Miasto od nowa prowadzi postępowanie w sprawie ustalenia warunków lokalizacji wież telefonii komórkowej na budynku przy ul. Kętrzyńskiego 3. Mieszkańcom sąsiedniego bloku sprawa ta spędza sen z powiek. Obawiają się, że kontrowersyjna inwestycja jednak dojdzie do skutku. Nie mają już zaufania do władz miasta, bo urząd, wydając wcześniejszą, korzystną dla inwestora decyzję, dopuścił się wielu naruszeń przepisów.

Niech burmistrz stanie po naszej stronie
Mieszkańcy bloku przy ul. Kętrzyńskiego 1 i wspierający ich radny Paweł Malec (pierwszy z lewej) wciąż z niepokojem patrzą na sąsiednią posesję, bojąc się, że któregoś dnia pojawią się na niej wieże telefonii

INWESTOR WAŻNIEJSZY NIŻ MIESZKAŃCY

Batalia mieszkańców ul. Kętrzyńskiego 1 przeciwko ustawieniu na sąsiednim bloku wież telefonii komórkowej trwa już trzy lata. W 2014 r. burmistrz Szczytna wydała decyzję dotyczącą ustalenia warunków lokalizacji tej inwestycji. Członkowie wspólnoty mieszkaniowej zaskarżyli ją do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. To uznało ich racje i uchyliło decyzję. W uzasadnieniu wskazało, że miasto dopuściło się szeregu naruszeń przepisów proceduralnych. Jednym z najważniejszych było to, że mieszkańcy nie zostali we właściwy sposób poinformowani o toczącym się postępowaniu. Za kolejne poważne naruszenie przepisów kolegium uznało to, że Urząd Miejski, wydając decyzję, oparł się jedynie na bardzo ubogiej dokumentacji dostarczonej przez inwestora, a sam nie dokonał w tej sprawie żadnych samodzielnych ustaleń. Miasto przedwcześnie założyło też, że przedsięwzięcie nie kwalifikuje się do postępowania środowiskowego. Od decyzji SKO odwołał się inwestor, jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie oddalił jego skargę. Podtrzymał również wszystkie zastrzeżenia, które wobec miasta wyraziło kolegium.

NIE UFAJĄ WŁADZOM

To jednak nie kończy sprawy. Obecnie urząd od początku prowadzi postępowanie dotyczące ustalenia warunków lokalizacji wież telefonii. Mocno niepokoi to mieszkańców bloku przy ul. Kętrzyńskiego 1.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  – Obawiamy się, że ta inwestycja może dojść do skutku – mówi Andrzej Borysiewicz, członek Zarządu Wspólnoty Mieszkaniowej bloku przy ul. Kętrzyńskiego 1. Obaw mieszkańców nie rozwiewa nawet to, że ich sąsiedzi z bloku nr 3 podjęli uchwałę anulującą wcześniejszą decyzję o udostępnieniu inwestorowi dachu pod nadajniki. Problem w tym, że ma on z nimi podpisaną umowę i jak dotąd nie zajął jeszcze stanowiska w sprawie anulowania mu zgody.

Mieszkańcy domagają się od burmistrz Danuty Górskiej, aby tym razem stanęła po ich stronie i nie dopuściła do lokalizacji wież telefonii. Kilka razy spotykali się z nią w tej sprawie, po raz ostatni pod koniec kwietnia. Jak mówią, nic to jednak nie dało, bo władze nie rozwiały ich wątpliwości i obaw. – Na razie mamy wrażenie, że burmistrz bardziej broni racji inwestora, a nie naszych – nie kryją rozgoryczenia. – Boimy się, że w ponownym postępowaniu miasto usunie błędy wytknięte przez SKO oraz sąd i któregoś pięknego dnia obudzimy się z antenami na sąsiednim bloku – mówi Jadwiga Kolb, jedna z mieszkanek. Członkowie wspólnoty przyznają, że po licznych uchybieniach, jakich dopuściło się miasto przy pierwszym postępowaniu, ich zaufanie do urzędu jest mocno ograniczone. – Tam nikt nie poczuwa się do winy. Rozumiem, że każdy jest tylko człowiekiem i ma prawo do błędu, ale trzeba umieć się do niego przyznać, wyjaśnić, jak do niego doszło – mówi wspierający protestujących radny Paweł Malec.

Mieszkańcy powołują się również na przyjęte rok temu negatywne stanowisko Rady Miejskiej wobec lokalizacji wież telefonii komórkowej w sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej. Ich zdaniem, choć nie ma ono mocy prawnej, to powinno być dla burmistrz argumentem przemawiającym za niewydawaniem zgody na tego typu inwestycje.

POTRZEBA BIEGŁEGO

Lokatorzy postulują także, aby miasto powołało biegłego, który wydałby fachową opinię na temat oddziaływania wież na otoczenie. Wskazują przy tym, że podobne stanowisko zajęły SKO i sąd. – Uważamy, że bez biegłego nie można wydać decyzji – przekonuje Jadwiga Kolb. – Problem tkwi w tym, że osoby podejmujące decyzje w urzędzie w ogóle nie znają zakresu oddziaływania tych anten – dodaje jej mąż, Marian. Nie brak głosów, że zasadniczy błąd popełniono już na początku. – Władze miasta powinny się z nami spotkać i zapoznać z tym, jakie będą konsekwencje zdrowotne i materialne tej inwestycji – uważa Marian Urbański, członek zarządu wspólnoty. Mieszkańcy nie mają wątpliwości, że zlokalizowanie masztów w odległości ok. 25 metrów od ich bloku byłoby niebezpieczne nie tylko dla nich. – W pobliżu są jeszcze warsztaty szkolne, boisko i stadion miejski, na którym odbywają się liczne imprezy – przypominają. Są przekonani, że inwestycja wpłynie na spadek wartości nieruchomości, bo nikt nie kupi mieszkania w sąsiedztwie anten. Gdyby przedsięwzięcie doszło do skutku na bloku nr 3 stanęłoby w sumie 12 nadajników na sześciu antenach wraz z ważącym ponad tysiąc kilogramów obciążeniem i 800-kilogramową szafą sterującą.

PRAWO NAS ZMUSZA

Burmistrz Danuta Górska deklaruje, że urząd będzie się starała wsłuchiwać w sugestie mieszkańców. – Prowadzimy postępowanie krok po kroku, kierując się wskazaniami SKO i sądu – zapewnia. Dodaje, że miasto wystąpi do inwestora o dodatkowe dokumenty, a być może także ekspertyzy, aby bardzo gruntownie wniknąć w sprawę. – Muszę postępować zgodnie z prawem, a ono zmusza do przeprowadzenia całej procedury jeszcze raz – mówi Górska. Czy miasto powoła biegłego do zbadania oddziaływania anten na otoczenie? – Nie wykluczam tego, ale nie w tym momencie – odpowiada burmistrz, uspokajając, że do realizacji inwestycji droga jeszcze bardzo daleka.

Jej słowa wcale nie rozwiewają obaw mieszkańców, którzy zapowiadają, że nie złożą broni. – Ile nam starczy sił i możliwości, będziemy walczyć, żeby tych anten nie było – deklarują.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}