W nocy z czwartku na piątek w Sędańsku doszczętnie spłonął dom jednorodzinny. Po ugaszeniu ognia w jednym z pomieszczeń strażacy odnaleźli zwęglone zwłoki 62-letniego mężczyzny.
Tragedia rozegrała się w nocy z czwartku na piątek (26/27 września) w Sędańsku. W stojącym przy głównej drodze wsi jednorodzinnym domu wybuchł pożar. Na nieszczęście został bardzo późno zauważony przez sąsiadów.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Służby ratunkowe zaalarmował po godzinie 1.00 inny mieszkaniec wsi, Dariusz Rówienicz. - Obudziła mnie żona, która słyszała trzask dachówek. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem płomienie. Natychmiast zadzwoniłem pod numer alarmowy 112 – relacjonuje pan Dariusz. Dodaje, że dyspozytor chyba mu nie uwierzył, bo na miejsce jako pierwsza przyjechała policja, a po niej, według szacunków naszego rozmówcy dopiero po ok. 25 minutach – straż pożarna. - To już jednak nie miało większego znaczenia, bo cały dom był ogarnięty pożarem – mówi pan Dariusz.
To, że ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał, potwierdza oficer prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Szczytnie kpt. Łukasz Wróblewski. - Kiedy na miejsce dotarły pierwsze zastępy straży, obiekt w całości był objęty ogniem, a część stropu zawaliła się do wewnątrz – informuje strażak. Początkowe relacje świadków mówiły o tym, że w środku mogą znajdować się dwie osoby. W pierwszej fazie działań, ze względu na wysoką temperaturę i spadające elementy konstrukcji dachu, pożar gaszono od zewnątrz. Po opanowaniu ognia, w pomieszczeniu gospodarczym domu, ratownicy odnaleźli zwęglone zwłoki. Okazało się, że to 62-letni mężczyzna, który mieszkał tu samotnie. Strażacy przekopali pogorzelisko, ale nikogo poza nim już nie odnaleźli.
Rzecznik szczycieńskiej komendy straży pożarnej przyznaje, że czas dojazdu do akcji był rzeczywiście wydłużony, ale nie trwał 25, a 15 minut. Czym było to spowodowane? - Złymi warunkami atmosferycznymi, które panowały tej nocy, a zwłaszcza mgłą – odpowiada kpt. Wróblewski.
Zmarły mężczyzna był dobrze znany mieszkańcom Sędańska. Żył bardzo skromnie i utrzymywał się z pomocy świadczonej przez opiekę społeczną. W domu nie było prądu. Były sołtys Reinhold Jonik mówi, że 62-latek od pewnego czasu uskarżał się na złe samopoczucie. - Może zasłabł, a pożar powstał od świeczki – dywaguje pan Reinhold.
Oficjalna przyczyna tragedii nie jest jeszcze znana. W gaszeniu pożaru brało udział blisko 40 strażaków z KP PSP w Szczytnie, a także jednostek OSP z Jedwabna, Szyman, Nowego Dworu, Olszyn, Płozów i Trelkowa.
(ew)
