Cóż to za okropny miesiąc. Niemal co chwilę ktoś umiera. Przed tygodniem napisałem kilka słów o Ewie Demarczyk.
Niedawno zmarłej wielkiej gwieździe estrady. Pisząc miałem nadzieję, że następny felieton będę mógł poświęcić zgoła weselszym tematom. Bo też ile można się smucić? Tymczasem w minionym tygodniu zmarł kolejny znakomity artysta. Piotr Szczepanik. Nie jest obowiązkiem felietonisty, czyli moim, żegnać wszystkich, którzy odeszli, ale z Piotrem to zupełnie inna sprawa. Przez wiele lat łączyła nas szczera przyjaźń. Znaliśmy się doskonale. Mam wiele wspomnień, dlatego wręcz muszę opisać dzisiaj tę postać. Nie tylko, jako artysty. Także pod kątem jego wyjątkowej osobowości. Oczywiście nie stroniąc od anegdoty.
Piotr mieszkał i studiował w Lublinie. Debiutował w studenckim kabarecie „Czart”. Przy Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W roku 1963 wystąpił na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. Został nagrodzony. To był dopiero drugi festiwal. Rok wcześniej, podczas pierwszego festiwalu nagrodzono Edwarda Lubaszenkę, a na drugim miejscu Ewę Demarczyk. Od pamiętnego występu w Krakowie rozpoczęła się wielka kariera Piotra Szczepanika.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W roku 1967 Jacek Fedorowicz zainaugurował telewizyjny program „Popierajmy się”. Jego gwiazdami byli Piotr Szczepanik i Bohdan Łazuka. Cała trójka to lubliniacy, zatem Fedorowicz rozpoczynał program piosenką wyjaśniającą skąd nazwa „Popierajmy się”. Fragment tej piosenki brzmiał tak: jaka tego jest przyczyna, ja z Lublina, ty z Lublina. Niby nic, a jednak coś, kto z Lublina równy gość. Najlepszym przykładem jest Bohdan Ł. i Piotr es zet. Program emitowano przez trzy lata i to był najlepszy okres twórczy Piotra Szczepanika. To w tamtych latach powstały największe jego przeboje. Nie będę wymieniał tytułów, bo wszyscy znamy je i pamiętamy.
Swoją drogą Lublin był w owych latach niesłychanie aktywnym artystycznie miastem. Iluż znakomitych twórców tam właśnie pracowało. Zwłaszcza muzyków. Ale nie tylko. Także kabareciarzy. Przypomnę choćby rówieśnika Piotra, Kazimierza Grześkowiaka, autora takich słynnych piosenek jak „Chłop żywemu nie przepuści”, „Odmieniec” (nagroda w Opolu 1968), czy „To je moje” (nagroda w Opolu 1970). Ogólnie biorąc wyjątkowo fajne, twórcze towarzystwo.
Piotr Szczepanik przeniósł się z Lublina do Warszawy, kiedy jego żona poważnie zachorowała. Chodziło o lepszą opiekę lekarską. Niestety żona Piotra zmarła. Poznałem go pod koniec lat osiemdziesiątych. Wówczas kupił posiadłość w Wiśniowej Górze, w lesie, przy wyjeździe z Warszawy. Koło Starej Miłosnej. Zamieszkał tam samotnie. Dom stał na uboczu. Piotr otoczył się zwierzętami. W Wiśniowej Górze miał konie, trzy ogromne dogi i szereg drobniejszego inwentarza. Bywałem tam. W domu urządził świetnie wyposażone studio muzyczne. Tutaj dodam, że wszyscy znamy Szczepanika jako piosenkarza, ale mało kto ma świadomość, że swoje przeboje („Żółte kalendarze”, „Goniąc kormorany”, czy "Nigdy więcej”) on sam skomponował. Owa piękna, wiejska posiadłość wkrótce przysporzyła mu niemałego kłopotu. Piotrek poznał panią, z którą chciałby spędzić resztę życia. Z dumą zaprosił ją do Wiśniowej Góry. I okazało się, że przesympatyczna wybranka Piotra (poznałem ją) jest uczulona na konie, a także na niektóre, inne zwierzęta. To był problem, a nawet trochę tragedia.
Czas na zabawną anegdotę. Pewnego lata wybraliśmy się na wspólny, krótki urlopowy pobyt do Domu Architekta w Kazimierzu nad Wisłą. Przypadkiem zebrało się tam wówczas atrakcyjne towarzystwo ze świata filmu. Między innymi reżyser Kuba Morgenstern ze swoją piękną żoną Krystyną i aktor Ryszard Pietruski. Było wesoło. Pewnego wieczoru towarzystwo poprosiło Piotra, żeby zaśpiewał, przy gitarze, swoje „Tango za pół złotego”. Mistrz mocno się speszył i wyjaśnił, że on już nie pamięta tekstu. Ale ja tekst doskonale pamiętałem i trochę potrafię śpiewać. Zatem zaproponowałem Piotrowi, żeby usiadł z gitarą, zagrał i ruszał ustami. Ja tymczasem przycupnąłem za nim i „dawałem głos”. Wyszło fajnie. Zabawny, zaimprowizowany dubbing, z którego do dzisiaj jestem niezwykle dumny.
Piotr nigdy nie stronił od polityki. Przez cały stan wojenny był współorganizatorem Festiwalu Piosenki Prawdziwej. Kiedy w roku 1990 Prezydentem Polski został Lech Wałęsa, tenże mianował Piotra Szczepanika Szefem Zespołu Współpracy ze Środowiskami Twórczymi w Kancelarii Prezydenta. Pełnił on ten urząd do końca kadencji Lecha Wałęsy. Spotykaliśmy się wówczas dość często, ponieważ w tym okresie ja byłem jednym z dyrektorów w Związku Polskich Artystów Plastyków. Później Piotr Szczepanik poparł braci Kaczyńskich i do końca pozostał wierny PiS-owi.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
