Głośny temat rewaloryzacji parku Andersa, a konkretnie przedstawiona przez burmistrza Stefana Ochmana mapka z dawnymi nazwami alejek, w tym aleją Bismarcka, wciąż budzi duże emocje. Można się było o tym przekonać podczas wtorkowej sesji Rady Miejskiej.
TO SZKODZI MIASTU
Przypomnijmy. Podczas niedawnej wizyty w Szczytnie wiceprezesa PiS Przemysława Czarnka, radna Teresa Moczydłowska przekazała mu mapkę wykonaną na potrzeby przyszłej rewaloryzacji parku Andersa. Widniały na niej historyczne nazwy parkowych alejek. Patronem jednej z nich był kanclerz Otto von Bismarck znany ze swojej antypolskiej polityki. To rozpętało prawdziwą burzę, a sprawa stała się głośna w prawicowych mediach.
Temat wrócił na wtorkowej sesji Rady Miejskiej. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
ŻADNEJ NIEMIECKIEJ SYMBOLIKI
Wywołana do tablicy radna Teresa Moczydłowska, w imieniu klubu radnych PiS zapewniała, że ci w swoich wystąpieniach nie kierują się względami politycznymi. - Nasze stanowisko oparte jest o przekazany nam, oficjalny plan rewaloryzacji parku – broniła się. Dodawała, że w przestrzeni publicznej nigdy nie powinno pojawić się opracowanie odnoszące się do symboliki antypolskiej, a także niemieckiej w ogóle – bez względu czy pozytywnej, czy neutralnej.
CHCIAŁA SIĘ PANI PRZYPODOBAĆ
Na jej wystąpienie zareagowała radna Beata Boczar z klubu „Razem dla Mieszkańców”. Zwykle krytyczna wobec burmistrza Ochmana, tym razem go broniła. Przyznawała, że upublicznienie mapki z takim a nie innym nazewnictwem nie było fortunne, ale przypominała, że włodarz kilkakrotnie zapewniał Moczydłowską, że nie będzie ono nigdy w użyciu. - Nie rozumiem, dlaczego to pani puszcza w eter i robi się afera na całą Polskę – mówiła Boczar, dodając, że po obejrzeniu materiału na ten temat w jednej z prawicowych telewizji poczuła się obrażona jako miejska radna. - Zrobiła to pani, żeby przypodobać się swoim władzom partyjnym – podsumowała zachowanie Moczydłowskiej. Do dyskusji włączył się także przewodniczący rady Klaudiusz Woźniak. - To było uprawianie polityki, na dodatek na kłamstwie – mówił.
Z kolei radny Paweł Krassowski, dziwił się, dlaczego sprawa historycznego nazewnictwa wywołuje taką burzę . - Nikomu dotąd nigdy nie przeszkadzało, że w mapach Google w parku widnieje identyfikacja kierująca do pomnika Bismarcka – mówił, przywołując też przykłady czterech miast w regionie, gdzie do dziś stoją wieże nazwane imieniem „Żelaznego Kanclerza”. Zaproponował, aby radni bardziej skupiali się na palących problemach społecznych, takich jak choćby ubóstwo wielu żyjących w mieście rodzin.
REWITALIZACJA CZY REWALORYZACJA?
Moczydłowska pozostała jednak przy swoim. - Gdyby burmistrz od razu po sesji, na której zwróciliśmy uwagę na to nazewnictwo, natychmiast je zmienił, nie byłoby dalszej dyskusji – mówiła. Przy okazji zwróciła się do włodarza o wyjaśnienie, czy w parku zostanie przeprowadzona rewitalizacja, czy, jak to widnieje na mapce – rewaloryzacja. Pierwszy termin, funkcjonujący potocznie w przestrzeni publicznej, oznacza odnowienie, ożywienie planowanych obszarów i stworzenie nowych ich funkcji. Natomiast drugi – powrót do przeszłości i przywrócenie obiektom ich historycznego wyglądu.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
