W kwietniu ubiegłego roku w Urzędzie Marszałkowskim w Olsztynie odbyła się uroczystość przekazania miecza z oporządzeniem, który miał być znaleziony przez tę samą osobę, która rok wcześniej miała dokonać na polu bitwy odkrycia dwóch toporów. W trakcie tej uroczystości „znalazca” przekazał marszałkowi miecz, który - jak twierdził - znalazł pod Olsztynem. Natomiast marszałek przekazał znalezisko Muzeum Bitwy pod Grunwaldem.
BEZ WIEDZY KONSERWATORA
Osobą przyjmującą miecz w imieniu muzeum był jego dyrektor Szymon Drej. Przekazanie odbyło się bez wiedzy i zgody Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który nie został również do dnia przekazania miecza poinformowany o fakcie i miejscu jego znalezienia. Wojewódzki Konserwator Zabytków, który według prawa powinien być niezwłocznie poinformowany o miejscu odkrycia/znalezienia zabytku, dowiedział się o tym fakcie z mediów. W tym momencie pojawia się w zasadzie retoryczne pytanie, czy trzej panowie mieli prawo sobie ten miecz przekazywać? Wydarzenie to spotkało się z wyjątkowym zainteresowaniem mediów regionalnych, ogólnopolskich oraz branżowych: poświęconych historii i poszukiwaniom zabytków. Natomiast „znalazca” miecza wyrósł na gwiazdę wśród detektorystów. Nic dziwnego, wszak miał na koncie dwa wielkie trafienia związane z najważniejszą bitwą w historii Polski.
BAJKA O RYCERZU SPOD GRUNWALDU
W tamtym momencie przez medialne szaleństwo nie przedarły się bardzo nieliczne głosy krytyczne wobec tego, co opowiadał „znalazca” miecza.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
GDZIE ZNALEZIONO MIECZ?
3 sierpnia bieżącego roku, w wypowiedzi dla TVN24 | Pomorze dyrektor muzeum tak przedstawiał sprawę: „W tym przypadku znalazca sam poinformował o odkryciu i zdecydował się przekazać miecz jako darowiznę dla Muzeum Bitwy pod Grunwaldem w Stębarku. Dokładnego miejsca znaleziska nie ujawnił. Wiadomo jednak, że było to w okolicach Grunwaldu. Archeolodzy usiłują dotrzeć do miejsca, w którym znaleziono miecz, aby przeprowadzić tam prace archeologiczne”. W wypowiedzi tej nie pada nazwisko znalazcy miecza, o którym rok wcześniej pisały wszystkie media. Staje się on w niej osobą anonimową. Czy była to ta sama osoba, która rok wcześniej miecz przekazała? Gdyby to była ta sama osoba, to chyba bez problemu byłaby w stanie wskazać miejsce jego znalezienia. Kogo znalazca poinformował o odkryciu? Na pewno nie był to WKZ, który zgodnie z prawem powinien być o takim odkryciu poinformowany. Może poinformował on osobę, która miecz przekazała i później twierdziła, że sama go znalazła? Można nie ujawnić miejsca znalezienia zabytku? W jaki sposób archeolodzy przez ponad rok usiłują dotrzeć do miejsca znalezienia miecza? Skąd dyrektor muzeum ma wiedzę, że miecz znaleziono w okolicach Grunwaldu?
CZY DYREKTOR ZOSTAŁ WPROWADZONY W BŁĄD
Nikomu z dziennikarzy nie przyszło do głowy zapytać, dlaczego rok wcześniej podawano, że miecz znaleziono pod Olsztynem, po roku twierdzono, że w pobliżu Grunwaldu. W zasadzie co za różnica, ważne, że jest związany z bitwą. Tylko czy na pewno jest z nią związany? Moim zdaniem nie ma najmniejszych przesłanek, by to zakładać. Niestety wygląda na to, że ani muzeum, ani WKZ nie są zainteresowane wyjaśnieniem statusu tego miecza. WKZ co prawda złożył w związku z tą sprawą zawiadomienie do prokuratury, ale zostało ono umorzone, a skoro tak, to jak stwierdził dyrektor Drej, wszystko jest w porządku. Może nie wszystko, bo biedny „odkrywca” miecza, został niesprawiedliwie oczerniony.
