Urszula Kamińska ze Szczytna nie może się pogodzić z tym, jak traktowani są interesanci w Powiatowym Zespole do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności. Żeby załatwić sprawę, najpierw muszą odstać swoje na dworze, bo z powodu pandemii zamknięto tam poczekalnię. Do tego, jej zdaniem, wiele do życzenia pozostawia podejście pracowników do osób z niepełnosprawnościami.
ODCIĘCI OD POCZEKALNI
Urszula Kamińska ze Szczytna od kilkunastu lat zmaga się z niepełnosprawnością. Ma endoprotezę biodra, obecnie czeka też na operację kolana. Co dwa lata musi jednak odnawiać swoje orzeczenie. To, jak mówi pani Urszula, wymaga, paradoksalnie, końskiego zdrowia. Zaczyna się od zgromadzenia stosu dokumentów. - Na samo wydanie historii choroby czeka się dwa dni, trzeba za to zapłacić, potem jeszcze to wszystko pokserować. Zebranie tych wszystkich papierów zajmuje dwa tygodnie – żali się mieszkanka, zastanawiając, się, jak z tym radzą sobie osoby mające jeszcze większe problemy zdrowotne niż ona. Biurokracja to jednak nie jedyny problem, z którym borykają się mieszkańcy z niepełnosprawnościami, aby odnowić orzeczenie.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
PREFERUJĄ POCZTĘ
O ustosunkowanie się do uwag mieszkanki poprosiliśmy Monikę Wójtowicz – Miłek, przewodniczącą Powiatowego Zespołu do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności. Wprowadzone ograniczenia dotyczące liczby osób mogących przebywać w budynku, tłumaczy zagrożeniem pandemicznym. - Dlatego też preferujemy załatwianie spraw drogą pocztową. Wszystkie dokumenty można nam przesłać, nie trzeba przychodzić osobiście – mówi przewodnicząca, podkreślając, że taki system funkcjonuje bardzo sprawnie. To, że pani Urszula nie uzyskała potwierdzenia złożenia swojej dokumentacji, także wynika z obostrzeń sanitarnych. - Najpierw oddajemy dokumenty do odkażenia pod lampą, a sprawdzamy je dopiero następnego dnia – wyjaśnia. - To i tak sukces, że jesteśmy otwarci, bo przecież wiele instytucji jest zamkniętych – mówi Monika Wójtowicz – Miłek.
Jej zdaniem gromadzenie dokumentacji medycznej na potrzeby uzyskania orzeczenia lub jego przedłużenia nie wymaga aż tak dużo czasu. - Osoby z niepełnosprawnościami powinny mieć te dokumenty. Jeśli ktoś choruje, to przecież posiada karty informacyjne ze szpitala, jeśli chodzi do lekarzy, to ma historię choroby – mówi przewodnicząca, dodając, że obecnie system funkcjonuje sprawniej niż kiedyś, a większość formalności można załatwić u lekarzy rodzinnych.
JESTEŚMY TYLKO LUDŹMI
Jak odnosi się do skarg na niegrzeczne traktowanie petentów? - My też jesteśmy ludźmi. Jeśli ktoś przychodzi nastawiony bardzo roszczeniowo i od progu na nas krzyczy, to owszem, staramy się być mili i uprzejmi, ale nie zawsze to wychodzi – odpowiada przewodnicząca.
Pani Urszula zapewnia, że to nie ona była nieuprzejma. Dziwi się temu, że pracownicy zespołu zasłaniają się pandemią. - Przychodnie jakoś sobie radzą w tej sytuacji i udostępniają pacjentom poczekalnie, dbając o zachowanie w nich odległości – zauważa.
(ew){/akeebasubs}
