Niedawno pisaliśmy o remoncie ul. Lanca, chwaląc inwestycję, bo teraz jeździ się po tym trakcie równo i gładko.
Jednak ulica to nie tylko wstęga asfaltu. Równie ważne jest właściwe oznakowanie.
Tymczasem nasz stały Czytelnik Zdzisław Moczydłowski informował nas w miniony piątek, że u wylotu tej ulicy w ul. Solidarności nie ma żadnego znaku określającego kto ma tutaj pierwszeństwo przejazdu.
Jeśli go brak, znaczy to, że skrzyżowanie jest równorzędne. Tak jednak nie jest, bo uwaga, na ul. Solidarności stoją znaki „droga z pierwszeństwem przejazdu”. - Ulica z niewłaściwym oznakowania nie powinna być dopuszczona do ruchu! – alarmował wówczas nasz Czytelnik.
NAJBEZPIECZNIEJSZE PRZEJŚCIE W SZCZYTNIE
Okazuje się, że opisanej wyżej inwestycji towarzyszą także inne mankamenty. Tym razem chodzi o oznakowanie poziome, czyli to malowane na jezdni.
Tuż przy tym samym skrzyżowaniu z ul. Solidarności mamy pasy na jezdni, ale z obu stron zamykają je barierki.
- Wygląda na to, że jest to najbezpieczniejsze przejście dla pieszych w Szczytnie, bo nie da rady z niego skorzystać – żartuje nasz Czytelnik Andrzej Stasiak, który poinformował nas o tej niespotykanej gdzie indziej zebrze i przesłał stosowne zdjęcia.
RATUSZ WYJAŚNIA
Ratusz obiecał nam, że w pierwszym przypadku (odnośnie braku znaku) podejmie bezzwłoczne działania. I podjął. Trzeba przyznać, że choć interweniowaliśmy po godz. 15.00, znak w chwilę później już stał pod skrzyżowaniem. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NOCNA ZMIANA

W innym punkcie miasta, tuż przed mostem przerzuconym nad kanałem łączącym miejskie jeziora stoją znaki drogowe ostrzegające przed robotami drogowymi. Szkopuł w tym, że jak widać na zdjęciu, są one obrócone bokiem do jezdni.
Byłaby to robota wandali?
Jak się okazuje – nie. Znaki pozostają obrócone jedynie w porze dnia, gdy ruch na ulicy jest największy. Wieczorami ich tarcze, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zmieniają położenie i stoją już tak jak powinny. A za znakami odbywa się wówczas robota na nocną zmianę.
W ruch idą młotki i inne narzędzie brukarskie – fachowcy przekładają zabytkową kostkę. Dzięki takiemu systemowi prac nie tworzą się korki, bo w nocy ruch jest mały. To godne pochwały, no i dlatego o tym piszemy.
PRZYSTANKI Z DODATKAMI

Nieodłącznym dodatkiem do naszych głównych czy lokalnych dróg są przystanki autobusowe. Przeważnie ich wiaty cechują się mało efektowną architekturą, więc lokalna społeczność stara się je upiększyć. Gdy wyglądają jako tako, tu i tam mieszkańcy starają się nadać przystankom jakąś dodatkową funkcję, aby stały się bardziej interesujące.
Niektóre są bogato malowane, jak np. w Jerutach, czy Świętajnie. W Starych Kiejkutach z kolei w przystanku funkcjonuje minibiblioteka.
Działa tam ona już od dość dawna, bo od 2015 r., więc się sprawdziła.
Ostatnio, przejeżdżając przez miejscowość Czarny Piec, zauważyliśmy, że tamtejszy przystanek zdobi wielka tablica, na której zamieszczono sporo ciekawych informacji historyczno-turystycznych dotyczącej tej miejscowości.
Z tablicy dowiadujemy się m.in., że Czarny Piec zawdzięcza swoją nazwę pradawnej smolarni, która działała tutaj w czasach przedkrzyżackich. Smołę pozyskiwano prażąc drewno sosnowe w specjalnych piecach zbudowanych pod gołym niebem.
Pod wiatą widać też okazałą rzeźbę – przedstawia ona babę pruską. Tak naprawdę nie wiadomo co symbolizują te oryginalne zabytki kultury pruskiej. Jedno jest jednak pewne, że wbrew nazwie przedstawiają postacie męskie. Być może są to jacyś pruscy wojownicy albo też bóstwa.
BAJKOWE PTAKI

Niedawno pisaliśmy w „Kurku” o zagrodzie edukacyjnej „Kamez” w Wawrochach, którą m. in. odwiedzili uczniowie SP nr 6. Kiedy w przerwie pomiędzy wykonywaniem prac w domu i zagrodzie dzieci usiadły przy ognisku, by spróbować pieczonych kartofli, my w tym czasie zainteresowaliśmy się wolierą dla bażantów. Urzędowały bowiem w niej przepięknie upierzone ptaki.
Jeden z nich widoczny na zdjęciu, o dominującym żółtym ubarwieniu, to bażant zwany bananowym. Za samcem widzimy szarą samiczkę, bo u ptaków tych rozwinięty jest silny dymorfizm płciowy.
Jeszcze większe wrażenie wywarł na nas bażant złocisty, który tak naprawdę jest bardziej czerwony niż złoty.
Ptaki te pochodzą z odległych Chin, z rejonów górzystych. Dorosły samiec osiąga 110 cm długości, z czego aż 75 cm przypada na ogon. Jako ciekawostkę dodajmy za „Wikipedią”, że zobaczenie bażanta bananowego czy złocistego podczas lotu to wielka rzadkość - spłoszone zamiast ratować się odlotem, uciekają na piechotę.
tekst i foto: M.J. R.P.{/akeebasubs}
