W poprzednim, debiutanckim odcinku „Brydża w anegdocie” opisałem problemy ze skompletowaniem czwórki do brydża. Co zatem robić wieczorami, gdy odpada opcja karciana? Polecam oglądanie w TV meczów siatkówki. Można przy okazji podziwiać kunszt sprawozdawców. Wynotowałem kilka złotych myśli. Redaktor Marek Magiera tak oto opisuje akcję zawodniczki: „poszła rękami do piłki”.

Piłka z duszą na ramieniu
W 2003 roku Wojciech Wrześniowski (z lewej) grając ze Stanisławem Nowotką wywalczyli Mistrzostwo Województwa Warmińsko-Mazurskiego w Brydżu Sportowym. Otrzymali za to trofea wyrzeźbione w drewnie, z których do dziś są dumni

Mam nadzieję, że pozostałe zawodniczki chodziły nogami, no bo ktoś w końcu musiał rękami odbijać piłkę. Nota bene, piłka, według redaktor Joanny Kaczor-Bednarskiej: „z duszą na ramieniu przeszła nad siatką. Dla mnie to czysty mistycyzm- bez komentarza. Wszystkich przebiła siatkarka Kamila Witkowska, która w wywiadzie po meczu została zapytana o genezę sukcesów w grze o Puchar Europy. Odpowiedziała bez ogródek: „bo dziewczyny robią sobie świetnie”. Nie wiem, czy przeciwnicy LGBT komentowali tę wypowiedź.

Skoro mowa o pucharach, muszę wyznać, że w ciągu wieloletniej kariery brydżowej skompletowałem całkiem pokaźną kolekcję tych trofeów. Były to najczęściej przedmioty wykonane z blachy. Czasami trafiały się kryształowe lub plastikowe. Jednak moje serce skradło trofeum wykonane z drewna. W 2003 roku, grając w parze ze Stanisławem Nowotką wywalczyłem Mistrzostwo Województwa Warmińsko-Mazurskiego w Brydżu Sportowym. Wówczas otrzymaliśmy prezentowane obok trofea, wyrzeźbione z drewna przez regionalnego artystę. Ta nagroda stoi u mnie (u Stasia również) na poczesnym miejscu i wzbudza zainteresowanie wszystkich znajomych.

Teraz chciałbym cofnąć się w wspomnieniach o kilkanaście lat. {akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} W 1986 roku, z okazji „Dni Nidzicy” odbył się w Kownatkach otwarty turniej brydżowy. Pojechaliśmy na te zawody w dwa samochody, po cztery osoby w każdym aucie. Jest kilka powodów, dla których nigdy nie zapomnę tamtych wydarzeń. Turniej wygrała para Bogdan Lesiński- Wiktor Niewiara ze Szczytna. Był to dla nas powód do dumy. Jednak okoliczności rozgrywek i powrót do Szczytna były kuriozalne. Przede wszystkim nie spisali się organizatorzy, którzy użyli kart produkcji węgierskiej. Karty te miały, inne niż międzynarodowe oznaczenia. Dla przykładu As, tak ważna w brydżu karta, nie miała napisu „As”, tylko „1”. Już w pierwszym rozdaniu padłem ofiarą tej inności. Z uporem godnym lepszej sprawy impasowałem króla kier, mimo że miałem go w swoich kartach, bo myślałem, że to walet. Tak się przez to zablokowałem, że przegrałem wykładany kontrakt. W następnym rozdaniu nieoczekiwanie wróciło szczęście. Rozgrywałem końcówkę pikową przeciwko początkującym brydżystom. Zagrałem blotkę pikową do damy w stole. Gracz z lewej strony wskoczył królem, a ten z prawej dołożył asa, bo myślał, że ta węgierska jedynka, to najniższa karta w talii. W ten sposób przeciwnicy, którzy w atutach mieli dwie najwyższe karty, wzięli na nie tylko jedną lewę.

Kolejnym powodem, dla którego nie zapomnę turnieju w Kownatkach był powrót do Szczytna. Maluch, którym kierował nieżyjący już Darek Bielawski, nie odpalił. Cóż było robić? Ktoś miał linkę holowniczą i w takim zestawie ruszyliśmy do domu. W trakcie jazdy, w naszym samochodzie rozgorzała tak zacięta dyskusja na temat rozegranych rozdań, że zupełnie zapomnieliśmy o kolegach w holowanym fiaciku. Średnia prędkość zestawu (wstyd się przyznać) przekraczała 100 kilometrów na godzinę. Gdy zajechaliśmy pod Dom Kultury w Szczytnie, Darek był bliski omdlenia. Powiedział, że tak szybko maluchem jeszcze nie jechał. Po latach turniej w Kownatkach ma dla mnie wartość sentymentalną. Nie ma już wśród nas kilku uczestników tamtej wyprawy. Nie ma Bogdana Lesińskiego, popularnego Saszki, który specjalizował się w rozgrywaniu kontraktu 3 bez atu, tzw. „firmówki.” Nie ma Darka Bielawskiego, który jak przystało na pasjonata tej gry, często organizował spotkania brydżowe.

Nie ma Witka Niewiary, solidnego brydżysty, na którego zawsze można było liczyć w ligowych bojach. Nigdy o Was nie zapomnimy.

Na zakończenie chciałbym odpowiedzieć na pytania, zadawane przez brydżystów; gdzie można w Szczytnie zagrać w brydża i jednocześnie trochę się podszkolić. W każdy poniedziałek o godzinie 17.00 w świetlicy SM” Odrodzenie” przy ul. Solidarności 9 odbywają się spotkania brydżowe, prowadzone przez Mistrzów: Jerzego Anderszewskiego i Stefana Piskorskiego. Zapraszam w ich imieniu wszystkich chętnych. Kawa, herbata i miła atmosfera w gratisie.

Wojciech Wrześniowski{/akeebasubs}