Marek Michalak z Pasymia 12 lat temu wyemigrował do Szkocji. Z zawodu kucharz, odniósł za granicą wielki sukces. Mimo to z nostalgią wspomina wspomina rodzinne strony. - Myślę, że nadejdzie taki dzień, kiedy całą rodziną wrócimy do Polski na stałe – zwierza się Pan Marek.

Podbił Brytanię, ale tęskni za Pasymiem
Master Chef Marek Michalak przygotowujący płomienistą potrawę

W KRAJU

O Marku Michalaku było głośno podczas wręczania ZS nr 2 certyfikatu Pomorskiej Akademii Kulinarnej. Szkoła, zabiegając o to wysokie wyróżnienie, musiała wykazać się nie tylko bieżącymi osiągnięciami, ale także sukcesami swoich absolwentów. Pośród nich na pierwszym miejscu wymieniono właśnie Marka Michalaka, który ukończył ZS nr 2 w 2002 r., a obecnie, jako pierwszy Polak wszedł go ścisłego i elitarnego grona 250 najlepszych kucharzy na Wyspach Brytyjskich, wyróżnionych najwyższym w branży tytułem „Master Chef of Great Britain”.

Marek Michalak pochodzi z Pasymia. Tu się urodził, tu spędził dzieciństwo i młodzieńcze lata.

- Czasy szkolne wspominam bardzo ciepło – mówi, dodając, że w podstawówce uczył go m. in. Cezary Łachmański, obecny burmistrz Pasymia. Co ciekawe, burmistrz trenował go także w piłkarskim zespole „Błękitni” Pasym, bo Marek oprócz kulinariów, którymi interesował się od dzieciństwa, uwielbia także piłkę nożną.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} Z czasów nauki w ZS nr 2 ze szczególnym sentymentem wspomina profesor Aldonę Kleszczewską. Przekazała mu ona ogromną wiedzę z zakresu gastronomii i hotelarstwa, którą potem tak udanie wykorzystał za granicą, a konkretnie w Szkocji. Do tego kraju wyjechał w 2004 roku i osiadł w miejscowości Perth. Na początku zaopiekowali się nim Marzena i Michał Ciemniewiczowie, pochodzący ze Szczytna.

NA OBCZYŹNIE

- Początki były trudne. Zacząłem od kursu języka angielskiego - wspomina Marek, dziś władający nim perfekcyjnie. Podjął też pierwszą pracę, marząc by stać się szefem kuchni i prowadzić własny biznes. Marzenie wkrótce się spełniło. Stał się współwłaścicielem renomowanej restauracji „Cafe Tabou”, w której dowodzi kucharzami. Specjalnością placówki jest kuchnia francuska, ale w menu są też dania regionalne, np. szkockie steki z wołowiny, czy eskalopki z polędwicy cielęcej. Bardziej francuski przysmak to zupa cebulowa, którą zachwycają się wszyscy. Świadczą o tym wpisy na stronie Cafe Tabou: fantastyczne jedzenie, fantastyczna obsługa (-), tu zjadłem najsmaczniejszy obiad od lat, lokal polecę znajomym!

- Kto raz zakosztował mojej kuchni, ten obiecuje, że na pewno powróci – cieszy się Marek. Dodajmy jeszcze, że klientelę dodatkowo wabi na pewno tytuł „Master Chef”.

PLANY NA PRZYSZŁOŚĆ

Pan Marek mieszka w Perth wraz z żoną Magdaleną, pełniącą rolę menedżera oraz 4-letnim synkiem Filipem. W maju urodziła się wyczekiwana córeczka.

Tak to już bywa, że mimo sukcesu za granicą i uznania, ciężko w pełni zaaklimatyzować się na obczyźnie.

- Ciągle tęsknię za rodzinnym krajem – wyznaje Marek. Nostalgia go nie opuszcza, nawet mimo tego, że co roku wraz z rodziną przylatuje na dzień, dwa do Krakowa. Na Mazury, w rodzinne strony zazwyczaj wybiera się na dłuższe urlopy, ale...

- Myślę, że nadejdzie taki dzień, kiedy całą rodziną wrócimy do Polski na stałe – mówi. Jego kolejnym marzeniem jest otwarcie renomowanej restauracji w naszym kraju.

Marek J.Plitt{/akeebasubs}