... z wypraw pamiątka. W wielu miejscach, które odwiedzamy możemy uzyskać pamiątkowy odcisk pieczęci. Stempelek upamiętnia fakt naszej bytności w ciekawym zakątku. W takie akcesoria wyposażone są wszystkie schroniska PTTK-u, muzea i różnego rodzaju instytucje prowadzące działalność kulturalną. 

Pieczątka...
U góry „Kręcioły” z ks. Józefem Midurą w Rozogach, październik 2001 r. Na dole w Klonie z ks. Zbigniewem Ostrowskim

... z wypraw pamiątka. W wielu miejscach, które odwiedzamy możemy uzyskać pamiątkowy odcisk pieczęci. Stempelek upamiętnia fakt naszej bytności w ciekawym zakątku. W takie akcesoria wyposażone są wszystkie schroniska PTTK-u, muzea i różnego rodzaju instytucje prowadzące działalność kulturalną. Oczywiście nie jest to obowiązek, ale miłe, pożądane i poszukiwane przez turystów dopełnienie potwierdzenia osiągniętego celu. W schroniskach górskich poduszka z tuszem i stempelkiem cieszy się wielkim powodzeniem i dla przykładu podam, że do stolików przytwierdzona jest sznurkiem lub nawet łańcuszkiem. Każdy turysta chce posiadać jej odcisk na pocztówce, mapie, a przede wszystkim w specjalnej książeczce. Czasem komuś tak się spodoba, że zostawia tylko sznureczek. Przekonałam się o tym w jednym ze schronisk, bo należę do ludzi, którzy stempelki zbierają i sobie na pamiątkę odciskają. Więc doznałam wielkiego rozczarowania, gdy właśnie taki ślad po pieczątce odkryłam. Przy okazji dowiedziałam się, że bywa, iż w ciągu roku kilka pieczątek schronisko musi zamawiać. Cóż, „kolekcjonerzy” nie znają skrupułów.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

W domowym archiwum przechowuję wiele potwierdzeń zdobytych szczytów, czy też odwiedzonych miejsc. Jednak moją największą chlubą są Książeczki Wycieczek Kolarskich zawierające całą kolekcję pieczątek potwierdzających przemierzone trasy rowerowe. Tu muszę zdradzić, że najpiękniej prezentują się odciski pieczęci kościelnych. Jestem z nich dumna, choć przyznam, że ich zdobycie nie zawsze było łatwe. Musiałam do danego miejsca pokonać wiele kilometrów, potem w pokorze uczestniczyć we mszy świętej, a na koniec prosić proboszcza o odcisk we wspomnianej książeczce. Wiadomo, taka parafialna pieczęć jest zamknięta w sejfie i nie powinna być stawiana bez uzasadnienia. Jednak księża, których o to prosiłam, nie robili problemów. Mam piękne odciski z parafii w Szczytnie, Lipowcu, Gawrzyjałkach, Klonie, Rozogach, Farynach, Łysych, Świętej Lipce, Gietrzwałdzie... Za każdym razem „kręciołowe” grono mile było widziane i nawet parę razy „spadliśmy z ambony” witani przez odprawiających mszę duchownych. Książeczki Rowerowe posiadało kilka osób, ale zwykle ja byłam wyznaczana do rozmów z księżmi. Pewnego razu trafiliśmy na mszę w Farynach, ale po jej zakończeniu odbywało się spotkanie z rodzicami, których dzieci przystępowały do Pierwszej Komunii. Moi koledzy bardzo się denerwowali i nie chcieli czekać na zakończenie spotkania. Poprosiłam o cierpliwość i oświadczyłam, że natychmiast to załatwię. Gdy zbierałam książeczki jedna z osób powiedziała: „I ty sobie wyobrażasz, że proboszcz zostawi kościół, parafian i zajmie się naszymi książeczkami?!” Nie odpowiedziałam nic, podeszłam do księdza Józefa Dziwika i szybko wyjaśniłam jaką mam prośbę. Roześmiał się, przeprosił parafian i pomaszerował ze mną na plebanię, by przystawić pieczęć. Podziękowałam, a duchowny skomentował, „To tylko dlatego, że kolejny raz widzę was na moich mszach”. Cóż, kościółek w Farynach urokliwy, a ksiądz dla rowerzystów bardzo był życzliwy.

Pieczątka...
Kolekcja archiwalnych pieczątek z Gabinetu Wspomnień

Ze zdobyciem pieczątek do wspomnianych książeczek nie mieliśmy problemu jeśli chodzi o kościoły i wspaniałomyślność duchownych. Problemy z ich postawieniem miewali natomiast urzędnicy. Latem 2002 wybrałam się z koleżanką do Olsztyna. W planie był spacer po Starym Mieście oraz wizyta w Urzędzie Miejskim celem uzyskania potwierdzenia wycieczki przepiękną pieczątka z herbem Olsztyna. Pierwsza część zadania została wykonana i przypinając rowery weszłyśmy do gmachu urzędu. Siedzącej w sekretariacie pani wyjaśniłam cel wizyty, kładąc na biurku książeczki i demonstrując inne, zdobyte w różnych miejscach pieczęcie. Urzędniczka nawet słyszeć nie chciała i kategorycznie odmówiła przystawienia stempelka. Wtem drzwi się otworzyły, w progu stanął ówczesny Prezydent Olsztyna Jerzy Małkowski i na nasz widok zawołał: „O, „Krecioły” ze Szczytna”. Natychmiast to wykorzystałam, mówiąc o trudzie pokonaniu 50 km rowerem i prosząc o pieczęć. Pan Prezydent tylko się roześmiał i polecił pracownicy spełnić naszą prośbę. Cóż, urzędniczka wyjścia nie miała i polecenie wypełniła. Gdy nas żegnała spytała tylko: „Wy jesteście znajomymi prezydenta?” . Szybko pospieszyłam z odpowiedzią: „Teraz tak”. Pani się nie zorientowała, że włodarz po prostu przeczytał to, co na koszulkach było wypisane, a przecież paradowałyśmy w organizacyjnym przyodziewku z napisem: „Krecioły” Szczytno.

Jako strażniczka „społemowskiej” historii w Gabinecie Wspomnień przechowuję taką wielką księgę, w której kwitowano odbiór i zwrot służbowych pieczątek, mam też całą kolekcję archiwalnych pieczątek. Z rejestru wynika, że pierwszą pieczątkę wydano 18 marca 1955 r. a ostatnią 31 października 2018 r. Ja swoją pierwszą pieczątkę do rowerowej książeczki zdobyłam w lipcu 2000 r., a ostatni pamiątkowy stempelek przystawiono mi na organizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Szczytnie „Narodowym czytaniu” w dniu 5 września 2020 r. Jednym słowem wszystkie pieczątki, to wspaniałe pamiątki.

Grażyna Saj-Klocek {/akeebasubs}