Obrazki z Wielbarka

Nasz stały (internetowy) Czytelnik z Niemiec, Piotr Śmiarowski, nadesłał nam kolejną korespondencję. I choć przywędrowała ona do "Kurka" drogą elektroniczną z zagranicy, dotyczy jego pobytu w Polsce, w rodzinnej miejscowości. Chodzi o Wielbark, gdzie bawił kilka dni w maju tego roku.

- Przypominam sobie - pisze pan Piotr - jak ok. 40 lat temu kładziono nową nawierzchnię asfaltową na "kocie łby" (ul. Jagiełły - przyp. red.) z czego bardzo cieszyłem się, jak każdy z chłopaków, którzy posiadali wówczas rowery. W tamtych czasach nie było w Wielbarku dużego ruchu samochodowego, ale dzisiaj jazda po tej ruchliwej ulicy jest ryzykiem dla młodocianych rowerzystów. W dodatku parkujące samochody utrudniają ruch wszelkim innym pojazdom.

Problem ów, tj. zapewnienie bezpieczeństwa głównie rowerzystom, można by, zdaniem Piotra Śmiarowskiego, rozwiązać. Należałoby zrezygnować z pasa dla parkujących samochodów, a w jego miejsce wyznaczyć drogę dla rowerzystów.

Goszcząc w Wielbarku pan Piotr przyglądał się także budowie nowego chodnika - fot. 1. Zastanowił go ślimaczy postęp prac.

- Tempo kładzenia chodnika wynosi 4 metry dziennie - taki wynik odnotował 15 maja 2003 r.

Przyczyna okazała się prosta - unaocznia to kolejne zdjęcie Piotra Śmiarowskiego - fot. 2, w gruncie rzeczy będące zbliżeniem czwórki pracowników, widocznych w głębi fot. 1.

Ową scenkę pan Piotr opatrzył takim komentarzem: "Jeden robi jak się patrzy, reszta patrzy jak się robi".

MANIA RĄBANIA

9 czerwca tuż nad jeziorem małym (u wylotu ul. Rafajłowicza i Krasickiego) padł dorodny kasztanowiec. Jak wykazały pomiary, na wysokości 115 cm, jego pień miał 100 cm średnicy! Nie stało się tak za sprawą sił natury, ale zębów spalinowej piły, odpalonej ręką nieznanego wandala.

* * *

3 lipca w godzinach porannych ciosy siekiery spadły na cztery lipy, drzewka niewielkie, które ledwie ukształtowały korony. Rosły one sobie spokojnie na skwerku położonym między ul. Sportową a Polską. Po jednej z nich tylko ten ślad pozostał - kikut pnia - fot. 3.

Druga, nie wiadomo z jakich przyczyn, została potraktowana łagodniej - przetrzebiono, ale znacznie, tylko jej koronę. Z drzewka wysokiego na chłopa pozostało coś, jakby krzaczek, niższy od szóstoklasisty Tomka Grzelaka, który zgodził się pozować do zdjęcia, aby unaocznić Czytelnikom "Kurka" właściwe proporcje dokonanych zniszczeń - fot. 4.

Tak niezrozumiałe poczynania polegające na bezsensownym powalaniu drzew, czy trzebieniu ich koron, wskazują na działalność jakiegoś niepoczytalnego maniaka-rębacza. Dlatego służby miejskie odpowiedzialne za zieleń zwracają się z apelem do Czytelników "Kurka", aby w wypadku zauważenia jakiejkolwiek próby powalania drzew natychmiast powiadomić policję lub straż miejską (tel. 624-38-97), bo inaczej maniaka nie da się uchwycić. A jaki następny, przyrodobójczy plan może zrodzić się w jego głowie - doprawdy nie wiadomo.

Bez natychmiastowej interwencji świadków trudno jest cokolwiek zdziałać. Niedawno pisaliśmy o powaleniu dwóch wielkich wierzb przy ul. Bartna Strona. Policja umorzyła postępowanie, bo nie udało się ustalić sprawcy.

- O wyrąbaniu 9 czerwca dorodnego kasztanowca już nawet nie zawiadamialiśmy policji, bo po co? - powiedział "Kurkowi" Ryszard Jerosz.

NIBY LUSTRA

Daleko, na skraju miasta asfaltowana ul. Osiedleńcza krzyżuje się z ul. Gnieźnieńską (jezdnia z kostki) w sposób raczej dość niebezpieczny, bo ongiś postawiono tu nawet sferyczne lustro. Ale uwaga - od lat pozbawione szklanej tafli zamiast pomagać kierowcom, straszy ich swoim pordzewiałym, pokracznym wyglądem - fot. 5.

Nie jest to zresztą jedyne niby-lustro w Szczytnie. Także na skrzyżowaniu ul. 3 Maja z Ogrodową stoi podobne, o obdrapanej, pordzewiałej oprawie i takimż słupku. Rzecz tkwi sobie a muzom, żadnemu konkretnemu celowi bowiem nie służy.

No, ale w jednym przypadku - skrzyżowanie ul. 3 Maja z ul. Lipperta - lustro się uchowało. Nic to, że brudne, że nadtłuczone z jednej strony, bo wciąż spełnia swoją rolę, znacznie ułatwia (może nawet ocala) życie kierowcom, czy pieszym.

Obraz w nim mętny - fot. 6, ale w końcu coś jednak widać!

SPADAJĄCY INTERNET

Piotr Naumczyk, mieszkaniec bloku położonego przy ul. Nauczycielskiej 16A oznajmił "Kurkowi", że ma po dziurki w nosie internet założony mu przez firmę "Lanet". Nie dość, iż od marca tego roku łącza w ogóle nie działają, to jeszcze całkiem niedawno pan Piotr przeżył niemały szok wywołany... urwaniem się skrzynki, jaką firma ta zainstalowała w jego klatce schodowej na dość znacznej wysokości, ponad 2 m od podłogi - fot. 7. Runęła ona bez ostrzeżenia, z hukiem w dół, w czasie, kiedy dzieci chodziły jeszcze do szkoły.

- Nie daj Boże, żeby któreś przechodziło wówczas dołem - powiedział "Kurkowi".

Na fot. 7 widzimy miejsce umocowania skrzynki - biały otok, wewnątrz którego tkwią resztki kabla, i Piotra Naumczyka trzymającego w dłoniach skrzynkę.

Firma powiadomiona o zdarzeniu zjawiła się po tygodniu...

I jak myślicie Szanowni Czytelnicy, co przedsięwzięła - ano odsunęła skrzynkę z podłogi pod ścianę - ot i cały to był jej wysiłek włożony w usunięcie awarii! Skrzynka spoczywa tam bezużytecznie do dzisiaj. O tym, jak pan Piotr i jego znajomy z parteru walczą z firmą - za tydzień.

2003.07.09