasą Panią Krystynę w jej domu – przed świętami, w dzień zakończenia roku szkolnego czy z okazji Dnia Nauczyciela. Jako 12-13-latkowie niezbyt przejmowaliśmy się tym, że być może ma inne plany, niż goszczenie naszej niesfornej gromadki. Nigdy jednak nie dała nam tego odczuć. Na nasze wizyty zawsze miała przygotowany poczęstunek – wielką lodową roladę, którą kroiła tak, by dla każdego starczyło. Pani Krystyno, na zawsze pozostanie Pani w naszych sercach.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
