Burmistrz Pasymia Bernard Mius ma wielkiego pecha. Nie dość, że kierowany przez niego samorząd wpadł w poważne tarapaty finansowe, to jeszcze włodarz otrzymał ostatnio dotkliwy cios wizerunkowy. Przegrał w esemesowym głosowaniu oceniającym samorządowców z terenu województwa, choć niemal do końca zajmował pierwsze miejsce. Wiele osób zastanawia się, kto zrobił burmistrzowi taki kawał. - Pewnie wynik plebiscytu byłby dla niego korzystniejszy, gdyby nie to, że ktoś blisko z nim związany lub on sam wysyłał jednocześnie negatywne głosy na swoich głównych oponentów – komentuje jeden z pasymskich radnych.
KATASTROFA ZA PIĘĆ DWUNASTA
Burmistrz Mius nie ma ostatnio wielu powodów do zadowolenia. Rządzona przez niego gmina boryka się z poważnymi kłopotami finansowymi i stoi na skraju bankructwa. Trudno się dziwić, że teraz każdy sukces, zwłaszcza wizerunkowy, byłby dla włodarza na wagę złota. Tymczasem prześladuje go pech, nawet w esemesowych konkursach. Zabawę taką, polegającą na ocenianiu samorządowców zorganizowała jesienią jedna z gazet. Czytelnicy mogli głosować na „tak”, albo „nie”. Suma głosów decydowała o ostatecznym wyniku. Zabawa trwała przez kilka tygodni, ale nie cieszyła się zbyt dużym powodzeniem. Na poszczególnych wójtów, burmistrzów i radnych oddawano małą liczbę głosów. Niemal do samego końca na pozycji lidera plasował się burmistrz Pasymia. Sam przyznaje, że jeszcze do 22.30, na półtorej godziny przed zamknięciem głosowania, jego wynik wydawał się niezagrożony. Burmistrz miał 319 SMS-ów na „tak”. W pewnym momencie sprawy zaczęły jednak przybierać niekorzystny dla pasymskiego włodarza obrót.
{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Godzinę przed zakończeniem plebiscytu lawinowo napływały głosy na „nie”. Ostatecznie, z pierwszej pozycji Mius spadł na ostatnią. Burmistrz przyznaje, że wynik sprawił mu przykrość, ale dziś o wszystkim już zapomniał. Zaprzecza też, aby to on sam wysyłał na siebie SMS-y. Wyklucza również, aby robili to podlegli mu urzędnicy. - Gdybym się dowiedział, że tak postępują i wykorzystują do tego celu służbowe telefony, obciążyłbym ich kosztami – zapewnia burmistrz.
KTO MIECZEM WOJUJE ...
Któż mógłby zrobić włodarzowi tak brzydki kawał? Tego nie wiadomo, ale Mius ma kilkuoponentów w Radzie Miejskiej. Jeden z nich, jej wiceprzewodniczący Marcin Nowociński otwarcie deklaruje, że wystartuje w tegorocznych wyborach na burmistrza. Przyznaje, że został poinformowany, iż jest bardzo negatywnie oceniany w odbywającym się plebiscycie i wtedy zaczął śledzić jego wyniki.
- Zdziwiłem się, bo wszyscy inni radni z naszej gminy w ogóle nie mieli żadnych głosów, a wśród „minusowanych” byłem tylko ja, pan Nosowicz i pani Dyrda – mówi Marcin Nowociński. Z jego obserwacji wynika, że w czasie, kiedy na oponentów burmistrza spływały negatywne SMS-y, na włodarza nie głosował nikt. Gdy przybywało Miusowi, wyniki radnych stały w miejscu. To może świadczyć o tym, że SMS-y wysyłała ta sama osoba.
- Widocznie nie spodobało się to grupie ludzi, którzy postanowili pomieszać szyki burmistrzowi. Oddałem głos na minus dla niego, tak jak wielu innych ludzi, ale proszę mnie nie kojarzyć z organizowaniem tego typu akcji – mówi radny. Potwierdza, że zamierza wystartować w wyborach na burmistrza. - Gdyby dobrze się działo w tej gminie, to pewnie bym się nie zdecydował. Chcę dać mieszkańcom alternatywę wobec tego, co się tu obecnie dzieje – mówi Nowociński.
Do wysyłania negatywnych głosów nie przyznaje się również inny oponent Miusa, były burmistrz, a obecnie radny Wiesław Nosowicz. Nie wierzy też, aby za akcją stał wiceprzewodniczący Nowociński. - Sam nie mógłby wysłać tylu SMS-ów – uważa. Zdaniem radnego nie fair było to, że ktoś, kto słał głosy na burmistrza, jednocześnie „minusował” jego przeciwników.
- Kto mieczem wojuje, od miecza ginie – komentuje inny pasymski samorządowiec.
Bitwa na SMS-y to dowód na to, że nad Kalwą rozpoczyna się już kampania wyborcza. A w niej wszelkie chwyty są najwyraźniej dozwolone …
Ewa Kułakowska
{/akeebasubs}
