Wybory samorządowe tuż – tuż. Wprowadzone w Kodeksie wyborczym zmiany powodują, że będą się one różnić od poprzednich. Jedną z najważniejszych nowości jest powołanie dwóch komisji. W Szczytnie kandydatów do zasiadania w nich nie brakowało. Okazuje się jednak, że teraz część członków z tego rezygnuje. - To bardzo nieodpowiedzialne zachowanie – ocenia sekretarz miasta Lucjan Wołos.
REZYGNUJĄ Z KOMISJI
Już w najbliższą niedzielę wybierzemy swoich przedstawicieli do poszczególnych szczebli władz samorządowych. Tegorocznym wyborom towarzyszyć będzie wiele nowości wynikających ze zmian w Kodeksie wyborczym. Najważniejsza z nich przewiduje powołanie dwóch komisji. Pierwsza, potocznie zwana dzienną, będzie się zajmować głównie wydawaniem kart do głosowania. Druga, nocna ma za zadanie liczyć głosy. Będzie w nich zasiadać od minimum 5 do maksimum 9 osób. W Szczytnie problemu z ich obsadą nie było. - Z wyjątkiem jednej, wszędzie musieliśmy przeprowadzić losowania – informuje sekretarz miasta Lucjan Wołos, pełnomocnik burmistrza do spraw przeprowadzenia wyborów. Problemy pojawiły się jednak już po wyłonieniu składów. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Niektórzy jako powód rezygnacji podali pokrewieństwo w stosunku do kandydatów. W świetle przepisów rzeczywiście jest to przeszkoda. Jednak, jak zauważa sekretarz, chętni do pracy w komisjach byli o tym wcześniej informowani. - Ci ludzie podpisywali oświadczenia, że spełniają wszelkie kryteria, a teraz prawie w ostatniej chwili się wycofują. To bardzo nieodpowiedzialne zachowanie – ocenia Wołos. Składy komisji, w przypadku rezygnacji któregoś z członków, nie będą uzupełniane o osoby, które odpadły w losowaniu. Nadal bowiem spełniają określone przepisami kryteria dotyczące liczebności. Stałoby się tak dopiero, gdyby skład stopniał do mniej niż pięciu członków.
ILE DOSTANĄ DIETY?
Dieta za zasiadanie w komisji wynosi 380 zł (przewodniczący), 330 zł (zastępca przewodniczącego) i 300 zł (zwykły członek). - Uważam, że to dobre pieniądze, ale są ludzie, którzy mają na ten temat inne zdanie. Pamiętam, jak moja żona pracowała w komisji za 100 zł i wcale nie narzekała – mówi sekretarz. Przy okazji zauważa jednak, że stawki nie są do końca sprawiedliwe, bo więcej pracy będą mieli członkowie komisji nocnych.
BZDURNE NOWINKI
Swoje głosy mieszkańcy będą wrzucać do przezroczystych urn. Sekretarz Wołos przyznaje, że nie bardzo rozumie, czemu mają one służyć. - To kolejna bzdura wymyślona przez ustawodawcę. Przecież one nic nie dają – przekonuje. Jako bzdurny określa też pomysł, z którego jednak się wycofano, z montowaniem w lokalach kamer. - Teraz Państwowa Komisja Wyborcza pisze do nas, że tam, gdzie jest monitoring, na przykład w szkołach, musimy go wyłączyć – nie kryje irytacji.
Nie do końca wypalił też pomysł z urzędnikami wyborczymi będącymi przedstawicielami komisarza wyborczego w terenie. Początkowo miało być ich trzech w każdej gminie. Stawiano również wymóg, by byli to prawnicy. Szybko okazało się jednak, że chętnych do obsady tych stanowisk brak. Ostatecznie pozostano przy jednym komisarzu na gminę i nie musi to być już prawnik. - Nikt nie jest w stanie do końca zrozumieć jego roli. W teorii ma on bardzo dużo przypisanych czynności, a w praktyce i tak wszystko my musimy robić – zauważa Wołos.
WYNIKI Z OPÓŹNIENIEM?
Sekretarz obawia się, że wprowadzone w Kodeksie wyborczym zmiany opóźnią podanie wyników, a to z pewnością nie będzie się podobało mieszkańcom. - Już dziś wiemy, że wszystko się wydłuży. Nie wiadomo na przykład, ile potrwa przekazanie protokołów przez pierwszą komisję drugiej. Z kolei zagadką pozostaje też, kiedy ta druga weźmie się do pracy i kiedy ją skończy – dzieli się swoimi rozterkami sekretarz. Na wydłużenie czasu pracy komisj wpłynie też zmiana dotycząca znaczków stawianych przez wyborców na kartach do głosowania. Do tej pory zawsze był to „krzyżyk”. Teraz mogą to być inne znaki, co pozostawia szerokie pole do interpretacji. - Komisja będzie musiała wypracować wspólne stanowisko, sięgnąć do nowej instrukcji – tłumaczy Wołos. - Te wszystkie zmiany nie trzymają się kupy – podsumowuje. Według niego, jeśli już miałyby być wprowadzane, to nie przy tych wyborach, które z racji swojej wielostopniowości, są najtrudniejsze. Lepiej, zdaniem sekretarza, byłoby przetestować te nowinki np. przy wyborach do europarlamentu.
(ew){/akeebasubs}
