Od kilkunastu lat, kiedy zaczynają się wakacje, szczycieńska wieża ratuszowa zostaje otwarta dla turystów, jako atrakcyjny punkt widokowy.

Pierwszy dzień lata
Autorska impresja A. Symonowicza - żagle na Jeziorze Domowym Małym

Od kilku lat, na zasadzie umowy samorządu miasta z Towarzystwem Przyjaciół Muzeum w Szczytnie, na dwa letnie miesiące ja osobiście przejmuję opiekę nad turystycznym obiektem, jako gospodarz jego pomieszczeń. Wygląda to tak, że na pierwszej wieżowej kondygnacji urządzam sobie rodzaj niewielkiej, autorskiej pracowni plastycznej, gdzie rysuję i maluję zlecone mi prace, a niejako przy okazji rozmawiam z letnikami odwiedzającymi wieżę. Odpowiadam na ich pytania, udzielam turystycznych informacji. Także sprzedaję bilety wstępu na wyższe kondygnacje obiektu. Taki wymyśliłem sobie sezonowy półetat, bowiem na wieży przebywam codziennie po cztery godziny. Bardzo sobie ten pomysł chwalę. Mam bezpośredni kontakt z wczasowiczami z całej Polski, a także dość licznymi grupkami obcokrajowców. Całe to towarzystwo, to ludzie wakacyjnie odprężeni, radośni, zadowoleni z życia i ciekawi świata. Świata, czyli w tym konkretnym wypadku Szczytna. Zawsze mamy o czym pogadać. A przy okazji, jeśli akurat coś tam maluję akwarelką, to nie jeden dzieciaczek, zanim pomaszeruje z rodzicami na wyższe kondygnacje, obowiązkowo pomoże mi pokolorować na moim szkicu niebo. Czasem nawet z chmurką.

Widok z najwyższej kondygnacji to fantastyczna panorama. Szczytno jest nieprawdopodobnie malowniczo usytuowane w perspektywie mazurskich lasów i jezior.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  Z wysokości około 12 pięter, bo tak wysoka jest nasza wieża, widać przepiękny kawał Mazur. Zajrzałem do zeszłorocznej dokumentacji kasowej. W ciągu dwóch miesięcy gościliśmy ponad tysiąc turystów dorosłych - płacą za bilety i kilkaset dzieciaków do lat siedmiu. Maluchy nie płacą. Wymieniłem tylko zwiedzających wieżę indywidualnie. A przecież były jeszcze wycieczki.

W tym roku otworzyliśmy wieżę dla zwiedzających 21 czerwca. Czyli w pierwszy dzień lata. Pogoda wspaniała. Ponieważ letnie felietony pisuję zawsze na wieży, to informuję czytelników, że aktualny tekst piszę w niedzielę, czyli w trzeci dzień po otwarciu obiektu. Zdążyłem przez te dni przywitać już 52 osoby biletowane i kilkanaścioro maluchów. Wszyscy turyści są zachwyceni, choć niektórzy nieco zawiedzeni, że z powodu awarii nie było im dane wysłuchać naszych dzwonów. Tak czy inaczej, z mojego punktu widzenia, turystyczne lato zapowiada się wspaniale, choć podczas inauguracji zabrakło huku owych dzwonów.

Jako się rzekło pogoda dopisuje. Nawet z pewną przesadą. Kilkakrotnie w ostatnim tygodniu przespacerowałem się traktem pośród jezior. Plaża pełna, ludzie się kąpią. Obok plaży nowo odrestaurowane molo. Podoba mi się jego obecny wygląd. Tu pozwolę sobie na pewną dygresję. Otóż od iluś tam lat, będąc członkiem jury konkursu „Fotograf Szczycieński”, przeglądam i oceniam, wraz z innymi jurorami, nadesłane zdjęcia. Zawsze, jako temat, dominowało szczycieńskie molo, najczęściej o zachodzie słońca. Obejrzeliśmy ów motyw na setkach nadesłanych prac i szczerze mówiąc mieliśmy go dosyć. I oto jest nowa szansa. Odnowione molo jest inne i może w tym roku uda się naszym artystom zaprezentować coś oryginalnego w owym, jakże wyeksploatowanym, temacie.

W poprzednim „Kurku Mazurskim” przeczytałem list Tadeusza Bogusza na temat stanowisk dla wędkarzy nad jeziorem Małym Domowym. Ciekawy temat dla mnie, jako architekta, ale nie zdążyłem obejrzeć owych, jak pisze Tadeusz, dołów. Zatem chwilowo nie wypowiem się na ów temat. Wkrótce na pewno. Zwłaszcza, że zaciekawiło mnie, na czym polega „ewidentna szkoda dla tysięcy mieszkańców i przyjezdnych”. Co do mnie, nie mam pojęcia o wędkowaniu. Całe życie przemieszkałem w wielkim mieście i ryby kupowałem w Centrali Rybnej. Atoli wiem, jakie znaczenie ma ów sport (hobby?) dla setek, a może nawet tysięcy tutejszych mieszkańców. Po części zapewne także i przyjezdnych. Przeglądając kalendarz zaplanowanych na lato szczycieńskich imprez zauważyłem, że podczas Dni i Nocy Szczytna przewidziano zawody żeglarskie na Jeziorze Domowym Dużym (19 lipca) oraz zawody wędkarskie nad Jeziorem Domowym Małym (20 lipca). Zacznijmy od tych drugich. Czy to może mieć coś wspólnego z opisanymi przez Tadeusza Bogusza stanowiskami? Tego nie wiem, natomiast co do zawodów żeglarskich, to cieszę się, bo mimo że o tym sporcie pojęcie mam raczej marne, to uwielbiam widok licznych żagli nad wodą. Rok temu namalowałem taki sobie obrazeczek, na którym umieściłem kilka łodzi żeglujących po Jeziorze Domowym Małym. Po prostu rozmarzyłem się. Tymczasem wygląda na to, że moje marzenia spełnią się i oba szczycieńskie jeziora zaczną mi przypominać Zalew Zegrzyński. Przez całe długie lata jedyny akwen z jakim miałem do czynienia mieszkając w Warszawie.

Tak, czy inaczej lato zapowiada się ciekawie.

Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}