Podczas prac porządkowych w jednym z magazynów Zespołu Szkół nr 2 dokonano niezwykłego odkrycia. Chodzi o sztandar pierwszej po wojnie średniej szkoły rolniczej na Mazurach, funkcjonującej w Szczytnie w latach 1946 – 1949 w budynku dzisiejszego przedszkola przy ul. Polnej. Dyrektor Alina Niezgoda zamierza przekazać go Zespołowi Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Karolewie, do którego szczycieńska placówka została włączona. Regionaliści zajmujący się lokalną historią uważają jednak, że miejsce sztandaru jest w Szczytnie.
NIEZWYKŁE ODKRYCIE
W Zespole Szkół nr 2 odnalazł się sztandar Państwowego Gimnazjum Rolniczego w Szczytnie, pierwszej po wojnie na Mazurach szkoły rolniczej. - W trakcie prac porządkowych w jednym z magazynów szkolnych znaleźliśmy zawinięty w folię materiał – opowiada dyrektor ZS nr 2 Alina Niezgoda. Po otwarciu zawiniątka okazało się, że jest to sztandar z 1948 r. Na jednej jego stronie widnieje wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej wraz z datą i napisem „Bóg i Ojczyzna”. Na drugiej stronie znalazł się orzeł bez korony, nazwa szkoły oraz hasło nawiązujące do rewolucji francuskiej: „Wolność, równość, braterstwo”. - Sztandar jest w bardzo dobrym stanie, ma tylko niewielkie zacieki – mówi dyrektor.
Szkoła rolnicza w Szczytnie funkcjonowała w latach 1946 – 1949. Następnie została przeniesiona do Karolewa i, wraz z kilkoma innymi placówkami o tym typie kształcenia, połączona z tamtejszym Zespołem Szkół Rolniczych. - W 1949 r., ze względu na postępującą ateizację, sztandar został przekazany byłe mu dyrektorowi szkoły, Henrykowi Nejmanowi. Z historycznych zapisków wynika, że w jego domu w Brwinowie znajdował się jeszcze w 1958 r. - mówi Alina Niezgoda.
Co się potem z nim działo i jak się znalazł w Szczytnie, tego jak dotąd nie udało się ustalić.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
TYLKO NIE DO KAROLEWA
Czy cenna pamiątka z lat 40. XX w. zostanie w szczycieńskiej szkole? Dyrektor raczej wyklucza taką możliwość. - Podejmiemy działania zmierzające do przekazania sztandaru do izby pamięci szkoły w Karolewie – zapowiada Alina Niezgoda.
Ta zapowiedź budzi sprzeciw regionalistów badających dzieje Szczytna i okolic. Sławomir Ambroziak, autor licznych publikacji o tematyce historycznej w „Roczniku Mazurskim” i książki „Tajemnica generała Samsonowa” uważa, że sztandar stanowi cenną pamiątkę dokumentującą nastroje polityczne panujące w Polsce pod koniec lat 40. - Umieszczenie na nim wizerunku Matki Boskiej świadczy o tym, że ludzie wierzyli wówczas jeszcze w to, iż będą normalnie żyć, tak jak przed wojną. Niestety, późniejsze wydarzenia i postępująca stalinizacja kraju rozwiały te złudzenia – mówi Ambroziak, przekonując, że sztandar powinien zostać w Szczytnie, a konkretnie w Muzeum Mazurskim. Tego samego zdania jest inny regionalista, historyk i współpracownik „Kurka Mazurskiego”, prezes Mazurskiego Stowarzyszenia Regionalnego Witold Olbryś. - Miejsce sztandaru jest w Szczytnie, bo wiąże się on z historią tego miasta – przekonuje, powołując się także na komentarze w mediach społecznościowych opowiadające się za tym, by nie oddawać pamiątki z lat 40. do Karolewa. - Takie są odczucia społeczne – argumentuje Witold Olbryś.
