Pan Kazimierz, mieszkaniec Piwnic Wielkich, pasjonat historii ziemi mazurskiej, chce ją przybliżyć turystom i miejscowym. Wytwarza pamiątki regionalne, ale i rekonstruuje siedlisko staropruskie, które nie tylko będzie można zwiedzać, ale i w nim zamieszkać, aby posmakować średniowiecznego stylu życia.

Pasje pana Kazimierza

Kazimierz Abramczyk to nietypowy twórca ludowy, bo z dyplomem warszawskiej politechniki. Obecnie mieszka w Piwnicach Wielkich, do których sprowadził się 30 lat temu z Kurpiowszczyzny. Przez jakiś czas pracował w podszczycieńskim Frenoplaście, ale upodobał sobie spokojne, wiejskie, samowystarczalne życie. Ma smykałkę do majsterkowania, a zdolności manualne wykazywał już w dzieciństwie.

- Moja rodzina żyła skromnie, więc jeśli chciałem zabawkę, musiałem zrobić ją sam - wspomina pan Kazimierz.

{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}

MAZURY ZAKLĘTE W SŁOIKU

Panu Kazimierzowi, jako miłośnikowi chemii, nie są też obce kulinaria. Jak nam mówi, kuchnia domowa to nic innego, jak laboratorium chemiczne, które czasami wymaga poeksperymentowania. Przed laty brał udział w różnych regionalnych konkursach kulinarnych, m. in. w Giżycku. Gdy dzwonił do organizatora, wskutek słabego połączenia, nie dosłyszał nazwy i z „Mazur zamkniętych w słoiku” przeinaczył ją na „Mazury zaklęte w słoiku”. Tak już potem pozostało, organizatorowi spodobała się ta nowa nazwa. Na konkurs pan Kazimierz sporządził marynowanego borowika, ale nie w occie, a zalewie z... kwasu mlekowego. Zdobył pierwszą nagrodę i potem wygrywał kolejne tego typu kulinarne zmagania.

Borowiki z własnego zbioru marynowane w kwasie mlekowym wywarza do dziś i znane są one w całym kraju. Wekuje je w małych słoiczkach po jednej sztuce i sprzedaje jako regionalne specjały.

- Walory smakowe i zdrowotne są dużo większe niż tradycyjnej marynaty w occie – zachwala swój produkt kulinarny eksperymentator.

PRUSKIE BABY

Inna pasja pana Kazimierza to dłubanie w drewnie. Gdy w 2006 r. otrzymał propozycję od twórców projektu „Mazurski Fenix” na wykonanie czegoś w rodzaju loga, czyli baby pruskiej, nie wahał się ani chwili.

„Pruskie baby” to kamienne posągi z czasów staropruskich, wbrew nazwie przedstawiające nie kobiety, a mężczyzn. Są różne hipotezy na temat tego, kiedy dokładnie powstały i co symbolizują. Pan Kazimierz podziela pogląd tych badaczy, którzy twierdzą, że pochodzą jeszcze z czasów sprzed najazdu krzyżackiego i upamiętniają staropruskich wojowników-bohaterów.

Wytwarza je głównie z drewna w niewielkim warsztacie, jako regionalne pamiątki. Są one nieduże, bo kilkucentymetrowej wysokości. Ma jednak w swoim dorobku i daleko większe, nadnaturalnej wielkości, które wykonuje ze styrobetonu. Jedno z takich jego dzieł stoi na dziedzińcu Zamku Kapituły Warmińskiej w Olsztynie. Jest to nieoficjalna maskotka miasta i jak podaje portal olsztyn.nasemiasto.pl stanowi jeden z najczęściej fotografowanych obiektów w mieście.

Kazimierz Abramczyk produkuje też pamiątki w postaci kubków z drewna brzozowego i chochli. W tym sezonie powinny być sprzedawane w punktach informacji turystycznej w Szczytnie, w których brakowało dotąd tanich regionalnych suwenirów.

ŚREDNIOWECZNE SIEDLISKO

Prace nad pruskimi babami spowodowały, że panem Kazimierzem zawładnęła kolejna pasja – fascynacja historią ludu pruskiego. Niestety, nie ma na rynku wydawniczym zbyt wiele publikacji na ten temat. Sumując zdobytą wiedzę z własną intuicją, postanowił odtworzyć w naturalnej skali zabudowania tworzące staropruskie gospodarstwo. Materiał budowlany to oczywiście drewno, które zabezpiecza jedynie naturalną bejcą, wytwarzaną na bazie kory z rozmaitych gatunków drzew.

Sam jeden z okazjonalną pomocą rodziny już zbudował zręby tego ambitnego przedsięwzięcia - palisadę, dom mieszkalny, a niedługo dołączą do tego obiekty gospodarcze i sauna, bo Prusowie korzystali z takich udogodnień cywilizacyjnych, zupełnie nieznanych ówczesnym Słowianom.

Całość ma być w pełni użytkowa i to do tego stopnia, że turyści odwiedzający rekonstrukcję, będą mogli nie tylko wszystkiego dotykać, ale i zamieszkać, smakując pruskiego stylu życia - zbierania grzybów, gotowania potraw z naturalnych składników, itp. Będzie też i coś dla ducha - ołtarz z pogańską kapłanką i szaman. Oficjalne otarcie planowane jest na wrzesień bieżącego roku, choć jak zastrzega twórca siedliska, dopracowanie obiektu zajmie mu pewnie lata.

Marek J.Plitt

{/akeebasubs}