Jeszcze kilka miesięcy temu Paweł Kosakowski był pełnym życia, energii i planów na przyszłość młodym człowiekiem. Wszystko to dosłownie w jednej chwili posypało się jak domek z kart. W wyniku tragicznego wypadku motocyklowego został sparaliżowany. Tylko dzięki synkowi i partnerce Justynie nie traci wiary w sens życia.
WYPADEK WSZYSTKO PRZEKREŚLIŁ
Paweł Kosakowski - młody, pełen życia chłopak będący w szczęśliwym związku z Justyną i tata rocznego synka cieszył się każdą chwilą. Jako jeden z nielicznych mężczyzn w Polsce zajmował się stylizacją rzęs i brwi, prowadził swój własny salon. Ukończył wiele kursów i szkoleń, uzyskał szereg certyfikatów. W przyszłości planował ukończyć technikum na kierunku kosmetologia. Ze swoją ukochaną Justyną snuli plany na przyszłość, chcieli wziąć kredyt i pobudować dom. Ich świat kręcił się wokół synka, pracy, studiów. Byli szczęśliwą parą cieszącą się każdą chwilą. Aż do tragicznego dnia.
Życie 26-letniego mieszkańca Szczytna pół roku temu legło w gruzach. 1 kwietnia uległ groźnemu wypadkowi w Szczycionku, jadąc na motorze.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
KOSZTOWNE LECZENIE
Dzięki intensywnej rehabilitacji trzy razy w tygodniu po około 10 godzin, w ciągu niespełna dwóch miesięcy zaczął podnosić ręce do góry, czego wcześniej nie mógł zrobić. Koszt miesięczny zabiegów to około 10 tysięcy złotych. Pieniądze na ten cel pochodzą ze zbiórki, którą przeprowadzono tuż po wypadku. Zebrano wówczas ok. 70 tysięcy złotych. - Pieniądze te jednak rozpływają się jak woda – mówią Paweł i Justyna, bojąc się, co będzie, gdy tych środków zabraknie.
Przed Pawłem, jak mówią lekarze bardzo długa rehabilitacja, trwająca lata. Na razie nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy w ogóle będzie chodził. Przyznaje, że najbardziej nie może się pogodzić z bezwładnością dłoni. - Wózek jeszcze zniosę, ale tej niemocy w rękach nie potrafię. Przed wypadkiem bezczynnie nie mógł usiedzieć pięciu minut. Miał zdolności manualne, można było go określić mianem tzw. złotej rączki. Znał się na mechanice, potrafił wykonać prace remontowe, ugotować. Teraz przez porażenie czterokończynowe jest zdany na całkowitą pomoc innych.
NADZIEJA Z AUSTRALII
Partnerka Pawła Justyna znalazła w internecie informację o pani doktor z Australii, która innowacyjną metodą leczenia mogłaby przywrócić władzę w dłoniach. - Udało mi się skontaktować z tą panią doktor. Dowiedziałam się od niej, że w przypadku Pawła jest szansa na przywrócenie władzy w rękach. Otrzymaliśmy formularz zgłoszeniowy i czekamy na konsultację internetową – mówi z nadzieją Justyna. Czasu jednak mają niewiele.
Operację można bowiem przeprowadzić do dwunastu miesięcy od uszkodzenia rdzenia. Koszty zabiegu na pewno byłyby ogromne i bez pomocy ludzi dobrej woli nie uda się zebrać wystarczających środków.
Paweł zwierza się nam, że tylko dzięki synkowi Aleksandrowi i Justynie jakoś się trzyma. Dla nich intensywnie ćwiczy, oni nadają mu jeszcze sens i wiarę w życie. - Ze względu na nich chcę walczyć o siebie - zapowiada.
Na leczenie Pawła jest zorganizowana zbiórka nakrętek. Można je przynosić m.in. do Bazy Wodnej MOS przy ul. Spacerowej oraz do hali Wagnera przy ul. Lanca w Szczytnie.
Agnieszka Karpińska{/akeebasubs}
Osoby dobrej woli, które chciałyby pomóc Pawłowi, mogą to uczynić, wpłacając na konto nawet niewielkie sumy:
Bank Spółdzielczy w Raszkowie. Oddział Ostrów Wielkopolski:
Numer konta: 44 8430 0009 2002 0005 1347 0241
Subkonto Fundacja „Nadzieja” Osób Poszkodowanych w Wypadkach Drogowych służące do rozliczeń darowizn na leczenie i rehabilitację Pawła Kosakowskiego.