NIE CZUJĄ SIĘ KONTYNUATORAMI
Co na to dyrektor? - W naszej szkole funkcjonowały co prawda klasy liceum rolniczego, a potem technikum o tym profilu, natomiast nie była to kontynuacja gimnazjum rolniczego mającego swoją siedzibę przy ul. Polnej – tłumaczy. Powołuje się też na wspomnienia jednego z absolwentów placówki, który w swoich zapiskach stwierdził, że sztandar byłby cennym eksponatem w szkole w Karolewie. - Gdybyśmy mieli zostawić sztandar w Szczytnie, to pojawia się pytanie, gdzie miałby się znaleźć, skoro szkoła, której był symbolem, od dawna już nie istnieje – zastanawia się dyrektor Niezgoda.
NASZA SZKOŁA, TU ZA TOREM STOI …
Szkoła rolnicza w Szczytnie ma krótką, ale ciekawą historię. Do jej organizacji pierwszy dyrektor Stanisław Jurewicz przystąpił już we wrześniu 1945 r., jednak zajęcia dydaktyczne zaczęły się dopiero rok później. Wśród uczniów dominowała młodzież z gminy Krasnosielc na Mazowszu. W pierwszym roku istnienia placówki stanowiła aż 2/3 uczniowskiej społeczności. W powstającym w tym czasie w Szczytnie Liceum Pedagogicznym i Gimnazjum Ogólnokształcącym reprezentacja krasnosielczan również była bardzo liczna.
Z utworzonych dwóch nielicznych klas we wrześniu 1946 r. jedna, złożona raczej ze starszych uczniów, tzw. przyspieszona, realizowała 3-letni program w dwa lata. Jej absolwenci ukończyli szkołę w 1948 r. Druga, kształcąca normalnym trybem, zakończyła naukę w 1949 r. Rekrutacja do tej klasy trwała kilka tygodni, dlatego znaleźli się w niej również starsi uczniowie. Wśród nich był Tadeusz Zalewski, pracujący podczas wojny przymusowo w jednym z gospodarstw mazurskich w powiecie szczycieńskim. Do grupy rozpoczynających naukę nieco później należał też Edward Puczel, żołnierz 24. Brygady Armii Krajowej „Dryświaty” na Wileńszczyźnie, ps. Smyk. Brał udział w likwidacji bunkrów i posterunku litewsko – niemieckiego w Gajdach w kwietniu 1944 r. Po szczycieńskiej szkole zdał maturę w Liceum Rolniczym w Dobrocinie, a następnie ukończył Wydział Rybacki w Wyższej Szkole Rolniczej w Olsztynie.
Przez cały czas funkcjonowania była to niewielka szkoła. Pod koniec roku szkolnego 1947/1948 liczyła 42 uczniów, rok później w czerwcu 1949 r. - ok. 65. Podobną liczebność miały szkoły rolnicze w II Rzeczpospolitej, które były wzorem organizacji pierwszych tego typu placówek po wojnie.
W roku szkolnym 1948/1949 do klasy I i II przyjęto kilkanaście dziewcząt i tym samym dawne Męskie Gimnazjum Rolnicze w Szczytnie stało się szkołą koedukacyjną, przyjmując nazwę Liceum Rolnicze I stopnia.
W drugiej połowie sierpnia 1949 r. wszyscy uczniowie niespodziewanie otrzymali pisma informujące, że zostali przyjęci do Liceum Agrotechnicznego w Karolewie koło Kętrzyna. Był to koniec pierwszej na Mazurach średniej szkoły rolniczej.
Placówka mieściła się przy ul. Polnej 16 (obecnie Miejskie Przedszkole Kubusia Puchatka). Wówczas były to obrzeża Szczytna. W związku z tą lokalizacją uczniowie wymyślili piosenkę, zaczynającą się od słów: A ta nasza szkoła, tu za torem stoi/taki się tu uczy, co się krów nie boi.
W dwupiętrowym budynku, oprócz sal lekcyjnych, niewielkiej biblioteki i świetlicy, mieścił się internat męski, kuchnia, stołówka oraz mieszkanie dyrektora. W pobliżu, przy ul. Skłodowskiej – Curie funkcjonował internat żeński.
