Balkon na kamienicy Sienkiewicza 6, w samym centrum Szczytna, jest w opłakanym stanie technicznym. W lutym oderwał się od niego kawał betonu wraz ze zbrojeniem, spadając na ruchliwy chodnik. Tylko cud sprawił, że nikomu nic poważnego się nie stało. Właściciele mieszkania, z którego wychodzi balkon, o tym, że zagraża on bezpieczeństwu, alarmują od ponad trzech lat, na próżno domagając się od administratora naprawy.

Nieszczęście wisi w powietrzu
Barbara (w środku) i Zbigniew Adamiakowie boją się, że mimo prowizorycznego zabezpieczenia, balkon w końcu się zawali robiąc komuś krzywdę

BALKON Z CZARNĄ LEGENDĄ

Mająca ok. 120 lat zabytkowa kamienica na ul. Sienkiewicza 6 w Szczytnie to jeden z bardziej charakterystycznych budynków w centrum miasta. W okresie PRL-u na parterze mieścił się kultowy Pewex, będący w siermiężnych latach komuny synonimem zachodniego luksusu. Z kolei w latach 30. XX w., według relacji mieszkańców, na górze miały być zlokalizowane biura NSDAP. Podobno z balkonu kamienicy przemawiał nawet Adolf Hitler. I to właśnie ten owiany czarną legendą balkon jest dziś utrapieniem państwa Barbary i Krzysztofa Adamiaków. Od dawna jego stan techniczny woła o pomstę do nieba, stwarzając ogromne zagrożenie dla przechodniów. Ryzyko groźnego wypadku jest tym większe, że w tym miejscu panuje duży ruch, a tuż pod balkonem, na parterze kamienicy, znajdują się dwa sklepy.

CUD, ŻE NIKT NIE UCIERPIAŁ

Adamiakowie, do których mieszkania przylega grożący zawaleniem element architektoniczny, od ponad trzech lat monitują o jego remont. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}W czerwcu 2022 r. skierowali w tej sprawie pisma do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego oraz zarządcy budynku, firmy Pro Domus. Domagali się w nich pilnej interwencji w związku z zagrożeniem, jakie niesie odpadający z balkonu tynk. Monity mieszkańców pozostały jednak bez echa, co o mały włos nie doprowadziło do tragedii. - 10 lutego tego roku około godziny 14.00 z balkonu urwał się kawał betonu wraz ze zbrojeniem i spadł na chodnik, uszkadzając rynnę – relacjonuje Barbara Adamiak. Tylko cud sprawił, że nikt nie zginął lub nie został poważnie ranny. Małżonkowie interweniowali u zarządcy. Ten ograniczył się do doraźnego zabezpieczenia balkonu w postaci obłożenia go grubą plandeką, którą pani Barbara nazywa ironicznie „pampersem”. Taki stan rzeczy trwa już ponad pół roku. Samo zabezpieczenie pozostawia wiele do życzenia, bo po deszczu pod spodem plandeki gromadzi się woda, dodatkowo obciążając już i tak mocno nadwątloną konstrukcję. Do tego ulicą Sienkiewicza nieustannie przejeżdżają ciężkie pojazdy, sprawiając, że uszkodzony balkon narażony jest na różnego rodzaju drgania. - Naprawa balkonu jest w gestii zarządcy, bo my płacimy czynsz oraz składki na fundusz remontowy – mówi Krzysztof Adamiak, nie kryjąc irytacji z powodu opieszałości firmy zarządzającej nieruchomością. Zarówno on, jak i jego żona, obawiają się, że jeśli dojdzie do nieszczęśliwego wypadku, to wówczas koszty poniesie cała wspólnota, w której udziały ma także miasto.

ZRZUCANIE WINY NA KONSERWATORA

W lutym balkon został przez zarządcę nieruchomości doraźnie zabezpieczony plandeką, którą pani Barbara ironicznie nazywa „pampersem”

Według małżonków, zarządca próbował zrzucać winę za brak podejmowanych działań na konserwatora zabytków, sprawującego pieczę nad wpisaną do wojewódzkiego rejestru kamienicą. - W lutym konserwator otrzymał informację o oderwaniu się betonu z balkonu i od razu dał wytyczne, co trzeba dalej robić. Administrator miał przygotować plan prac i wystąpić do konserwatora o pozwolenie na ich rozpoczęcie, jednak do tej pory tego nie zrobił – mówi pani Barbara. Wreszcie, po upływie ponad pół roku od groźnego incydentu, mieszkańcy otrzymali informację o tym, że remont balkonu ma ruszyć 18 sierpnia. Tak się jednak nie stało, co jeszcze bardziej poirytowało Adamiaków. Do tego firma Pro Domus rozwiązała ze wspólnotą mieszkaniową Sienkiewicza 6 umowę na dalsze zarządzanie nieruchomością. Wygasa ona z końcem października.

