Mniejsze ze szczycieńskich jezior, podobnie jak i większe, doczekało się jakiś czas temu rekultywacji. Poprawiła się znacznie jakość wody.

Zmodernizowano również nadjeziorne alejki. Wprawdzie nic na razie nie wyszło z wyciągu nart wodnych, ale nie narzekajmy – i tak jest znacznie lepiej niż przed laty. Poczucie pewnej harmonii burzą ewentualnie miłośnicy mocniejszych trunków (i chyba, niestety, niczego więcej), którzy lubią przesiadywać na ławeczkach, sącząc procenty. Ale czy to jedyna łyżka dziegciu w beczce miodu? Mieszkańcy ulicy Konopnickiej (która leży zdecydowanie powyżej lustra wody) i ulic odchodzących od niej w kierunku północnym zwrócili nam uwagę na stan schodów prowadzących do jeziora. Jakoś nigdy ich wcześniej chyba nie liczyliśmy, ale okazuje się, że owych schodów jest całkiem sporo.
Co je łączy? Popatrzmy na fot. 1, 2 , 3 i 4. Na żadnym ze zdjęć nie widzimy stosownego połączenia schodów z nadjeziorną ścieżką. Nasi Czytelnicy, którzy chcieliby się przespacerować właśnie nad samym jeziorem, jesienią narażają się na częste brudzenie obuwia i ryzykują poślizgnięciem się. Między końcem schodów a trotuarem mamy już teraz jakieś kałuże, błoto i całoroczne wykroty.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

Tu i ówdzie ktoś kiedyś wylał trochę betonu, ale nie poprawiło to sytuacji – co najwyżej niekorzystnie wpłynęło na estetykę tego miejsca. Gdy nie tak dawno temu zmieniano wygląd alejek nad akwenem i remontowano ulicę Konopnickiej, jakoś nie pomyślano, by przy okazji zrobić coś z zejściem nad jezioro, podpinając owo przedsięwzięcie pod którąś z inwestycji.
Poprawiłoby to z pewnością walory estetyczne miasta chcącego być miastem turystycznym. Widok z ulicy Konopnickiej na mniejszy z naszych akwenów mamy ładny (fot. 5), więc warto by zadbać o równie ładne zejście nad wodę. Takowe (będące także zjazdem) znajduje się dopiero tuż przed rondem Waltera Późnego i ma postać ulicy Słowackiego. Ale schodów tam nie uświadczymy.
SYNCHRONIZACJA PO POLSKU (II)

