Dwudzieste piąte Dni i Noce już za nami. Podobnie jak w latach ubiegłych, mieszkańcy i turyści bawili się przy zróżnicowanej muzyce, od ciężkiego metalu po disco polo. Spośród gwiazd, które wystąpiły na pl. Juranda, najlepsze wrażenie wywarł sobotni koncert zespołu Bracia z gościnnym udziałem Krzysztofa Cugowskiego.

Od metalu po disco poloJURAND DO SEJMU

Dni i Noce to jedna z tych imprez plenerowych w województwie, które mogą się poszczycić bogatą historią. W tym roku odbyła się po raz 25., ale swoim charakterem nie przypomina już pierwszych edycji, chwalonych m.in. za wysoki poziom artystyczny. Obecnie święto miasta upodobniło się do wielu innych wydarzeń masowych, jakich nie brak w regionie. Do tego w miniony weekend miało silną konkurencję w postaci Dni Grunwaldu, zwieńczonych rekonstrukcją słynnej bitwy. Mimo to, frekwencja w Szczytnie dopisała, na co wpływ ma zapewne fakt, że wstęp na wszystkie wieczorne koncerty od 2007 r. jest bezpłatny.

Święto miasta, tradycyjnie już, rozpoczęło się od wręczenia przez burmistrz Danutę Górską kluczy do bram grodu Jurandowi. Na otwarciu obecnych było wielu parlamentarzystów reprezentujących nasz region. Normą już od lat pozostaje, że przeważają wśród nich przedstawiciele koalicji PO – PSL. Jedynym spoza grona członków partii rządzących był poseł SLD Tadeusz Iwiński.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  W trakcie otwarcia unikano jednak akcentów związanych z nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi. Wyjątek uczynił prowadzący imprezę Mariusz Korpoliński, żałując, że nie kandyduje w nich ... Jurand. – To jedyny człowiek władzy, który jak ją przejmuje, to naród się bawi od rana do nocy – żartował.

Z kolei wicemarszałek województwa Sylwia Jaskulska zapowiadała, że już za rok, na Dni i Noce będzie można dotrzeć drogą powietrzną, dzięki uruchomieniu lotniska w Szymanach.

HUNTER Z KANTATĄ I DAUKSZEWICZEM

Piątkowy koncert zdominowały brzmienia rockowe z domieszką reggae. Jako pierwsze zaprezentowały się dwa szczycieńskie zespoły Be Free i Deithwen. Po nich przyszedł czas na obchodzący w tym roku 30-lecie działalności Hunter. To jeden z dwóch, obok Żuków, zespołów, które występowały także podczas pierwszej edycji Dni i Nocy. Na koncert grupy założonej przez Pawła Grzegorczyka przyjechało wielu fanów z dalekich zakątków Polski. Wśród nich znalazła się poznanianka, dla której był to już 80. występ ulubionego zespołu. Obok muzyków Huntera, na scenie pojawili się goście – szczycieński chór Kantata oraz Krzysztof Daukszewicz. Satyryk wykonał razem z zespołem piosenkę „Easy Rider”. Przypominał, że Hunter powstał w czasie, kiedy on pełnił funkcję dyrektora szczycieńskiego MDK-u. Żartował, że muzycy byli wtedy prawie dziećmi.

Po dźwiękach metalowych chwile ukojenia w rytmie reggae przyniósł występ legendarnej formacji reprezentującej ten nurt, zespołu Daab. Muzycy wykonali swoje najbardziej znane kompozycje oraz słynny standard Boba Marley’a „No woman, no cry”.

Nie wszystkim piątkowy koncert się spodobał. Na forach internetowych pojawiły się komentarze krytykujące m.in. dobór wykonawców, a zwłaszcza zbyt częste, zdaniem oponentów, zapraszanie na Dni i Noce Huntera.

MUNDUROWI I RYCERZE

W sobotę, oprócz wieczornego koncertu, jedną z atrakcji imprezy był piknik służb mundurowych. W tym roku po raz pierwszy główny ciężar jego organizacji wzięła na siebie Komenda Powiatowa Policji w Szczytnie. Obecni byli również strażacy oraz żołnierze z Olsztyna i Jednostki Wojskowej w Lipowcu. Najmłodsi mieli okazję z bliska obejrzeć specjalistyczny sprzęt wykorzystywany przez policję i straż, w tym poduszkowiec używany do działań na wodzie, a także broń będącą na wyposażeniu żołnierzy. Milusińscy mogli poddać się badaniu daktyloskopijnemu, wykonując odbitki swoich odcisków palców. Wielu widzów zgromadził również pokaz umiejętności dwóch psów policyjnych służących na co dzień w szczycieńskiej komendzie. Czworonogi, mimo panującego upału, spisały się na medal. Pod okiem ratowników medycznych dzieci uczyły się zasad udzielania pierwszej pomocy i brały udział w konkursie dotyczącym bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Z kolei dorośli mogli skorzystać ze specjalnego symulatora jazdy i przeżyć, na szczęście bez uszczerbku na zdrowiu, np. dachowanie.