NOWY TERMIN NAPRAWY

Jak to możliwe, że przez tak długi czas administrator nie naprawił balkonu? Właściciel firmy Pro Domus Zbigniew Wróblewski jako jeden z powodów wymienia trudności ze znalezieniem wykonawcy. Zapewnia, że w lutym wystąpił do konserwatora zabytków, chcąc jak najszybciej przeprowadzić prace. Akurat wtedy do dyspozycji była firma specjalizująca się w remontach zabytkowych obiektów. - Konserwator poinformował mnie, że najpierw trzeba zrobić projekt i wystąpić o pozwolenie. Ta firma na to nie czekała, bo miała inne, poważniejsze zlecenia. W związku z tym nie miałem możliwości znalezienia kogoś, kto mógłby w krótkim czasie wykonać naprawę – tłumaczy zarządca. Telefonicznie miał ustalić z konserwatorem, aby znaleźć osobę z odpowiednimi uprawnieniami, by to pod jej nadzorem prowadzone były prace. Kiedy to się wreszcie udało, ustalono, że naprawa ruszy 18 sierpnia. Do tego jednak nie doszło. - Wykonawca powiedział mi, że ze względu na sezon urlopowy może rozpocząć naprawę 8 września – mówi Zbigniew Wróblewski.

Poza kłopotami z wyłonieniem wykonawcy, zarządca podaje także inne przyczyny opóźnienia. Jak mówi, wspólnota z ul. Sienkiewicza ma duże zaległości finansowe w zakresie opłat za czynsz i na fundusz remontowy. - Mieliśmy ten budynek kompleksowo remontować, bo on naprawdę tego wymaga. Natomiast zadłużenie właścicieli powoduje, że bank, analizując zdolność kredytową stwierdził, że w tym przypadku jej nie ma – mówi zarządca, dodając, że to jeden z gównych powodów wypowiedzenia wspólnocie umowy.

KONSERWATOR WCIĄŻ CZEKA NA DOKUMENTY

Choć widok z balkonu na centrum Szczytna jest efektowny, to podziwianie go z tego miejsca wiąże się z dużym ryzykiem

Pilotujący temat kamienicy przy ul. Sienkiewicza 6 główny specjalista ds. zabytków nieruchomych w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Olsztynie Łukasz Szymański potwierdza wersję zdarzeń przedstawianą przez Adamiaków. Jak nam mówi, w lutym administrator poinformował go jedynie, że przystępuje do naprawy balkonu. - Odpisaliśmy mu, że zanim to nastąpi, musi wystąpić do nas z programem prac, bo my nie wiemy, jak on chce ten balkon naprawić – mówi Łukasz Szymański. Dodaje, że od tamtej pory nie otrzymał od zarządcy żadnych dokumentów. - W związku z tym, nie mógł on przystąpić do żadnych prac. Musiałby mieć pozwolenie, którego nie posiada do tej pory – informuje przedstawiciel WUOZ. Od nas dowiaduje się o planowanym na 8 września rozpoczęciu remontu balkonu. - Nic o tym nie wiem – nie kryje zaskoczenia. Czy procedura związana z wydawaniem pozwolenia, nie opóźni prac o kolejne tygodnie lub miesiące? - Mogę zagwarantować, że trwałoby to maksymalnie dwa dni – odpowiada Łukasz Szymański.

Skąd kolejna data rozpoczęcia naprawy, skoro nie ma zielonego światła od konserwatora? - pytamy administratora. - Stosowne dokumenty zostaną do niego wysłane. Wykonawca opracowuje w tej chwili technologię wykonania naprawy. Zrobimy to, co jest konieczne, aby osoby przechodzące pod tym balkonem były bezpieczne – zapewnia Zbigniew Wróblewski.

Wypada tylko mieć nadzieję, że uda się wykonać naprawę, zanim na ul. Sienkiewicza dojdzie do tragedii.

W SZCZYTNIE TO NIE WYJĄTEK

Podobna sytuacja, co zimą na ul. Sienkiewicza, miała miejsce w lipcu na sąsiedniej ul. Mickiewicza, kiedy to częściowo zawalił się dach dawnego internatu Zespołu Szkół nr 1, należący obecnie do Akademii Policji. O fatalnym stanie technicznym obiektu pisaliśmy od dawna, skarżyli się na niego także mieszkańcy, obawiając się o swoje bezpieczeństwo. Tymczasem policyjna uczelnia o zwłokę w przystąpieniu do prac zabezpieczających obwiniała konserwatora zabytków, tłumacząc najpierw, że czeka na wytyczne od niego, a potem procedurami przetargowymi związanymi z wyłonieniem wykonawcy. Okazało się jednak, co w rozmowie z „Kurkiem” ujawnił Bartłomiej Skrago z WUOZ w Olsztynie, że konserwator już w styczniu wydała wytyczne dotyczące zabezpieczenia obiektu siatką, na co, jak nam tłumaczył, żadne dodatkowe zezwolenia nie były konieczne. Żadnych działań związanych z zagrażającym bezpieczeństwu budynku nie podjął również powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. Kiedy powiedzieliśmy mu, że temat był od lat kilkakrotnie poruszany na naszych łamach, stwierdził, że … nie czyta „Kurka”.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}