W „Kronice” dość często piszemy o rozmaitych nielogicznościach, mankamentach i usterkach, których usunięcie bądź poprawienie wyszłoby wszystkim na dobre. Cieszymy się, że niektórzy synchronizują swoje myśli z naszymi i w czasie zbliżonym do ukazania się kolejnego numeru „Kurka” rozmaite niedoskonałości są likwidowane. Nie pisaliśmy na ten temat od pewnego czasu, zatem teraz nadrabiamy zaległości. I tak: „Piłsudzki” z tablicy dotyczącej objazdu w Szczytnie stał się wreszcie „Piłsudskim” (fot. 6). Rozmaite liany i gałęzie nie atakują już w wybranych miejscach przechodniów i rowerzystów. Biało-czerwona poniszczona flaga nie straszy już na maszcie przy remizie w Romanach. Szkoda tylko, że gdy byliśmy tam w miniony weekend, nowej flagi też nie było. Na Bartnej Stronie i paru innych ulicach największe dziury w jezdni nie są już dziurami. Odpowiednie służby (a było to parę ładnych tygodni temu) wyczyściły pokryty ziemią i zarośnięty odcinek ścieżki pieszo-rowerowej na granicy miasta i Nowego Gizewa. Rzeczy niby małe, ale cieszą.
Najszybsza okazała się synchronizacja naszego tekstu o niszczejących kioskach „Ruchu” z demontażem budki naprzeciwko poczty przy ul. Kościuszki. Choć akurat ten kiosk nie był w najgorszym stanie, w miniony czwartek został zdemontowany (fot. 7).
Ach, gdyby tak jeszcze wydarzył się jakiś większy zsynchronizowany cud, np. z wieżą ciśnień…
PLAN ZAGOSPODAROWANIA PRZESTRZENNEGO
Rozpoczął się rok akademicki, postanowiliśmy zatem rzucić okiem na Dom Studencki znajdujący się przy ul. Chrobrego. To tu przebywają z przerwami na wakacje i święta studenci spoza Szczytna kształcący się w WSPol.
Dość spory obiekt pełnił niegdyś funkcję internatu dla przyszłych pracowników oświaty. Gdy na budynek spojrzymy nieco dokładniej, zobaczymy, że w latach minionych zaszły w nim zmiany, które można by skojarzyć z czymś, co się nazywa zmianą planu zagospodarowania przestrzennego. 
Różne legendy krążą na temat dawnych akademików na terenie szkoły jeszcze niepolicyjnej. Wiele osób słyszało zapewne historię o koniu wprowadzonym do bursy. Być może z powodu rozmaitych harców Dom Studencki został poddany przeróbkom i przypomina trochę obiekty z filmów Stanisława Barei. Ciekawie wyglądają balkony bez balustrady i braku możliwości wyjścia na nie z powodu zamurowania drzwi (okna są dodatkowo okratowane – fot. 8). Drzwi na balkon nie ma też od strony ul. Andersa. Wszystkie okna są tu jednak bez krat i osoba umiarkowanie wygimnastykowana może teoretycznie wyjść sobie pooddychać świeżym powietrzem (fot. 9). Poniżej mamy schody donikąd (fot. 10). Kiedyś było tam z pewnością dodatkowe wejście, dziś to miejsce może pełnić co najwyżej funkcję mównicy, choć widoczność z niej taka sobie.
INNY ORLIK
Od momentu, gdy Polsce przyznano współorganizację Euro 2012, w naszym kraju prawie nie buduje się niepełnowymiarowych boisk piłkarskich innych niż te, które nazywa się orlikami. Łączy je to, że nawierzchnia na nich jest sztuczna. Sztuczna – i nie zawsze zdrowa dla młodych sportowców, bo to z myślą przede wszystkim o futbolowych adeptach takie obiekty powstają.
Przed laty na niektórych boiskach wylewano asfalt, co niekoniecznie było najlepszym rozwiązaniem. Gra w piłkę kojarzy się przede wszystkim z bieganiem po równej murawie, ale o to na przyszkolnych boiskach niełatwo. Miejski (i chyba nie tylko) wyjątek stanowi boisko przy Szkole Podstawowej nr 2. Jeszcze niedawno trochę straszyło ono łysinami i kępami, nie do końca zachęcając do gry w piłkę. W szkole postanowiono coś z tym zrobić. Plac wyrównano, wyłożono rolki z trawą i zadbano o jej podlewanie. Od września można już tu rozgrywać aż dwa mecze naraz, ponieważ bramki ustawiono w poprzek starego boiska i zmieszczą się jednocześnie cztery zespoły (fot. 11.). Uczniowie – o ile aura pozwala – z chęcią korzystają z nowej murawy. Ostatnio przeprowadzono tu nawet piłkarskie mistrzostwa powiatu.
HISTORYCZNY ZNAK
W Polsce lubimy rozprawiać o historii i utrwalać w ten czy inny sposób pamięć związaną z ważnymi wydarzeniami. Takim doniosłym wydarzeniem było prawdopodobnie wznowienie ruchu pociągów na odcinku Szczytno-Wielbark. Miało ono miejsce – jak informuje znak ustawiony przed przejazdem znajdującym się na drodze w kierunku tzw. Strugi – 1 maja 2011 roku (fot. 12). W tym momencie oczywiście żartujemy, bo znak „inne niebezpieczeństwa” ustawiono nieco przed tym terminem, by ostrzec kierowców, że po nieczynnych od paru lat torach będą się przemieszczały składy towarowe do i z ówczesnego wielbarskiego Swedwoodu. Składy z drewnem po odnowionych wtedy torach za bardzo się jednak nie przemieszczały, ale linia wkrótce i tak ożyła. Tabliczka przetrwała w niezłej kondycji ponad 7 lat, treść napisu wygląda w 2018 roku dość dziwnie, ale nikt nie stwierdził, że może pora ją zdjąć, by przeszła do historii.
Tekst i foto (w większości)
G. P. J. P{/akeebasubs}
