Podczas piątkowego koncertu na plaży miejskiej wystąpi Hunter, który będzie świętował jubileusz 35-lecia. Na scenie weteranom ciężkiego rocka towarzyszyć będą przyjaciele. W rozmowie z „Kurkiem” lider i założyciel grupy Paweł Grzegorczyk opowiada m.in. o pierwszych występach w trakcie Dni i Nocy oraz mówi, dlaczego po tylu latach na scenie nie czuje się wypalony.

Nie patrzymy w metryki, gramy dalej
Paweł Grzegorczyk (na zdjęciu z basistą Huntera Konradem Karchutem): - Mam nadzieję, że jeszcze przez wiele lat będziemy grać, bo to właśnie potrafimy najlepiej

- Hunter to zespół, który chyba najczęściej występował na Dniach i Nocach Szczytna?

- Podejrzewam, że Żuki nas pod tym względem przebijają (śmiech).

- Czy pamiętasz wasz pierwszy występ na tej imprezie?

– Pierwszego nie pamiętam. Natomiast pamiętam wczesne nasze koncerty, które graliśmy jeszcze na dziedzińcu zamkowym. W pamięci szczególnie utkwił mi jeden z nich, kiedy graliśmy jeszcze jako trio, z Grześkiem Sławińskim i Tomkiem Goljaszewskim. Okazało się, że obaj nie mogli tego dnia zagrać i musiałem wystąpić sam, korzystając ze specjalnego podkładu, który mi nagrali. Było to dla mnie ciekawe, ale i stresujące doświadczenie.

- Niewiele jest w Polsce zespołów, które mogą się pochwalić takim stażem scenicznym jak Hunter. Czy nie czujecie się już trochę wypaleni?

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.