Trwa przebudowa ulicy Gnieźnieńskiej. Z tą wyczekiwaną od lat inwestycją nadzieję na poprawę swojej sytuacji wiążą nie tylko zakłady funkcjonujące w Specjalnej Strefie Ekonomicznej, ale i zwykli mieszkańcy. Niestety, korzyści z inwestycji ominą znanego przedsiębiorcę Jana Pieńkowskiego.

Potraktowali mnie jak za komuny

ZŁUDNE NADZIEJE

Przy ulicy Gnieźnieńskiej mieści się m. in. firma „Papa Jan”, założona przez Jana Pieńkowskiego. Zakład znany nie tylko w Polsce, ale i za granicą jest zdobywcą złotego medalu na Targach Innowacyjno-Wdrożeniowych „Eureka 97” w Brukseli. Zajmuje się produkcją i sprzedażą papy z PCV oraz świadczeniem usług w zakresie wykonawstwa hydroizolacji budynków, dróg oraz stawów. Obecnie pan Jan jest już mocno schorowanym emerytem, a firmę prowadzi jego syn. Bolączką firmy jest to, że zakładowa działka nie ma należytego przyłącza kanalizacji sanitarnej do ul. Gnieźnieńskiej. W związku z jej planowanym remontem, dzięki któremu uzyska ona nie tylko nową jezdnię i chodniki, pan Jan wiązał nadzieję na poprawę sytuacji.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *}  - Zakres robót miał objąć oprócz przebudowy kanalizacji, także budowę brakujących przyłączy – mówi Jan Pieńkowski, wskazując odnośne akapity na stronie internetowej miasta. Tymczasem, okazuje się, nic z tego. Nowego przyłącza do jego posesji nie będzie.

- Chcieliśmy je zbudować, ale z map wysokościowych wynika, że ukształtowanie terenu nie pozwala na to. Ulica Gnieźnieńska jest niewiele niżej położona niż działka, na której stoi zakład, więc ewentualna kanalizacja musiałaby biec zbyt wysoko – tłumaczy wiceburmistrz Krzysztof Kaczmarczyk. Dodaje, że działka przylega nie tylko do ulicy Gnieźnieńskiej, ale i Chopina, a do kanalizacji biegnącej tą ulicą przyłącze sanitarne jest.

Jan Pieńkowski, poirytowany taką argumentacją pokazuje miejsce, pod którym przebiega przyłącze sanitarne odprowadzające ścieki do ul. Chopina, z którego według ratusza ma korzystać także zakład. Na trawie widać przesiąknięcia. Okazuje się, że to skutek popękanych rur. - Z powodu zbyt płytkiego ich ułożenia zimą ścieki zamarzają – tłumaczy. Jego zdaniem rozwiązaniem byłoby właśnie zbudowanie przyłącza do nowej instalacji, która powstanie wzdłuż ul. Gnieźnieńskiej.

PRZYKRE PORÓWNANIA

Zasłużony szczycieński przedsiębiorca jest bardzo rozżalony na władze miasta. Sposób, w jaki go potraktowano porównuje do czasów komuny, kiedy to przez jego posesję poprowadzono kolektor burzowy. - Robotnicy bez pytania rozkopali ogródek, po czym położyli rury i sobie poszli – wspomina. To uniemożliwiło mu planowaną rozbudowę domu i tak jest do dziś.

Marek Plitt{/akeebasubs}