Przekazując miecz w podpisanej przez siebie umowie jego potwierdzał, że posiada tytuł prawny do rozporządzania przedmiotem oraz że przedmiot przekazania jest wolny od obciążeń i praw osób trzecich. Skoro wiedział, że nie będzie w stanie podać prawdziwego miejsca znalezienia miecza, co najprawdopodobniej świadczy o tym, że go sam nie znalazł oraz że nie został on zgodnie z prawem zaraz po znalezieniu zgłoszony do WKZ, to czy mógł potwierdzić, że posiada tytuł prawny do jego przekazania? Wygląda na to, że dyrektor Drej został wprowadzony w błąd, bo przekazany mu miecz wady prawne jednak posiadał. Niestety dyrektor nic z tym nie zrobił. Za to jak wynika ze zdjęć opublikowanych na stronie muzeum na Facebooku, w trakcie tegorocznych badań na polu bitwy pod Grunwaldem ponownie zjawił się „znalazca” miecza, a trzeba tu zaznaczyć, że udział w tych badaniach jest marzeniem wielu detektorystów i nie jest łatwo się na nie dostać.
LISTA WĄTPLIWOŚCI
21 września 2022 r. otwarto nowy gmach muzeum. Omawiany tu miecz spoczął w nim na honorowym miejscu. Tylko czy na pewno on na to zasługuje? Nie wiemy, czy ma jakikolwiek związek z bitwą. Dowodem na to są tylko słowa osoby, która go przekazała, a początkowo twierdziła, że znalazła go pod Olsztynem, później zmieniła zdanie i stwierdziła, że pochodzi on z okolic Grunwaldu i która nie chce lub nie potrafi wskazać dokładnego miejsca jego znalezienia. Niedawno „znalazca” miecza opublikował na swoim kanale na YouTube film z wizyty w muzeum, w którym stwierdza, że omawiany tu miecz jest jego. Wydaje się, że nie da się tego odebrać inaczej niż jako sugestii, że on był znalazcą tego miecza. Zastanawiająca jest też w tej sprawie rola Muzeum Bitwy pod Grunwaldem i jego dyrektora, który najwyraźniej cały czas ma zaufanie do „znalazcy” miecza i nie przeszkadza mu, że w związku z tym mieczem mogło dojść do kilkukrotnego złamania prawa.
Po powrocie miecza z konserwacji dosyć intensywna wymiana opinii na jego temat odbyła się na Facebooku. Wygłaszane tam krytyczne opinie nie spowodowały jednak zainteresowania się sprawą przez media lokalne, ani tym bardziej ogólnopolskie. Także zmieniające się stale komunikaty muzeum na temat miejsca odnalezienia miecza, osoby która go znalazła oraz inne wyraźnie w tej sprawie widoczne niejasności nie zainteresowały żadnego przedstawiciela mediów. Wszystkie media bezkrytycznie publikowały to, co im Muzeum Bitwy pod Grunwaldem podsuwało. Również bezkrytycznie do sprawy miecza podeszły media i organizacje związane ze środowiskiem detektorystów, które zamiast dążyć do wyjaśnienia sprawy wolały zachwycać się kolejnymi odkryciami z pola bitwy oraz - w niektórych przypadkach - chwalić się udziałem w prowadzonych tam badaniach. Z drugiej strony to niektórzy detektoryści, w tym również ci biorący udział w poszukiwaniach na polu bitwy, wyrażali swoje wątpliwości w sprawie toporów i miecza oraz niezadowolenie z tego co się wokół tych zabytków dzieje. Niestety praktycznie zawsze robili to nieoficjalnie.
PYTANIA BEZ ODPOWIEDZI
Sprawa „grunwaldzkiego” miecza nie została, jak dotąd, wyjaśniona w sposób należyty. Obawiam się też, że raczej nie zostanie wyjaśniona i że różne wątpliwości i kontrowersje z nią związane zostaną zarówno przez Muzeum Bitwy pod Grunwaldem, WKZ jak i Urząd Marszałkowski przemilczane. Bez wątpienia miecz ten z wielkim sukcesem wykorzystany został do promocji medialnej muzeum.
Pisząc o toporach i mieczu starałem się ograniczyć do tego, co jest pewne i udokumentowane. Pominąłem te niepokojące informacje, których autentyczności nie jestem w stanie sprawdzić. Do wielu informacji nie udało mi się dotrzeć, chociażby z powodu braku odpowiedzi na moje pytania ze strony Muzeum Bitwy pod Grunwaldem oraz Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.
Witold Olbryś{/akeebasubs}
