Przed niespełna tygodniem większość z nas chyba bezboleśnie przetrwała drugi – i ostatni w tym roku – piątek trzynastego.

Ten dzień jest w świeckiej tradycji utożsamiany z czymś pechowym, a lęk przed piątkiem trzynastego ma nawet swoją uczoną i odpowiednio trudną nazwę – paraskewidekatriafobia. Stworzono kilka teorii dotyczących źródła owych lęków, ale wchodzimy tu już w sferę przesądów. Przesądów, czyli biorących się w zasadzie znikąd przekonań w istnienie związku: przyczyna-skutek między jakimiś zdarzeniami. Woleliśmy nie wprawiać w zakłopotanie mieszkańców i nie przeprowadzaliśmy ulicznej sondy dotyczącej naszej przesądności, lecz czy na pewno nikt z nas nie komentuje podawania ręki nad progiem, nie zastanawia się, co zrobić, gdy drogę przebiegnie nam czarny kot, nie chwyta za guzik, gdy zobaczy (a coraz rzadszy to widok na ulicy) idącego kominiarza lub nie martwi się z powodu rozsypania całkiem taniej obecnie soli?
W licznej grupie przesądów znajduje się również ten mówiący o nieprzechodzeniu pod drabiną. Być może z tego przekonania wziął się kultywowany przez niektórych zwyczaj omijania tablic z dwiema podpórkami (fot. 1) . Widoczne na zdjęciu łysiny na trawie nie wzięły się np. z rozsypania (niechcący) w tym miejscu soli, tylko z wydeptania jej przez osoby wolące nie kusić losu.
- Ja kiedyś stłukłam lustro, a nie miałam siedmiu lat nieszczęścia – powiedziała nam niedawno znajoma 11-letnia dziewczynka, która najwyraźniej o kolejnym z przesądów słyszała. Gorzej sprawa wygląda z pobitymi lustrami zamontowanymi w samochodach lub znajdującymi się np. na skrzyżowaniach. Wtedy (jak u zbiegu szczycieńskich ulic 3 Maja i Lipperta, (fot. 2) o nieszczęście nietrudno i skutek całkowicie racjonalnie może łączyć się z przyczyną.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NABOŻEŃSTWA FATIMSKIE

W piątek trzynastego w niektórych kościołach katolickich naszego powiatu odprawiono trzecie w tym roku nabożeństwa fatimskie. To upamiętnienie objawień Matki Bożej, które miały miejsce w 1917 roku w portugalskiej Fatimie. Do pierwszego z nich doszło 13 maja, ostatnie, szóste, nastąpiło w październiku – stąd wprowadzony w Kościele zwyczaj odprawiania od maja do października nabożeństw ku czci Matki Bożej.
W Szczytnie nabożeństwa takie odbywają się od kilku lat w kościele Wniebowzięcia NMP. Na początek uczestniczący w nich licznie wierni wyruszają z procesją dookoła świątyni (fot. 3), odmawiając Litanię loretańską, potem, podczas różańca dziękują Matce Bożej za otrzymane łaski i proszą o wstawiennictwo. Całość wieńczy msza z kazaniem.

Nieco dłuższą tradycję mają podobne nabożeństwa w kościele w Rozogach (fot. 4). Może nie wszyscy wiedzą o tym, że tamtejsza świątynia to jedyne w naszym powiecie sanktuarium – i to właśnie Matki Boskiej Fatimskiej. Z tego m.in. powodu tuż przy świątyni wytyczono alejki, a centralne miejsce zajmuje grupa figur nawiązujących do objawień z 1917 roku – ukazuje ona Matkę Bożą i troje pastuszków, którym się ukazywała (fot. 5).
Nie brakuje także mieszkańców Szczytna, którzy na nabożeństwa fatimskie jeżdżą… aż pod granicę z Rosją. Niespełna rok temu nabożeństwa te zainicjował proboszcz parafii Momajny –Skandawa ks. Paweł Kacprzak, który pochodzi ze Szczytna i przez parę lat pełnił tu posługę jako wikariusz. Choć teren jego obecnej parafii zamieszkuje mniej niż tysiąc osób, kapłan potrafi przyciągnąć pokaźną rzeszę wiernych (fot. 6).
GDZIE PARKOWAĆ

Stały od lat wakacyjny obrazek w Szczytnie to zastawiony samochodami plac Juranda (fot. 7). Tak jest co najmniej tuż przed południem i we wczesnych godzinach popołudniowych. Widzimy, że kierowcy szanują specjalne miejsce dla osób niepełnosprawnych, ale z niewjeżdżaniem na strefę dla taksówek i przystanek autobusowy przy ul. Kasprowicza bywa różnie. Niemal aż do restauracji „Zacisze” zajęte są wszystkie dostępne miejsca przy ul. Spacerowej (fot. 8). Z jednej strony należy się cieszyć, że ktoś do nas zajeżdża i daje zarobić lokalom gastronomicznym czy sklepom, z drugiej jednak od lat słyszy się, by plac przestał być głównie letnim parkingiem, a zaczął pełnić inne funkcje. Kierowcom, którzy przejeżdżają przez Szczytno – a także samym mieszkańcom – trudno przestawić się na dostępne już od paru lat pobliskie- i to całkiem spore - parkingi. Gdy pod koniec ubiegłego tygodnia robiliśmy zdjęcia, przeszliśmy się również na parking w pobliżu hotelu „Krystyna”, przy zbiegu ulic Barcza oraz Żwirki i Wigury.

Był wypełniony mniej więcej w połowie. Czyżby zmotoryzowanych odstraszał znak na ul. Odrodzenia informujący o konieczności pokonania całych 150 m? Niewiele więcej (bo 200 m) jest od znaku przy ul. Kościuszki do parkingu przy ul. Lipperta. Tam znajduje się nawet miejsce zarezerwowane specjalnie dla autobusów, choć akurat dłuższym i szerszym pojazdom wjechać w tę ulicę łatwo nie jest. Po ubiegłotygodniowych opadach deszczu dotarcie do samego celu utrudniał stan parkingu, a szczególnie wjazd z ulicy. Plac nie jest odpowiednio utwardzony i potworzyły się całkiem głębokie kałuże (fot. 9). Gdy robiliśmy zdjęcie, znalazł się akurat śmiałek, który na ten pustawy parking wjechał. Ktoś sobie na szczęście uświadomił, że parking przyda się niewątpliwie podczas rozpoczynających się Dni i Nocy i na początku bieżącego tygodnia wjazd wyglądał może niekoniecznie idealnie, ale już lepiej (fot. 10).
PECHOWA STREFA{/akeebasubs}
