Rada Powiatu już po raz drugi odrzuciła petycję Związku Nauczycielstwa Polskiego w sprawie zwiększenia budżetu szkół biorących udział w strajku w 2019 r. W trakcie dyskusji zastępca prezesa powiatowego oddziału związku wytykał staroście, że ten nie dotrzymał składanych trzy lata temu nauczycielom obietnic dotyczących zapłaty za udział w proteście. Jako przykład wzorcowego postępowania stawiał samorząd miejski, który środki wypłacił w ramach dodatku motywacyjnego. To spotkało się z ostrą ripostą radnego Marcina Nowocińskiego.

Nie dadzą kasy za strajk
Radny Marcin Nowociński: - Namawiam związek, żeby się zainteresował tym, jak wyglądają szkoły miejskie, bo dziś nie ma żadnego porównania do szkół powiatowych

SKUTEK INTERWENCJI WOJEWODY

W porządku ubiegłotygodniowych obrad Rady Powiatu już po raz drugi znalazł się punkt dotyczący rozpatrzenia petycji Związku Nauczycielstwa Polskiego w sprawie zwiększenia budżetu szkół biorących udziału w strajku. Związkowcy złożyli ją już w lutym 2020 r., ale po raz pierwszy była ona rozpatrywana dopiero w … kwietniu tego roku. Wówczas radni ją odrzucili. To, że temat wrócił na obrady to skutek interwencji wojewody, który uznał za zasadną skargę ZNP w tej sprawie i nakazał ponowne rozpatrzenie petycji. W związku z tym jej analizą zajęła się znów komisja skarg, wniosków i petycji, która po raz drugi uznała ją za bezzasadną. Swoje stanowisko uzasadniała m.in. faktem, że postulat związkowców dotyczy roku budżetowego 2019, który już dawno został zamknięty. Ponadto komisja wskazała, że Rada Powiatu nie jest władna do decydowania o podziale środków przekazywanych szkołom na poszczególne składniki wynagrodzenia, bo to leży w gestii dyrektorów.

NIEDOTRZYMANA OBIETNICA?

Adam Bednarski stawiał za wzór władzom powiatu samorząd Szczytna

Zanim radni zajęli stanowisko w tej sprawie, głos zabrał zastępca prezesa oddziału powiatowego ZNP Adam Bednarski. Wytykał staroście Jarosławowi Matłachowi, że ten w czasie strajku odwiedzał szkoły i miał zapewniać nauczycieli, że otrzymają za ten czas wynagrodzenia.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Złożona w 2020 r. petycja była reakcją na brak realizacji obietnic składanych przez pana starostę na spotkaniach z uczestnikami strajku – mówił. Jako przykład tego, że istniały prawne możliwości przekazania protestującym wynagrodzeń, wymienił m.in. samorząd Warszawy oraz miasta Szczytna. W tym drugim środki te wypłacono w ramach dodatku motywacyjnego. Przypominał też radnym Marcinowi Nowocińskiemu i Janowi Lisiewskimu, reprezentującym komitet wyborczy Porozumienie Szczycieńskie, że ci przed wyborami samorządowymi w 2018 r. byli sygnatariuszami porozumienia z ZNP o współpracy. Jako tych, którzy się z niego wywiązali i wspierają działania związku wymienił radnych Arkadiusza Leskę i Zygmunta Rząpa. - Czy zapis przedwyborczego porozumienia mamy traktować jako gest bez żadnej wartości? - zastanawiał się wiceprezes Bednarski, sugerując, że Rada Powiatu jest manipulowana i nie podejmuje autonomicznych decyzji. Zapowiedział, że w przypadku ponownego odrzucenia petycji związek rozważy możliwość podjęcia obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej. - Niewykluczone, że sięgniemy po takie formy działania i nacisku na organy stanowiące i wykonawcze powiatu, którymi zainteresowane będzie nie tylko środowisko nauczycielskie, ale również społeczeństwo lokalne – mówił Adam Bednarski, nie podając jednak żadnych szczegółów jak miałoby to wyglądać.

DLACZEGO TYLKO POWIAT?

Przewodniczący Rady Powiatu Jan Lisiewski dopytywał przedstawiciela ZNP, czy i do jakich innych samorządów związek kierował podobne petycje. Wiceprezes odpowiadał, że tego typu postulaty nie były zgłaszane do wójta gminy Szczytno, bo ten już na samym początku zapowiedział, że żadnych wypłat za czas strajku nie będzie. Z wypowiedzi Bednarskiego wynikało, że satysfakcjonujące nauczycieli rozwiązanie znalazło tylko miasto Szczytno, a petycja została złożona do władz powiatu dlatego, że padły w tej sprawie konkretne obietnice z ust starosty.

Wywołany do tablicy Jarosław Matłach zaprzeczał, aby obiecał protestującym nauczycielom wypłatę wynagrodzeń za czas, kiedy powstrzymywali się od pracy. Potwierdzał, że odwiedzał ich podczas protestu i deklarował, że popiera ich postulaty, bo pensje pedagogów są żenująco niskie. - To są jednak dwie różne rzeczy. Może zostałem źle zrozumiany – mówił starosta. Przy okazji „wbił szpilę” związkowcom, zarzucając im, że zaprzestali protestu. - Ten strajk został przerwany nie wiem dlaczego. ZNP zrezygnował ze strajku do końca, nie podjął tej rękawicy, przestraszył się, że będą matury i presja rodziców – wytykał związkowcom Matłach. Przekonywał, że wypłata wynagrodzeń uczestnikom protestu byłaby niezgodna z prawem i stawiałaby w trudnej sytuacji dyrektorów. Ci musieliby się tłumaczyć, dlaczego strajkujący otrzymali dodatki motywacyjne, a ci, którzy do strajku się nie przyłączyli zostali ich pozbawieni. - Naprawdę nie rozumiemy, dlaczego tylko samorząd powiatowy jest obarczany tą petycją – mówił starosta.

ZAINTERESUJCIE SIĘ LEPIEJ MIEJSKIMI SZKOŁAMI

Głos zabrał także zasiadający w komisji oświaty radny Marcin Nowociński, pełniący w poprzedniej kadencji funkcję wicestarosty. Jego irytację wzbudziły pochwały związkowców pod adresem miasta. - Ja zapraszam dziś do szkół miejskich, żeby zobaczyć, w jakich warunkach pracują nauczyciele – mówił, powołując się na sytuację w placówce, do której uczęszcza jego córka. - Jestem przerażony panującymi tam warunkami. Namawiam związek, żeby się zainteresował tym, jak wyglądają szkoły miejskie, bo dziś nie ma żadnego porównania do szkół powiatowych – kierował swój apel do ZNP radny, podkreślając, że w czasie, kiedy był bliskim współpracownikiem obecnego starosty miał okazję przekonać się, jak ważne dla niego były sprawy oświaty.

Ostatecznie radni odrzucili petycję po raz drugi. Za uznaniem jej za bezzasadną padło 14 głosów, 1 był przeciw i 2 wstrzymujące.

Ewa Kułakowska{/akeebasubs}