Mieszkaniec Szczytna, skuszony promocją, kupił w sklepie obok browaru piwo, po którym on i jego kolega wraz z dziewczyną źle się poczuli. Kiedy mężczyzna bliżej przyjrzał się butelkom zauważył, że pod naklejonymi etykietami z terminami przydatności do spożycia, kryją się zupełnie inne, zatarte daty.

Piwo nie pierwszej świeżości
Pod naklejką z datą „najlepiej spożyć przed” na butelkach kryły się zupełnie inne terminy, które dawno już uleciały z gazem

ZATARTE DATY

W lipcu pan Marcin* ze Szczytna udał się do sklepu firmowego przy szczycieńskim browarze. Tam, skuszony promocją, kupił większą ilość piwa w butelkach o pojemności 0,33 i 0,5 litra. Następnie konsumował trunek wraz z kolega i jego dziewczyną. - Z każdym łykiem piwo wydawało się nam coraz gorsze – relacjonuje nasz rozmówca. Uwagę partnerki kolegi zwróciły wtedy kartony, w których znajdowały się butelki. - Zapytała, czy powinny być tak pozaklejane taśmą. Też wydało mi się to podejrzane. Wyglądało to tak, jakby karton był rozerwany, a potem ponownie sklejony – opowiada mieszkaniec. Wtedy zerwał jedną z umieszczonych na butelce etykiet z oznaczeniem, że piwo najlepiej spożyć przed 30 sierpnia 2025 r. Kiedy bliżej przyjrzał się butelce, dostrzegł, że pod naklejoną informacją, znajduje się zupełnie inna data.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} - W przypadku flaszek o pojemności 0,33 l był to 19 lutego tego roku, a 0,5 litra – 19 marca - informuje mężczyzna, jako dowód pokazując nam butelki. Faktycznie, po obejrzeniu ich przy świetle widać, że zamieszczone na nich fabrycznie daty są zmyte bądź zatarte. Dla naszego rozmówcy i jego znajomych wypicie piwa miało przykre konsekwencje. - Kolega wymiotował i dostał biegunki, a koleżanka gorączki – mówi.

SANEPID SPRAWDZA

Następnego dnia postanowił oddać do sklepu resztę piw. Sprzedawczyni przyjęła je i wypłaciła mu pieniądze. - Wtedy powiedziałem, aby ten towar nie był już sprzedawany – wspomina nasz rozmówca. Kiedy jednak po dwóch tygodniach zajrzał do sklepu ponownie, budzący podejrzenia trunek nadal był w sprzedaży. Tego było już za wiele. Poirytowany mieszkaniec o sprawie powiadomił sanepid.

Powiatowy państwowy inspektor sanitarny Tomasz Liwartowski potwierdza, że otrzymał sygnały od mieszkańców w tej sprawie. - Podjęliśmy czynności sprawdzające. Wszczęto postępowanie, które jest w toku – informuje inspektor. Nie chce jednak ujawniać szczegółów i mówić o konsekwencjach, jakie mogą spotkać osoby odpowiedzialne za ewentualne fałszowanie etykiet. Jak nam tłumaczy, „nie może stygmatyzować przedsiębiorcy”. Od wyników wszczętego postępowania uzależnia dalsze działania, w tym zawiadomienie policji. Zgodnie z artykułem 306 Kodeksu Karnego, usuwanie, podrabianie lub przerabianie dat przydatności towaru jest przestępstwem, za które grozi kara pozbawienia wolności do lat trzech.

Próbowaliśmy się skontaktować z prezesem Mazurskiej Manufaktury, na której terenie znajduje się sklep przy browarze. Wysłaliśmy mu maila z prośbą o kontakt, ale do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

CO SIĘ DZIEJE Z MAZURSKĄ MANUFAKTURĄ?

W lutym otwarto postępowanie restrukturyzacyjne spółki Mazurska Manufaktura. Pod koniec kwietnia zostało ono umorzone, a po dwóch miesiącach sąd oddalił zażalenie dłużnika na tę decyzję. Nadzorcą w postępowaniu restrukturyzacyjnym był Marcin Gradowski prowadzący kancelarię radcy prawnego i syndyka w Olsztynie. - Działania restrukturyzacyjne miały doprowadzić do tego, aby spółka zaczęła funkcjonować. Jednakże okazały się one na tyle nieskuteczne, że sąd je umorzył, pomimo zażalenia dłużnika – informuje Marcin Gradowski. Dodaje, że nie ma informacji na temat podjęcia ewentualnych kolejnych działań restrukturyzacyjnych czy też wszczęcia postępowania upadłościowego. - Zawsze był tam problem z kontaktem, więc nawet nie wiem, kto dziś jest prezesem zarządu spółki – mówi Gradowski.

(ew)

PS. Imię mieszkańca zostało zmienione.{/akeebasubs}