Tytuł felietonu jest nazwą wystawy, którą wciąż jeszcze możemy oglądać w Miejskim Domu Kultury. Wystawę obejrzałem z zachwytem i nawet, przed miesiącem, napisałem o niej. Niestety wobec innych, pilnych tematów nie zdążyłem wykorzystać powstałego tekstu. Ekspozycja miała trwać do dnia szóstego grudnia, toteż recenzja byłaby spóźniona.
Zainteresowany czytelnik nie miałby szansy porównać mojej opinii ze swoim doznaniem. Tymczasem tak się złożyło, że kilka dni temu zajrzałem przypadkowo do MDK-u i zobaczyłem, iż wystawione prace wciąż można podziwiać. Do końca roku. Zatem dzisiejszy felieton wykorzystam dla opisania wystawy prac fotograficznych Jana Głąbowskiego.
Tytuł ekspozycji nieprzypadkowo nawiązuje do najsłynniejszego utworu Modesta Musorgskiego „Obrazki z wystawy”. Kompozycja rosyjskiego artysty, powstała w roku 1874, była cyklem dziesięciu fortepianowych miniatur. Każda z nich stanowiła swoistą, muzyczną interpretację kolejnych dziesięciu akwarel Wiktora Hartmana, który przyjaźnił się z Modestem Musorgskim. Po śmierci znakomitego malarza zorganizowano uroczystą wystawę jego prac. Wówczas powstał najbardziej popularny utwór muzyczny jego przyjaciela, kompozytora, pod tytułem „Obrazki z wystawy”.
Kim jest Jan Głąbowski, autor aktualnej wystawy w Miejskim Domu Kultury? {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Autor fotogramów (takim słowem określa się artystyczne prace fotograficzne) pokazał fantastyczny zestaw indywidualnie przetworzonych zdjęć o najwyższym poziomie graficznym. Jest to po prostu wspaniale zakomponowana plastycznie poezja światła, wieloplanowej przestrzeni i... koloru. Napisałem o kolorze, a tymczasem większość tych fotogramów jest pracami monochromatycznymi, czyli jednobarwnymi. W pięknej, brunatnej sepii. A jednak gdzieniegdzie pojawia się nagle jakaś barwna poświata. Najczęściej granatowo-niebieska. Wspaniały zabieg kolorystyczny!
A skąd taki właśnie tytuł wystawy? Otóż zaprezentowane na ekspozycji fotograficzne obrazy, wykonane zostały podczas wernisaży innych artystów fotografików. I to tych największych. Fotogramy Jana Głąbowskiego, to próba nawiązania artystycznego dialogu z tak wielkimi mistrzami jak Irish Nesher (artystka mieszkająca w Izraelu), Zdzisław Beksiński (słynny malarz był także znakomitym fotografikiem) i Zofia Rydet (zmarła w roku 1997 wybitna, polska artystka). Dzieła wymienionych twórców prezentowano w ostatnich dwóch latach w Galerii Sztuki BWA w Olsztynie i tam powstały fotogramy Jana Głąbowskiego. Podobnie jak w wypadku kompozytora Musorgskiego, który przedstawił swoje muzyczne doznania, zainspirowane malarstwem przyjaciela, tak i Głąbowski zaprezentował osobiste impresje fotograficzno - plastyczne, przeżywając atmosferę spotkań z dziełami wielkich mistrzów fotografiki. Zatem tytuł ekspozycji jest wyjątkowo adekwatny do treści wystawy.
Jan Głąbowski pokazał, że jest wspaniałym artystą grafikiem, albo też malarzem i naprawdę czymś fascynującym jest dla mnie, że to, co mogłem obejrzeć, powstało metodą fotografii. Naprawdę imponująca kolekcja, gdzie autor udowodnił, że przy pomocy „prostackiej”, czyli jednoznacznej techniki fotograficznej można pokazać obrazy nierealne, jakby ze snu, nastrojowe, po części abstrakcyjne. A przecież są to tylko zdjęcia. Z natury. Ale jakże wspaniale przetworzone artystycznie!
Skoro jest taka okazja, polecam odwiedzenie sali wystawowej Miejskiego Domu Kultury.
Na zakończenie życzę moim czytelnikom Świąt Wesołych, a także bogatych w doznania artystyczne, rozrywkowe i intelektualne, że już nie wspomnę o gastrycznych.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
