Ostatnio powrócił na łamy nieco już zapomniany temat tak zwanej poprawności. Politycznej, obyczajowej i wszelkiej innej. Bezpośrednim sprawcą medialnej wrzawy jest zapewne Donald Trump. Jego zwycięstwo w prezydenckich wyborach interpretuje się, na ogół, jako efekt zmęczenia elektoratu wszechobecną, fałszywą z założenia, układną poprawnością w amerykańskim życiu publicznym.
Wystarczyło, że kandydat bez żadnych obciachów powiedział w mediach, iż dobrze jest mieć przy sobie młodą d... i już męską część wyborców, niezależnie od wieku, miał po swojej stronie. O innych jego licznych wypowiedziach, w podobnym stylu, nie wspomnę. Ogólnie rzecz ujmując zgadzam się z dziennikarską oceną zwycięstwa Donalda Trumpa. Tym bardziej, że ja też mam serdecznie dosyć mędrkowatej hipokryzji, nazywanej polityczną poprawnością.
Pozostańmy przez chwilę w USA. Jak powszechnie wiadomo, w tamtejszej kinematografii, w ramach politycznej poprawności, obowiązuje żelazna zasada dobierania obsady spośród aktorów o różnym kolorze skóry. A to, aby, broń Boże, nikt nikogo nie mógł posądzić o rasizm. Tymczasem niedawno nastąpił bojkot oscarowej gali. Bojkot czarnoskórych twórców z uwagi na to, że nie przyznano żadnej nominacji czarnemu artyście. Mało tego, rozpętano dyskusję na temat wprowadzenia parytetów rasowych przy typowaniu oscarowych nagród. To akurat uważam za przykład artystyczno-obyczajowej degeneracji. Na pewno nie poprawności, choć pod takim hasłem toczy się aktualna dyskusja.
W Polsce, jeszcze do niedawna rasizm nie był problemem.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
Mam czasem wrażenie, że całe te przepisy na poprawność, czyli coś w rodzaju powszechnie obśmiewanych regulaminów wojskowych (kiedy żołnierz używa broni? Kiedy Bronia skończy 15 lat) wymyślają sfrustrowani nieudacznicy, przerażeni życiem, bojący się komukolwiek narazić. Ale niezupełnie tak jest. Wiele dziwactw tworzy się samodzielnie. Na zasadzie snobistycznego naśladownictwa domniemanych autorytetów i powielania konkretnego sposobu bycia według zasady owczego pędu. Ostatnio wciąż oglądamy na ekranach telewizorów sceny z sal sejmowych. I oto nagle spostrzegłem, że wszyscy, no niemal wszyscy posłowie są tak samo ubrani. Po prostu w cywilne mundury. Identyczne połyskliwe ciemnoniebieskie marynareczki i takież krawaty. Patrząc na wypełnioną salę mam wrażenie, że oglądam sabat stewardess płci męskiej. Z czego się to wzięło? Przypuszczam, że jakiś ważny pan poseł tak ubrał się, jakiś prezes, czy marszałek pochwalił jego strój, no i dalej lawinowo... Nawet największy sejmowy matoł postanowił wyglądać jak wzorzec posła. Chociaż być może prawda jest prostsza. Na przykład któryś z panów posłów ma zakład krawiecki i załatwił sobie wyłączność na obszywanie kolegów. Podobnie jak przed laty usiłowano wprowadzić wymianę czarnych rejestracyjnych tablic samochodowych na białe. Bo jeden z posłów był monopolistycznym wytwórcą takich tablic. Zrobił zapewne majątek, bowiem wypłoszony naród natychmiast poleciał wymieniać swoje oznakowania. Tymczasem żadnej konieczności pilnej wymiany nie uchwalono, a czarne tablice tych, którzy nie ulegli panice i owczemu pędowi widuje się na ulicach do dzisiaj.
Ostatni przykład może nie dotyczy tak dosłownie zasad poprawności, ale opisuje jak tworzą się pewne zjawiska, o których można powiedzieć krótko: - głupoty.
Andrzej Symonowicz{/akeebasubs}
