Jan Holewik z Katowic znalazł nietypowy sposób na życie. W sezonie letnim podróżuje bryczką zaprzężoną w dwa ukochane konie, Jazona i Argo. 75-latek odbył już tak kilka wypraw, a na początku tego tygodnia jednym z jego przystanków było Szczytno.
PRZYSTANEK SZCZYTNO
We wtorek do Szczytna zawitał nietypowy podróżnik. Bryczką zaprzężoną w dwa konie przyjechał tu z Mrągowa Jan Holewik. Celem jego wyprawy, którą rozpoczął 20 czerwca, był Piknik Country, a Szczytno znalazło się na trasie drogi powrotnej. 75-letni mieszkaniec Katowic został powitany przez wiceburmistrz Ilonę Bańkowską oraz zaciekawionych mieszkańców. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
TYLKO JA I KONIE
Na co dzień pan Jan mieszka w Panewnikach, dzielnicy Katowic, gdzie dawniej miał gospodarstwo. Dziś został z niego wybudowany w 1885 r. dom, licząca 350 lat stodoła, dwie okazałe lipy, no i dwa konie – Jazon i Argo. Co skłoniło go do podróżowania bryczką? - Na to pytanie nie za bardzo umiem odpowiedzieć. Trzeba by zapytać co kieruje wędkarzem, filatelistą czy narciarzem alpejskim – odpowiada pan Jan, a po chwili namysłu stwierdza, że impulsem stała się jego miłość do koni. - W czasie tych podróży jestem tylko ja i one, a w domu czeka na mnie masa obowiązków – mówi podróżnik, dodając, że dalekie wyprawy dają mu podwójną satysfakcję – kiedy wyjeżdża z bramy swojej posesji i kiedy do niej wraca. W domu czeka na niego żona i troje dzieci. - Już się przyzwyczaili, że mam takie hobby, choć podczas pierwszej wyprawy bardzo się o mnie martwili – przyznaje.
LUDZIE W 99% SĄ DOBRZY
Podróżnik tłumaczy, że niczego w trakcie swoich eskapad nie planuje. - Jest takie powiedzenie, że jak człowiek coś planuje, to Pan Bóg się śmieje – mówi. Zawsze, dokąd tylko się udaje, może liczyć na życzliwe przyjęcie, spotykając na swojej trasie pokrewne dusze. Tak było w przypadku Artura Mazura. Kiedy poznali się w Mrągowie, szybko okazało się, że nadają na tych samych falach. - Sam od ośmiu lat dużo podróżuję po Europie, tyle tylko, że nie bryczką, ale samochodem – mówi pan Artur.
Jak na oryginalną pasję pana Jana reagują spotkani przez niego ludzie?
- W 99% bardzo dobrze – zapewnia pan Jan. Dziennie pokonuje 20 – 30 kilometrów, ale nie wyznacza sobie żadnych limitów, nigdzie się nie spieszy. To, co jest mu potrzebne do życia w trasie, ma na swojej bryczce, która służy mu jako miejsce do spania. Na niej ma ubrania oraz jedzenie dla koni. Zapewnia, że jeszcze nigdy nie przydarzyło mu się nic złego i zawsze przytrafiają mu się szczęśliwe zbiegi okoliczności – Widocznie prowadzi mnie jakaś siła – uśmiecha się pan Jan, który ze Szczytna wyjechał w środę, a następnie ruszył w kierunku Piwnic Wielkich, gdzie miał zaplanowany kolejny nocleg.
(ew), (o){/akeebasubs}
