- Radny Zyśk wykorzystuje pełnioną funkcję do załatwiania prywatnych spraw – mówią oburzeni mieszkańcy Dąbrów Działów. Chodzi o sposób, w jaki doprowadził do przeniesienia przystanku, z którego dowożone są dzieci do szkoły w Dąbrowach.
Dąbrowy Działy to mała wieś w gminie Rozogi. Na pozór cicho tu i spokojnie, ale między mieszkańcami iskrzy. Chodzi o konflikt między kilkorgiem rodziców, a radnym Zyśkiem. Na początku roku podzieliła ich sprawa lokalizacji przystanku, z którego miejscowe dzieci dowożone są do szkoły w Dąbrowach. Od 3,5 roku autobus przewoźnika zatrzymywał się m. in. przy wjeździe do gospodarstwa rodziny Bałdygów. 7 stycznia, po przerwie świątecznej, nie zatrzymał się już tu, a dopiero 100 metrów dalej, przy domu radnego Sławomira Zyśka.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Rodzice udali się po wyjaśnienie do Urzędu Gminy, do wójta. Ten i pilotująca temat urzędniczka byli równie zaskoczeni jak oni. Okazało się, że zmianę przystanku zaproponował radny Zyśk, zapewniając urzędników, że temat konsultował z mieszkańcami i uzyskał ich akceptację.
Widząc zdenerwowanie przybyłych rodziców, wójt udał się na wizję lokalną, po czym w porozumieniu z przewoźnikiem zadecydował, że autobus z dziećmi będzie się zatrzymywał w obu oddalonych od siebie o 100 metrów miejscach w Dąbrowach Działach.
Jaki cel miał radny, aby podstępem przesuwać przystanek akurat pod swój dom?
- Jego wnuczek zaczął chodzić do przedszkola, więc dziadek chciał mu i sobie ułatwić zadanie – odpowiada Dariusz Murach
Radny zaprzecza. - Uczyniłem to wyłącznie na prośbę mieszkańców, którzy chcieli mieć bliżej do autobusu – tłumaczy. W rzeczywistości oprócz jego wnuka z nowego przystanku korzysta tylko jedno dziecko, a ze starego - ośmioro.
DLACZEGO SIĘ Z NAMI NIE LICZY?
Chociaż, jak by się wydawało, przemaszerowanie 100 metrów nie jest wielką tragedią, to sąsiedzi radnego zbulwersowani są całą sytuacją.
- Wszelkie sprawy dotyczące lokalnej społeczności, przed podjęciem decyzji, radny powinien konsultować z nami – mówi Monika Kołodziejczyk.
- Wykorzystuje funkcję radnego do prywatnych spraw, nie licząc się zupełnie z nami – wtóruje jej Kornelia Bałdyga.
Takie słowa bolą radnego.
- Dowóz dzieci z Dąbrów Działów do szkoły uruchomiono 3,5 roku temu dzięki moim staraniom i przychylności wójta Kudrzyckiego. Poprzedni nie chciał o tym słyszeć. Takie teraz mam podziękowanie – podsumowuje z goryczą radny. Zapewnia, że o przeniesieniu przystanku wszyscy byli poinformowani wcześniej i nikt nie protestował. - Dopiero jak się autobus zatrzymał w nowym miejscu narobili rabanu – mówi. - To moi polityczni przeciwnicy – dodaje. Jako dowód podaje zainicjowaną przez nich akcję odwołania go z funkcji radnego. - Szybko zrezygnowali jednak gdy się okazało, że można zrobić referendum w sprawie odwołania całej rady, a nie pojedynczego radnego.
SŁUPY NA DRODZE
Przy okazji konfliktu o przystanek wypłynęła inna sprawa. Na jego miejsce przy wjeździe do gospodarstwa Kornelii i Rafała Bałdygów, radny Zyśk zwiózł słupy betonowe. Później, co prawda, zostały one przesunięte na pobocze, ale to jeszcze bardziej podgrzało nastroje. - Radny Zyśk zapowiedział, że zagrodzi nam wjazd – mówią oburzeni Bałdygowie.
Okazuje się, że rok temu radny kupił działkę, która według map geodezyjnych obejmuje drogę wjazdową do ich gospodarstwa. Zapewniają, że teren ten ich dziadek, w latach 60., przejął w ramach zamiany za inny grunt. Na mapach geodezyjnych tego jednak nie zaznaczono. W czwartek ma przyjechać tu geodeta, aby ostatecznie sprawę wyjaśnić i nanieść granice.
Sławomir Zyśk potwierdza, że rozważa zagrodzenie wjazdu do gospodarstwa Bałdygów. - To mój grunt i mogę robić na nim co chcę – mówi. W grę, jak nam zdradza, wchodzi posadzenie drzew, tak by dołączyły one do pobliskiej ściany lasu. Przy okazji tłumaczy, że słupki betonowe przywiózł nie po to by uniemożliwić zatrzymywanie się autobusu. Służyć mają jedynie do ogrodzenia pobliskiego pastwiska.
NA SŁOWO NIE DAMY JUŻ WIARY
Z sytuacji zaistniałej w Dąbrowach Działach urzędnicy w Rozogach wyciągnęli już wnioski.
- Jeśli kiedykolwiek wpłynie do nas postulat o zmianę miejsca przystanku, konieczne będzie dołączenie do niego podpisów zainteresowanych mieszkańców. Na słowo nie damy już nikomu wiary – mówi wójt Kudrzycki.
Andrzej Olszewski{/akeebasubs}
