W Witówku, liczącej niespełna stu mieszkańców wsi, od lipca ubiegłego roku działa Koło Gospodyń Wiejskich „Mazurska Moc”. Jak mówią jego członkowie, wśród których są też panowie, powstało z tęsknoty za wspólnym byciem, za czasami, kiedy nasze babki i prababki spotykały się, by prząść, tkać, haftować i dziergać. Dzięki temu odkrywają uśpione pasje i talenty, a przede wszystkim czerpią energię i radość ze spędzanych razem chwil.
TĘSKNOTA ZA BYCIEM RAZEM
Witówko to mała, leżąca na uboczu wśród lasów i bagien wieś w gminie Jedwabno. Obecnie mieszka tu ponad 80 osób. Wioska nie słynie z turystycznych atrakcji, jak choćby nieodległe Narty, bo nie ma jeziora ani plaży. Przez lata, co przyznają sami mieszkańcy, niewiele się tu działo. - Czasami miałam wrażenie, że jesteśmy czarną owcą w gminie. Jako sąsiedzi też nie trzymaliśmy się razem, każdy żył na swoim podwórku – wspomina mieszkająca w Witówku od urodzenia Alicja Zakrzewska. To jednak powoli zaczyna się zmieniać pod wpływem grupy kobiet, które połączyła chęć działania i potrzeba bycia razem.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Jej zastępczyni, Joanna Wiśniewska, w Witówku mieszka od jedenastu lat, kiedy to wprowadziła się do miejscowej leśniczówki wraz z mężem leśnikiem i dwoma synami. - Przez dłuższy czas nie miałam bliższych relacji z innymi mieszkańcami – przyznaje. W pewnym momencie poczuła tęsknotę za byciem razem z innymi kobietami, za powrotem do czasów, kiedy babki i prababki spotykały się, by wspólnie wyszywać, haftować, dziergać czy tkać.
SPOTKANIE POD LIPĄ
To właśnie z tej potrzeby zrodził się pomysł powołania do życia koła gospodyń. Pierwszym impulsem dającym wiarę, że to się uda, były zorganizowane w Witówku w czerwcu ubiegłego roku Dni Rodziny. W ich organizację wraz z ówczesną sołtys wsi zaangażowała się również Monika Amanowicz. Między późniejszymi członkiniami koła na dobre „zaiskrzyło” podczas spotkania pod lipami koło leśniczówki, w której mieszka Joanna Wiśniewska. - Wraz z Alą Kołakowską (członkinią zarządu koła – red.) poszłyśmy zbierać kwiaty lipy na zimę i tak poznałyśmy Joasię – wspomina prezes. - Okazało się, że mamy taką energię, jakbyśmy znały się od zawsze – dodaje Joanna Wiśniewska. Panie zaczęły razem dziergać i w końcu wpadły na pomysł założenia koła gospodyń. - Kiedy Monika zaczęła o tym mówić, to z niedowierzaniem patrzyłam na tę jej wizję. Znając podejście mieszkańców sądziłam, że to nie wypali – przyznaje jedna z członkiń, Alicja Zakrzewska. - Na początku zapisałam się, żeby zrobić frekwencję, ale z każdymi warsztatami, z każdym spotkaniem zaczęłam się bardziej angażować – dodaje.
WYCHODZĄ POZA SCHEMATY
Koło tworzą osoby w różnym wieku i z różnym bagażem życiowych doświadczeń. - Są z nami dziewczyny, które powoli wychodzą z obowiązków rodzinnych, niektóre mają już wnuki, ale i takie, które mają małe dzieci. Pochodzimy z totalnie odmiennych światów – zauważa pani Joanna.
W ubiegłym roku KGW „Mazurska Moc” pozyskało dotację na swoją działalność z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Dzięki niej udało się m.in. zorganizować cykl warsztatów ceramicznych, makramy i dziewiarskich. Zaprojektowano także logo koła nawiązujące do tradycyjnego mazurskiego haftu. Symbolizuje ono krąg kobiet wspieranych męską energią. - Cenne jest to, że dzielimy się tym, co potrafimy. Chcemy wyjść poza schematy i skupić się na rzemiośle, powrocie do ludowości – tłumaczy pani Monika. W centrum zainteresowania członków koła jest także ekologia oraz historia ich miejscowości. Za sprawą wspólnych spotkań i działań warsztatowych, ich uczestnicy odkryją w sobie ukryte talenty i rozwijają pasje. - Wraz z córką zakochałam się w makramie. Siedzimy całymi wieczorami, wyplatając łapacze snów i breloczki – zdradza pani Alicja. Członkowie koła planują zaprezentować swoje rękodzieła latem na jarmarku w Jedwabnie. Przymierzają się również do zorganizowania plenerowej prezentacji starych zdjęć Witówka, które odnalazł jeden z należących do koła panów, który pasjonuje się historią. Myślą również o udziale w warsztatach zielarskich.
DO SZCZĘŚCIA BRAK IM TYLKO ŚWIETLICY
Pomysłów i chęci do działania jest wiele, ale członków koła ogranicza brak świetlicy. Z tego powodu nie mogło się ono ubiegać o środki z Urzędu Marszałkowskiego. Obecnie członkowie spotykają się u siebie w domach. Przy organizacji niektórych warsztatów, dzięki pomocy radnego Macieja Kowalskiego z Nart i wsparciu sołtysa Nart Piotra Głowackiego, gościnnie korzystają z tamtejszej świetlicy. - Gdybyśmy miały nawet te 10 m 2 dla siebie, to byłoby super – mówi przewodnicząca koła.
W Witówku nie ma obiektu, który mógłby być zaadaptowany na świetlicę. Jest jednak gminna działka z fundamentami po dawnej szkole, gdzie taki budynek mógłby powstać. Członkowie koła z lekką zazdrością spoglądają na sąsiednią gminę Szczytno, gdzie świetlice są już niemal we wszystkich miejscowościach. Mają jednak nadzieję, że taki obiekt zostanie w końcu wybudowany także w ich wsi.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
