NIE CAŁKIEM SENSOWNE TABLICZKI

Nie całkiem sensowne tabliczki

Przed wjazdami czy to na niewielkie, czy duże posesje w Szczytnie, jak i w całym kraju, poustawiano liczne znaki zakazu wjazdu. Chodzi o to, by na oznaczonym obszarze nie zostawiali swoich maszyn postronni kierowcy, gdyż wskutek masowej motoryzacji, jaka dokonała się w całym kraju, każde miejsce do parkowania stało się cenne. Zwykle omawiane znaki opatrzone są dodatkowymi tabliczkami informującymi kto może, a kto nie może wjechać na teren danej posesji. Dla lepszej ilustracji problemu zamieszczamy kilka przykładów widocznych na zdjęciu poniżej. Na tabliczce z lewej strony napisano, że wolno wjechać za znak mieszkańcom oraz kierowcom pojazdów służbowych. Cóż, gdy nie jest podany dokładny adres (jak na tabliczce w środku) wjechać każdy może, bo każdy z nas jest przecież mieszkańcem np. Szczytna, Lipowej Góry, Gizewa czy Kamionka. Nawet tak krótkie teksty należałoby redagować bardziej sensownie.

PARKOWANIE NA ŚCIANIE

O ów sens, jak się okazuje, nie jest łatwo nie tylko jeśli chodzi o układanie napisów na tabliczkach, ale także przy ustawianiu całych znaków drogowych. Przy ul. 1 Maja mamy wyjątkowo dziwacznie usytuowany znak - stoi on sobie tuż pod... ścianą budynku nr 4. Przecież taki zakaz wjazdu dotyczy przestrzeni nie przed znakiem, a za nim - tylko jak tam miałby wjechać jakikolwiek kierowca? Ktoś w rodzaju kamikadze, który chciałby zaparkować swój pojazd na ścianie?

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

SPÓŹNIONY PRZYJAZD

W ubiegłym tygodniu nasi Czytelnicy informowali nas o niewłaściwym oznakowaniu prac drogowych prowadzonych na ul. Narońskiego. Skargi dotyczyły tego, że wjeżdżając w ulicę od strony przejazdu kolejowego, bez żadnego wstępnego ostrzeżenia, wpakowywało się na prowadzone roboty drogowe. Cóż, gdy nie zwlekając wiele zjawiliśmy się na miejscu, roboty zakończono, ulica z nową nawierzchnią była gotowa(!). Już chcieliśmy wracać, ale naszą uwagę przykuli mieszkańcy domów jednorodzinnych, którzy jakby się zmówili, bo równocześnie zamiatali chodniki pod swoimi posesjami. Okazało się, że usuwali z trotuarów to, co pozostawili na nich pracownicy drogowi, czyli okruchy asfaltu i temu podobne zanieczyszczenia. - Sprzątanie chodników to nasz obowiązek, ale nie po pracach drogowych - skarży się m. in. pan Stanisław Nowotka. Mówi nam, że po skończeniu robót, tj. położeniu dywanika asfaltowego, robotnicy szybko się ulotnili i już nie uporządkowali zanieczyszczonych chodników. Nie mógł patrzeć jak przechodnie rozgniatają butami asfaltowe grudki, które przylepiały się i do ich butów, i do chodnika, więc chwycił za miotłę. W jego ślady poszli inni. Akurat pan Stanisław zgarniał ostatnią gromadkę nieczystości, gdy niespodziewanie zajechał bus osobowo-towarowy i wysiedli z niego pracownicy, oznajmiając że przyjechali posprzątać. No tak, rychło w czas, gdy robota została już wykonana przez mieszkańców ulicy.

NIEDORÓBKA

Po odjeździe robotników, za których robotę wykonano społecznie, „Kurek” postanowił dokładniej obejrzeć świeżo wykonaną nawierzchnię. Krok po kroku przemierzyliśmy niedługi odcinek od ul. Warszawskiej do miejsca, gdzie ul. Narońskiego kończy się ślepo i dalej jest tylko wjazd na posesję leżącą przy ul. Kolejowej. Trzeba przyznać, że asfalt wygląda należycie, jest równo położony, ale w miejscu zaznaczonym strzałką na poprzedniej fotografii widać drażniącą oczy niedoróbkę, która z bliska wygląda tak, jak pokazuje to następne zdjęcie.

Mieszkańcy mówią nam, że dziura w brukowanym odcinku powstała wówczas, gdy drogowcy usunęli kilka kostek, by postawić tymczasowe znaki. Ba, gdy zalewali asfalt nie wsadzili ich ponownie, a potem było już za późno, no i tak to teraz wygląda.

TEŻ TAK CHCĄ

Rok szkolny już trochę trwa, ale może dałoby się przeprowadzić w Jedwabnie podobną akcję, jaka miała miejsce w Szczytnie zaraz po wakacjach. Chodzi o wspólne przedsięwzięcie policji drogowej i straży miejskiej pod nazwą „Bezpieczna droga do szkoły”, podczas którego przedszkolaki i pierwszaki uczyły się przechodzić przez ruchliwe ulice. Na zdjęciu przedszkolaki przemierzają pod nadzorem funkcjonariuszy ul. Pasymską w Szczytnie W Jedwabnie czytano o tym w „Kurku”, no i mieszkańcy tej miejscowości chcieliby, żeby i u nich przeprowadzono podobną akcję.

OGRANICZENIE PRĘDKOŚCI

Mieszkańcy Jedwabna, a już szczególnie rodzice dzieci w wieku szkolnym, mają jeszcze inny postulat odnośnie bezpiecznej drogi do szkoły. Na rogatkach tej miejscowości stoi odnowiony zespół szkół, a pechowo przy ruchliwej szosie do Szczytna. - Samochody pędzą w tym miejscu, bo kierowcy nie zauważają, że to już obszar zabudowany – mówi pan Tomasz z ul. 1 Maja. Dodaje, że tutaj usytuowane jest przejście przez jezdnię, z którego głównie korzystają właśnie dzieci w wieku szkolnym. Stąd też postulat, aby przed szkołą wprowadzić ograniczenie prędkości co najmniej do 40 km/godz.

UCIĄŻLIWE HAŁASY

Mieszkańcy domów kolejowych w Szczytnie przy ulicy o tej samej nazwie skarżą się na hałasy wytwarzane przez pojazdy jadące poprzez pobliski przejazd strzeżony. Jak nam mówią, w grunt ponad normę zagłębiły się nowo położone płyty betonowe, wskutek czego szyny kolejowe są teraz relatywnie wyżej i dlatego samochody tak hałasują, a szczególnie wielkie wywrotki wożące kruszywo na lotnisko w Szymanach. Powstał tu podobny problem do opisywanego przez nas wcześniej, z jakim borykają się mieszkańcy domu przy moście na ul. Mickiewicza. Tam przyczyną szarpiących nerwy akustycznych efektów jest zapadnięta miejscami kostka granitowa – a na przejeździe kolejowym zapadnięte płyty betonowe oraz pędzące jedne po drugich wielkie wywrotki. Na zdjęciu dokładnie tego nie widać, ale gdy popatrzy się na przejazd stojąc w jego osi, wówczas daje się zauważyć, że płyty betonowe na jego krawędziach leżą dużo wyżej niż te w środku przejazdu, wtłoczone w grunt kołami ciężkich wywrotek.

{/akeebasubs}