Tuż przed sylwestrem na dużym jeziorze pod Kamionkiem pani Honorata, mieszkanka Szczytna, wypatrzyła łabędzia siedzącego na lodzie.

Ocalony łabędźChoć nasza Czytelniczka nie jest pierwszej młodości, codziennie bywa na ścieżce, czy to latem, czy zimą. Z  jej kilkudniowej obserwacji wynikało, że ptak jest  najprawdopodobniej chory, bo kiedy z jeziora odleciała cała ptasia rodzina, ten jeden jednak pozostał.
Zaniepokojona jego losem powiadomiła straż miejską, która szybko przyjechała, by podjąć łabędzia z lodowej tafli. - Ptak był rzeczywiście mocno osłabiony, bo gdy podeszliśmy do niego w ogóle się nie bronił, ani nie syczał – relacjonuje Ewa Zipper, zastępczyni komendanta. Kiedy zawieziono go do weterynarza, okazało się, że ptak potrzebuje natychmiastowej opieki.
Tymczasem okazało się,  że ośrodki w Kadzidłowie i Bukwałdzie były przepełnione. Należało szukać innego miejsca. Na szczęście znalazł się mieszkaniec Szczytna, który przygarnął łabędzia. Postępując według instrukcji specjalistów z ośrodka w Bukwałdzie, zdołał uratować ptaka, który obecnie dochodzi do siebie.

BEZ ŚNIEGU NIE DA RADY

W starym roku narzekaliśmy na brak śniegu i stosunkowo wysokie temperatury, no i Nowy Rok powitał nas chłodami, a potem nawet i sążnistymi mrozami. Skoro było i będzie jeszcze mroźno, to może warto pomyśleć, wzorem lat ubiegłych, o urządzeniu miejskiego lodowiska.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 
- Niestety, nie ma  śniegu, to i nie będzie ślizgawki - informuje nas Krzysztof Mańkowski, dyrektor MOS-u.  Rzecz w tym, że jak nie ma białej okrywy, to nie można zrobić band, no i nie sposób, zdaniem dyrektora, lać wówczas wodę, bo ta wycieknie na boki. Poza tym idzie odwilż, więc tym bardziej nie ma sensu przymierzać się do lodowiska. Jednak MOS, jak zapewnia dyrektor, jest gotowy do jego urządzenia, gdy tylko zapanują odpowiednie warunki. Chodzi o tradycyjną miejską ślizgawkę, która obecnie pełni rolę parkingu samochodowego. Jakimś wyjściem byłoby urządzenie zimowych orlików, którym niestraszne są nawet plusowe temperatury i brak śniegu, ale koszty takiej inwestycji są dość wysokie, ponad 400 tys. zł. Na urządzenie lodowiska, zwanego też biały orlikiem zdecydowało się m. in. 10-tysięczne miasto Ozimek. Przypomnijmy, że mało brakowało, a byśmy mieli i u siebie podobny obiekt. Dwa lata temu kiedy Urząd Marszałkowski zbierał informacje dotyczące budowy orlików, Szczytno zgłosiło swój akces. Niestety, nie doczekano się odpowiedzi.

ZAMIAST LODOWISKA

Skoro lodowiska nie ma, nie ma też ośnieżonych górek do zjazdów na sankach, młodym ludziom spragnionym zimowych zabaw pozostało jedynie baraszkowanie po zamarzniętych jeziorach. Jak widać na zdjęciu, szkolne torby i plecaki poszły na bok i zaraz odbędzie się ślizganie. Inni z kolei śmiałkowie próbują rowerowych przejażdżek po lodzie. Ten jest, na szczęście, dość solidny. Jak informuje nas amator podlodowego łowienia ryb, ma ponad 20 cm grubości. Sprawdził to, wiercąc dziurę  w tafli. Taki lód, bo jego wytrzymałość wyznacza się właśnie grubością, z łatwością utrzyma nawet samochód osobowy. Oczywiście do  rajdów po miejskich jeziorach nikogo nie namawiamy, a wręcz odwrotnie. Niechaj nikomu nie przyjdzie do głowy jazda samochodem po jakimkolwiek zamarzniętym akwenie.

CIEPLUTKO MIMO MROZÓW

PSY

W związku z tymi mrozami postanowiliśmy sprawdzić, jak radzą sobie z nimi zwierzaki w szczycieńskim schronisku „Cztery Łapy”. Po obiekcie oprowadzała nas kierowniczka, pani Maria Rogalska. Najpierw odwiedziliśmy psy m. in. w nowym  sektorze nad kanałem. Ich budy, jak i w każdym innym miejscu, zostały wyłożone sianem, by ocieplić wnętrza. Pieski, co pokazuje kolejne zdjęcie,  już zdążyły roznieść sianko po całym wybiegu, no i trzeba będzie je uzupełnić. To jednak nie wszystko, co załoga schroniska zrobiła względem ocieplenia bud, bo specjalnymi matami zostały też uszczelnione ich wejścia. Z naszej obserwacji wynikało, że czworonogi nie marzną, a humory im dopisują, bo też i żywiołowo reagowały na nasz widok.

KOTY

Osobnymi rezydentami schroniska i przebywającymi jakby na szczególnych warunkach są koty. Te mieszkają w ogrzewanych domkach, a przed- i poobiednie sjesty urządzają sobie głównie w pobliżu grzejników, które pracują pełną parą. Futrzaki wylegują się nie na słomie, a cieplutkich materacykach-kocykach w plastikowych leżach. Pogrążone w półśnie niespecjalnie interesowały się naszą obecnością.

OZNAKOWANIE WZOROWE, ALE...

Przy ulicy Kętrzyńskiego stoi Szkoła Podstawowa nr 2 z Oddziałami Integracyjnymi. Ulica, jak każdy wie, wiedzie pod górkę, ale nie jest to żadna aluzja. Jak to przy szkole urządzone są tu aż dwa przejścia dla pieszych. Jedno znajduje się na szczycie przy skrzyżowaniu z ul. Reja. Akurat udało nam się uchwycić scenkę jego przekraczania – jedna z mam prowadzi swoją córeczkę. Niżej u wylotu ul. Asnyka mamy drugą zebrę. Została ona opatrzona dodatkowym kwadratowym znakiem z wizerunkiem dziewczynki z lizakiem. To wskazuje, że takie przejście dla pieszych jest szczególnie uczęszczane przez dzieci. Jak widać na zdjęciu, pewien młodzieniec, już raczej nie uczeń tej szkoły, lekceważy sobie przepisy ruchu drogowego i chadza swoimi, ale niebezpiecznymi ścieżkami. Zaznaczmy jednak, że choć droga z i do szkoły jest w opisywanym miejscu  bezpieczna, to jednak uczniowie SP nr 2 korzystają z drugiej bramy, kierując swoje kroki ku ul. Kajki. Na jezdni tej ulicy, niestety, nie ma żadnego przejścia. Informują nas o tym rodzice, zbulwersowani niedawnymi wydarzeniami. Oto policjanci karali uczniów mandatami za brak elementów odblaskowych. Oczywiście młode osoby powinny być w nie wyposażone, ale jeśli dba się o ich bezpieczeństwo, to przy szkołach i to z każdej strony, powinny być urządzone należyte przejścia dla pieszych.{/akeebasubs}