W tym samym czasie na dziedzińcu ratusza odbywał się turniej łuczniczy. Startujący w nim śmiałkowie z różnych stron kraju nie tylko strzelali z łuku, ale też rzucali do celu oszczepami i toporami.

BRACIA Z TATĄ

Sobotni koncert był zapowiadany jako wydarzenie poświęcone pamięci Krzysztofa Klenczona. Tak naprawdę jedynym akcentem przypominającym twórczość związanego ze Szczytnem artysty był występ Żuków. Muzycy pomiędzy utworami wspominali pierwsze edycje imprezy oraz jednego z jej twórców, nieżyjącego od 20 lat ówczesnego dyrektora MDK-u, Tadeusza Grzeszczyka. Zaprezentowali także najbardziej znane kompozycje Klenczona oraz wiązankę nieśmiertelnych przebojów The Beatles. Hity z lat 60. porwały wiele par do tańca, zarówno tych starszych, jak i młodszych.

Dla osób, które zespół Bracia kojarzyły tylko z kilku nadawanych w radiu utworów, koncert w Szczytnie był miłym zaskoczeniem. Grupa złożona m.in. z dwóch synów Krzysztofa Cugowskiego pokazała prawdziwy rockowy pazur. Wisienką na torcie dla fanów Budki Suflera było pojawienie się na scenie seniora rodu. Z charyzmą równą znacznie przecież młodszym synom, zaśpiewał kilka przebojów swojego dawnego zespołu, a także utwór z repertuaru Czesława Niemena „Jednego serca”.

Po występie Braci odbył się pokaz sztucznych ogni. Sobotni koncert zakończył Andrzej Piaseczny. Czekała na niego pokaźna grupa młodych wielbicieli, którzy jeszcze przed pojawieniem się wokalisty na scenie głośno skandowali jego imię, a potem żywiołowo tańczyli i śpiewali wraz z nim wszystkie piosenki. Andrzej Piaseczny zaprezentował swoje najbardziej znane utwory, zarówno te z solowego okresu twórczości, jak i czasów, gdy występował w zespole Mafia i z Robertem Chojnackim. Sięgnął także po repertuar innych wykonawców, m.in. zespołu Hey i Edyty Bartosiewicz. Kiedy na bis zaśpiewał piosenkę „Imię deszczu”, zaczęło lekko kropić. Sam wokalista żartował, że to pewnie przez niego.

Podczas sobotniego koncertu z emocjonalnym apelem do młodych uczestników imprezy wystąpił Mariusz Korpoliński. Prowadzący przestrzegał ich przed zażywaniem dopalaczy. Prosił, aby nie stali się królikami doświadczalnymi różnych domorosłych chemików, tworzących śmiercionośne substancje. Nie żałował przy tym mocnych słów. – Dopalacze to g... – wołał ze sceny Korpoliński, spotykając się z owacją publiczności.

NIEDZIELNA NAWAŁNICA

Finał Dni i Nocy zdominowała aura. Tuż przed zaplanowanym po godzinie 19.00 oficjalnym zamknięciem imprezy nad miastem przeszła gwałtowna nawałnica. Ulewa i silny wiatr spowodowały, że trzeba było opuścić dach sceny, chroniąc ją w ten sposób przed zalaniem. Złamał się też konar jednego z drzew rosnących na dziedzińcu, na szczęście nie wyrządzając nikomu krzywdy. Chyba po raz pierwszy w historii, uroczystość zwrotu przez Juranda kluczy burmistrz odbyła się w pomieszczeniach ratusza. Wieczorny koncert znacząco się opóźnił. Technicy i oświetleniowcy musieli przywrócić scenę do stanu używalności. W konsekwencji pierwsza gwiazda wieczoru, zespół Top One, rozpoczęła występ z około godzinnym opóźnieniem. Dość liczni fani tanecznych rytmów cierpliwie czekali jednak na pl. Juranda na swoich ulubieńców. Na zakończenie święta miasta zagrali jeszcze Pectus i znana najbardziej z udziału w reklamie jednej z sieci oferujących sprzęt elektroniczny, Ewelina Lisowska.

Podczas trzydniowej imprezy nie zanotowano żadnych poważnych incydentów. Być może wpływ na miały wzmożone patrole policji, które dało się zauważyć w różnych punktach miasta. Uczestnicy chwalili organizatorów również za to, że na teren, gdzie odbywały się koncerty, nie można było wnosić napojów alkoholowych. W tym roku ochrona pilnowała też, aby na pl. Juranda nie palono papierosów. Ci, którzy wyłamali się z zakazu, musieli liczyć się ze zdecydowaną reakcją pilnujących porządku.

(kee){/akeebasubs}