Przy szkole istniało gospodarstwo o powierzchni ponad 30 ha użytków rolnych. W jego skład wchodził ogród warzywny, stajnia, obora z chlewnią i stodoła. Gospodarstwo posiadało też żywy inwentarz: dwie pary koni, kilka krów z buhajem oraz kilka świń. Większość prac polowych wykonywali uczniowie w ramach dyżurów, zajęć praktycznych i praktyk pod nadzorem instruktora rolnego i nauczycieli przedmiotów zawodowych.
Pierwszym dyrektorem był wspomniany Stanisław Jurewicz, który jeszcze w pierwszym roku jej istnienia został przeniesiony do ministerstwa rolnictwa. Obowiązki dyrektora przez pewien czas pełniła nauczycielka Anna Tuszowska. Prawdopodobnie na początku roku szkolnego 1947/1948 na stanowisko to mianowany został inż. Henryk Nejman i to on kierował placówką do samego jej końca. Dzięki jego staraniom otrzymała ona sztandar, ten sam, który teraz odnalazł się w ZS nr 2.
W pierwszej połowie lat 50. w obiekcie przy ul. Polnej funkcjonowała szkoła praktyków specjalistów weterynarii.
POŻEGNANIE
Pożegnanie ze szkołą w Szczytnie tak wspominał jej absolwent, Apolinary Zapisek: 15 września 1949 r. drogą od stacji kolejowej w Kętrzynie w kierunku Karolewa maszerowała mniej więcej czterdziestoosobowa grupa młodzieży. Na czele pochodu niesiony był sztandar z wyhaftowanym godłem Polski i napisem „Państwowe Gimnazjum Rolnicze w Szczytnie”. Na drugiej stronie sztandaru widoczny był wizerunek Częstochowskiej Madonny. Było to swego rodzaju spontaniczne, wcześniej nie planowane i z nikim nie uzgadniane pożegnanie ze szkołą.
Uczestnicy tej przypadkowej manifestacji łudzili się jeszcze nadzieją, że zapoczątkowana przed trzema laty tradycja ich szkoły będzie kontynuowana. Już następnego dnia przekonali się, że jest to niemożliwe chociażby dlatego, że nastąpiło wtedy połączenie czterech szkół z różnych miast Warmii i Mazur, piąta istniała od dwóch lat na miejscu w Karolewie. Każda z połączonych w duży zespół szkół miała swój dorobek, żadna więc nie mogła dominować.
Symbol honoru i godności szkoły – sztandar – wystąpił publicznie jeszcze tylko raz. W październikowe niedzielne popołudnie 1949 r. pod tym sztandarem wszyscy uczniowie nowo powstałego karolewskiego Zespołu Liceów Rolniczych uczestniczyli w poświęceniu i pierwszej mszy świętej odprawionej w karolewskim kościele. Była to wcześniej przez pół wieku świątynia protestancka. Od tego nabożeństwa stała się świątynią katolicką. Po mszy poczet przekazał sztandar dyrektorowi H. Neymanowi.
Historia zatoczyła koło. Przed niespełna dwoma laty to dyrektor Neyman na schodach szkolnej kaplicy w Szczytnie wręczał uczniom uroczyście poświęcony sztandar. Teraz uczniowie uznali, że w warunkach narastającej ateizacji tylko dyrektor może godnie zaopiekować się tym ważnym symbolem. Widziałem go 9 lat później, w 1958 r. na honorowym miejscu w mieszkaniu państwa Neymanów, których przypadkowo odwiedziłem w Brwinowie. Nie wiadomo niestety, jakie były jego dalsze losy. Jedno jest pewne: że do końca życia dyrektora i jego małżonki, był w dobrych rękach. Mam nadzieję, że później także był pod dobrą opieką. Dzisiaj, gdyby się odnalazł, byłby bardzo cennym i ważnym eksponatem w sali tradycji Zespołu Szkół Rolniczych w Karolewie, ponieważ współtwórcami tego Zespołu u jego zarania byli uczniowie i nauczyciele szczycieńskiej szkoły. Drugim powodem jest fakt, że obecna szkoła Karolewska, jako jedna z nielicznych, „nie burzy przeszłości ołtarzy.
Ewa Kułakowska
Przy pisaniu artykułu korzystałam z informacji zamieszczonych na stronie internetowej www.lidzbarkrolnicza.pl{/akeebasubs}
