Starosta Jarosław Matłach, jako jeden z pierwszych w powiecie, został zaszczepiony przeciw COVID-19 w szczycieńskim szpitalu. Zapewnia, że prawa nie naruszył, podobnie jak dyrektor Beata Kostrzewa, która namówiła go na przyjęcie szczepionki.
CZY STAROSTA JUŻ MÓGŁ SIĘ ZASZCZEPIĆ?
W ubiegłym tygodniu w szczycieńskim szpitalu rozpoczęły się szczepienia przeciw COVID-19 w ramach tzw. etapu „0”, obejmującego głównie personel medyczny oraz pracowników administracyjnych służby zdrowia. Pierwsza partia szczepionek, które trafiły do Szczytna, liczyła 150 dawek. Wszystkie one miały czterodniowy termin ważności. Jako pierwsza w środę 30 grudnia została zaszczepiona dyrektor szpitala Beata Kostrzewa. Zastrzyk zrobił jej zastępca ds. lecznictwa doktor Dominik Górski. Dzień później, w sylwestra, szczepionkę otrzymał też starosta Jarosław Matłach. Czy miał do tego prawo? Główny zainteresowany przekonuje, że tak. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Przyznaje jednak, że gdyby dziś dostał propozycję zaszczepienia się, nie przyjąłby jej po burzy, jaką wywołała sprawa kilkunastu osób ze świata sztuki, które otrzymały szczepionkę poza kolejnością.
ZOSTAŁA JEDNA DAWKA
Do zaszczepienia się starostę namówiła dyrektor szpitala Beata Kostrzewa. - Było to po południu w sylwestra. Nasz punkt szczepień kończył już pracę. Wtedy okazało się, że została jedna dawka szczepionki, bo jedna z naszych pracownic, która miała ją przyjąć źle się poczuła – relacjonuje dyrektor. W tej sytuacji miała do wyboru – albo oddać szczepionkę do utylizacji, albo umożliwić jej podanie komuś innemu. - Wtedy poprosiłam starostę, aby się zaszczepił – przyznaje Beata Kostrzewa. Zastrzega, że nie żałuje tej decyzji. Powołuje się przy tym na wytyczne Narodowego Funduszu Zdrowia z 29 grudnia. Mówią one o elastycznym podejściu do szczepień w okresie świąteczno – noworocznym w celu efektywnego wykorzystania szczepionek, które mogłyby się zmarnować. Według pisma, które przedstawia nam dyrektor, do 6 stycznia możliwe miało być szczepienie nie tylko personelu i pracowników niemedycznych, ale także ich rodzin oraz pacjentów szpitali, o ile pozwala na to ich stan zdrowia w razie, gdyby osoby, które miały skorzystać ze szczepionek, nie stawiły się w wyznaczonym terminie. Zdaniem dyrektor starosta jak najbardziej kwalifikował się do zaszczepienia. - Przecież on stale przyjeżdża do szpitala, non stop z nami współpracuje i jest osobą bardzo narażoną na zakażenie – przekonuje, dodając, że szczepieniom zostali poddani m.in. pracownicy techniczni obsługujący gazy medyczne oraz wentylację szpitala.
Beata Kostrzewa ma nadzieję, że całe zamieszanie, paradoksalnie, przyczyni się do promocji szczepień. - Od kilku dni ludzie ciągle do nas dzwonią i pytają, czy mogą się zaszczepić – zdradza dyrektor.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
