- Redaktor Andrzej Olszewski: Kiedy pan premier w swoich wystąpieniach chwali politykę państwa i mówi o obniżeniu stawki podatkowej PIT o 1% oraz zwolnieniu z daniny osób poniżej 26. roku życia, to adresaci tych ulg się cieszą, ale włodarze samorządowi już nie. Powodem są mniejsze wpływy do ich budżetów z tytułu utraconych udziałów w podziale podatków. Jak zapowiadają, będą one jeszcze większe z tytułu podniesienia kwoty wolnej od podatku. Takie żale słychać niemal na wszystkich sesjach absolutoryjnych. Czy rząd w jakiś sposób rekompensuje samorządom te straty?
- Premier Mateusz Morawiecki: Najpierw, panie redaktorze, porozmawiajmy o faktach. Przez 8 lat rządów naszych poprzedników wzrost dochodów wszystkich budżetów samorządów w Polsce z tytułu tego, co stanowi wkład państwa polskiego, czyli CIT i PIT, wyniósł 12 mld zł. Wzrost dochodów dla tych samych samorządów przez 4 lata rządów Prawa i Sprawiedliwości, wie pan, w jakiej był wysokości? Otóż 21 mld zł.
- Jaki nasuwa się tu wniosek?
Ci burmistrzowie i wójtowie, którzy się żalą, są przyzwyczajeni do takiego El Dorado, że deszcz pieniędzy na nich spadnie. Nie dbają przy tym o efektywność swego zarządzania i w związku z tym – jak to jeszcze jest nasycone konfliktem politycznym – takie dezyderaty formułują. Chcę podkreślić, że również w tych latach, w których obniżamy podatki, następuje wzrost dochodów do budżetów samorządów.
- Co radziłby pan premier samorządowym włodarzom?
Dobry gospodarz powinien dbać o każdą złotówkę, przyciągać inwestorów i zabiegać o inwestycje. I my zapewniamy środki na te inwestycje w wysokości, jakich nigdy nie było na ziemiach polskich. Polski Ład to wielkie inwestycje infrastrukturalne.
- Prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział, że na jedną gminę przypadnie średnio 50 mln zł.
Można tak w przybliżeniu powiedzieć.
- Jak te pieniądze będą dzielone? W zależności od wielkości samorządu, czy może w grę wejdą inne kryteria?{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Będzie to ponadproporcjonalnie w stosunku do zamożności samorządów. W Polskim Ładzie szczególnie dużo środków mamy zagwarantowanych dla małych miejscowości – takich, jakich wiele jest np. w województwie warmińsko-mazurskim, które potrzebują jeszcze wielu inwestycji.
- Duże miasta znów będą protestować.
Proszę wybaczyć, ale wielkie miasta są dużo bogatsze. Ja się z tego cieszę. To są w pewnym stopniu nasze lokomotywy, ale nie chcę, żeby mniejsze miejscowości, choćby Szczytno, były wagonami II klasy, żeby pozostać przy tej metaforze kolejowej. Mieszkańcy potrzebują nowoczesnej infrastruktury. Im bardziej będzie ona nowoczesna, tym rzadziej będą chcieli stąd wyjeżdżać, widząc tu dla siebie szanse. Dlatego proporcjonalnie więcej środków pójdzie do Polski powiatowej, Polski gminnej i z całą pewnością także dla całego województwa warmińsko-mazurskiego.
- Sporo narzekań samorządowców dotyczy gospodarki odpadami. Zwykli mieszkańcy ponoszą realne koszty. Z kolei letnicy, którzy na Warmii i Mazurach mają bardzo dużo domków rekreacyjnych, już nie. Im odgórnie ustalona jest stawka 181 zł w skali roku, która nie pokrywa kosztów odbioru odpadów. W konsekwencji samorządy muszą dopłacać i to sporo ze swoich budżetów do tej działalności, która według założeń powinna się sama finansować. Czy rząd dostrzega ten problem?
Myślimy tu o zmianach głębszych, kierując się tym, co jest już wdrażane w wielu krajach. Chodzi o to, żeby koszty odpadów były pokrywane przez producentów i nad tym tematem jeszcze pracujemy. Generalnie w Polsce jest za mało spalarni śmieci. Chcemy, żeby w ramach Polskiego Ładu powstało ich więcej. To obniży cenę utylizacji odpadów i doprowadzi w konsekwencji do niższych kosztów ponoszonych przez mieszkańców.
- Coraz częściej słyszymy o nieuchronnie nadchodzącej IV fali pandemii. Z drugiej strony gwałtownie spadło w Polsce zainteresowanie szczepieniami. Czy nie zazdrości pan premier prezydentowi Macronowi daru przekonywania swojej społeczności? Ta w liczbie 3 milionów, wkrótce po jego wystąpieniu, poszła się zaszczepić?
I zazdroszczę, i nie zazdroszczę, ponieważ on to osiągnął przez przymus. Przymus jest rzeczą ostateczną. Ja zdecydowanie wolę perswazję, zachęty, nawet konkursy, loterie, różnego rodzaju bonusy. Cały czas liczę na to, że rzeczywiście w wyniku ryzyka IV fali coraz więcej Polaków się zaszczepi.
- Szczytno, miasto w którym wydawany jest „Kurek Mazurski”, szczyci się tym, że tu wychował się i ruszył w świat z gitarą Krzysztof Klenczon. Czy jego twórczość artystyczna jest może znana panu premierowi?
Oczywiście. Cieszę się, że lokalne społeczności mają swoich idoli, z których są dumni, a Krzysztof Klenczon na pewno na pamięć i uznanie zasługuje.
- A czy znany jest panu powiat szczycieński, czy może miał tu pan okazję przebywać?
Szczytno, jak pewnie większości Polaków, kojarzy mi się przede wszystkim z „Krzyżakami”, powieścią Henryka Sienkiewicza. Wiemy, że autor wprowadził do niej wiele postaci fikcyjnych, które jednak miały swoje zakorzenienie historyczne, jak słynny starosta Hugo de Danveld czy komtur Zygfryd de Löwe. Ta historia, to napięcie zbudowane przez Sienkiewicza wokół Juranda ze Spychowa i w tym konflikcie o Danusię jest czymś, co moim zdaniem do Szczytna będzie w kolejnych dekadach przyciągać bardzo wielu turystów i miłośników tej pięknej literatury.
Rozmawiał
Andrzej Olszewski{/akeebasubs}
