Jan Holewik z Katowic znalazł nietypowy sposób na życie. W sezonie letnim podróżuje bryczką zaprzężoną w dwa ukochane konie, Jazona i Argo. 75-latek odbył już tak kilka wypraw, a na początku tego tygodnia jednym z jego przystanków było Szczytno.

Niezwykła wyprawa pana Jana
Podczas podróży pan Jan ceni sobie to, że może spędzać czas ze swoimi ukochanymi końmi

PRZYSTANEK SZCZYTNO

We wtorek do Szczytna zawitał nietypowy podróżnik. Bryczką zaprzężoną w dwa konie przyjechał tu z Mrągowa Jan Holewik. Celem jego wyprawy, którą rozpoczął 20 czerwca, był Piknik Country, a Szczytno znalazło się na trasie drogi powrotnej. 75-letni mieszkaniec Katowic został powitany przez wiceburmistrz Ilonę Bańkowską oraz zaciekawionych mieszkańców. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}Towarzyszył mu szczytnianin, Artur Mazur, którego pan Jan poznał na Pikniku Country. Podróżnik zatrzymał się w Szczytnie na nocleg. Okazuje się, że wyprawa na Mazury nie była pierwszą, którą odbył swoją bryczką. W pierwszą taką podróż wybrał się w 2011 r. do Ustki. - To był dla mnie skok na głęboką wodę – wspomina pan Jan, dodając, że wtedy nauczył się wszystkiego, co jest mu potrzebne podczas letnich eskapad. Następnie, w 2015 r. wyruszył w trwającą cztery miesiące podróż dookoła Polski, pokonując łącznie 3 tysiące kilometrów. Potem dwukrotnie odwiedził Węgry, po czym przyszła pandemia, która spowodowała przymusową przerwę w wyjazdach.

TYLKO JA I KONIE

Na co dzień pan Jan mieszka w Panewnikach, dzielnicy Katowic, gdzie dawniej miał gospodarstwo. Dziś został z niego wybudowany w 1885 r. dom, licząca 350 lat stodoła, dwie okazałe lipy, no i dwa konie – Jazon i Argo. Co skłoniło go do podróżowania bryczką? - Na to pytanie nie za bardzo umiem odpowiedzieć. Trzeba by zapytać co kieruje wędkarzem, filatelistą czy narciarzem alpejskim – odpowiada pan Jan, a po chwili namysłu stwierdza, że impulsem stała się jego miłość do koni. - W czasie tych podróży jestem tylko ja i one, a w domu czeka na mnie masa obowiązków – mówi podróżnik, dodając, że dalekie wyprawy dają mu podwójną satysfakcję – kiedy wyjeżdża z bramy swojej posesji i kiedy do niej wraca. W domu czeka na niego żona i troje dzieci. - Już się przyzwyczaili, że mam takie hobby, choć podczas pierwszej wyprawy bardzo się o mnie martwili – przyznaje.

LUDZIE W 99% SĄ DOBRZY

Podróżnik tłumaczy, że niczego w trakcie swoich eskapad nie planuje. - Jest takie powiedzenie, że jak człowiek coś planuje, to Pan Bóg się śmieje – mówi. Zawsze, dokąd tylko się udaje, może liczyć na życzliwe przyjęcie, spotykając na swojej trasie pokrewne dusze. Tak było w przypadku Artura Mazura. Kiedy poznali się w Mrągowie, szybko okazało się, że nadają na tych samych falach. - Sam od ośmiu lat dużo podróżuję po Europie, tyle tylko, że nie bryczką, ale samochodem – mówi pan Artur.

Jak na oryginalną pasję pana Jana reagują spotkani przez niego ludzie?

- W 99% bardzo dobrze – zapewnia pan Jan. Dziennie pokonuje 20 – 30 kilometrów, ale nie wyznacza sobie żadnych limitów, nigdzie się nie spieszy. To, co jest mu potrzebne do życia w trasie, ma na swojej bryczce, która służy mu jako miejsce do spania. Na niej ma ubrania oraz jedzenie dla koni. Zapewnia, że jeszcze nigdy nie przydarzyło mu się nic złego i zawsze przytrafiają mu się szczęśliwe zbiegi okoliczności – Widocznie prowadzi mnie jakaś siła – uśmiecha się pan Jan, który ze Szczytna wyjechał w środę, a następnie ruszył w kierunku Piwnic Wielkich, gdzie miał zaplanowany kolejny nocleg.

(ew), (o){/akeebasubs}