Urszula Kamińska ze Szczytna nie może się pogodzić z tym, jak traktowani są interesanci w Powiatowym Zespole do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności. Żeby załatwić sprawę, najpierw muszą odstać swoje na dworze, bo z powodu pandemii zamknięto tam poczekalnię. Do tego, jej zdaniem, wiele do życzenia pozostawia podejście pracowników do osób z niepełnosprawnościami.

Niepełnosprawni czekają pod chmurką
Urszula Kamińska nie może pogodzić się z tym, jak traktowane są osoby z niepełnosprawnościami w placówce, która, przynajmniej w teorii, powinna być im przyjazna

ODCIĘCI OD POCZEKALNI

Urszula Kamińska ze Szczytna od kilkunastu lat zmaga się z niepełnosprawnością. Ma endoprotezę biodra, obecnie czeka też na operację kolana. Co dwa lata musi jednak odnawiać swoje orzeczenie. To, jak mówi pani Urszula, wymaga, paradoksalnie, końskiego zdrowia. Zaczyna się od zgromadzenia stosu dokumentów. - Na samo wydanie historii choroby czeka się dwa dni, trzeba za to zapłacić, potem jeszcze to wszystko pokserować. Zebranie tych wszystkich papierów zajmuje dwa tygodnie – żali się mieszkanka, zastanawiając, się, jak z tym radzą sobie osoby mające jeszcze większe problemy zdrowotne niż ona. Biurokracja to jednak nie jedyny problem, z którym borykają się mieszkańcy z niepełnosprawnościami, aby odnowić orzeczenie.

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.