Rozmowa z burmistrzem Stefanem Ochmanem o pierwszych stu dniach jego urzędowania

Nie żałuję, że w to wszedłem
Burmistrz Stefan Ochman: - Te trzy miesiące utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to coś, co chciałbym robić

– Pana oponenci twierdzą, że upolitycznił pan urząd na niespotykaną dotąd skalę oraz że wyrzuca pan z pracy ludzi, którzy byli związani z pana poprzednikiem. W jakim zakresie upolityczniłem urząd? Powołałem zastępcę, który nigdy nie był związany z żadną partią polityczną. Nigdy nie patrzyłem na szyld polityczny zatrudnianych osób, tylko na ich kompetencje. Szczerze mówiąc, to poważniejszych zmian kadrowych jeszcze nawet nie dokonałem. Starałem się dobrze poznać problemy mieszkańców, uspokoić nastroje, które w urzędzie były mocno podgrzewane. Mówiło się, że wprowadzę nie wiadomo jakie czystki. Jedyną osobą, która została odwołana na mój wniosek był pan Włodkowski, ale powody już wielokrotnie tłumaczyłem. Cieszę się, że pan Włodkowski realizuje się w podobnej materii i życzę mu jak najlepiej. Natomiast ja nie znalazłem możliwości odbudowania zaufania do niego.

– Na czym się pan skupił w tych pierwszych stu dniach?{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

Na przygotowaniu projektów, na które można pozyskać dofinansowanie. Myślę, że do końca roku będziemy mieli bardzo dużo rozstrzygnięć i dużych przedsięwzięć, w których będziemy uczestniczyć. W całej minionej kadencji było 55 aplikacji o środki unijne, a w ciągu kilku miesięcy tego roku już 11. Do końca roku na pewno będzie więcej. Nie chcę tu w pełni przypisywać sobie zasług, bo niektóre są pokłosiem działań mojego poprzednika. W ciągu tych stu dni starałem się też często spotykać z mieszkańcami, zmieniłem godziny otwarcia urzędu.

– Pana poprzednik uważa, że to nietrafiona decyzja. Twierdzi, że przymierzał się do tego ze starostą, ale z analizy wyszło im, że takie rozwiązanie nie zda egzaminu.

Pan starosta podzielił moje zdanie, że trzeba zmienić te godziny. Akurat wtorek i piątek to dni, w których są one wydłużane lub skracane. Jest to też ukłon w stronę pracowników, którzy w piątek pracują krócej. Takie rozwiązania funkcjonują zresztą w większości samorządów. Przez te sto dni przyjąłem wraz z sekretarzem i zastępcą 141 osób. Od września będę chciał dodatkowo w jedną sobotę w miesiącu spotykać się z mieszkańcami. Chciałbym im poświęcać jeszcze więcej czasu. Żałuję, że nie ma mnie tak często w miejscach, w których bywałem w kampanii. Przepraszam za to wszystkich, w tym osoby z rynku. Chciałbym przekazać mieszkańcom, że jestem tutaj, w ratuszu, ale jestem dla nich. Jeśli macie jakiś problem, nie wahajcie się z nim przyjść do mnie.

– Czego się pan nauczył przez te sto dni?

Większej cierpliwości. W świecie biznesu, spółek wszystko toczy się bardzo szybko, a tu dużo wolniej. Wiem, że nie wszyscy są mi przychylni i każdego dnia muszę pokazywać, że było warto mnie na tę funkcję zatrudnić. Sam zadaję sobie pytanie, czy te sto dni wykorzystałem w stu procentach. Moja rodzina twierdzi, że tak, bo nie widzieli mnie jeszcze tak zaangażowanego w jakiś projekt. Nawet jak certyfikowałem lotnisko, to nie było mnie tylko przez chwilę. Tu się na to nie zapowiada. Najbardziej zawiedziona jest moja rodzina, która musi na tatę i męża czekać.

– Niektórzy pana oponenci uważają, że powinien pan na stałe przenieść się do Szczytna, a nie dojeżdżać z Myszyńca.

Od rana, czasem nawet do nocy jestem przez cały czas w urzędzie albo na odbywających się wydarzeniach. Nie zastanawiałem się jeszcze nad przeprowadzką. Chcieć a móc to dwie różne rzeczy. Składają się na to sprawy prywatne. Nie mogę patrzeć tylko na siebie. Mam żonę i dzieci, które chodzą do szkoły i przedszkola. Przeprowadzka wiązałaby się ze zmianą także i w ich życiu. Na pewno na takie decyzje przyjdzie czas.

– Czy nie żałuje pan swojej decyzji o rozpoczęciu pracy w samorządzie?

Absolutnie nie. Te trzy miesiące utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest to coś, co chciałbym robić. Pozytywnie nakręca mnie to, że robię coś dla mieszkańców.

Rozmawiała:

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}