- Mam nadzieję, że prace ruszą tej jesieni, a najpóźniej wiosną przyszłego roku – deklarował równo … dwa lata temu Roman Tomczak, przedsiębiorca z Ostrołęki, który wykupił teren po szczycieńskim kinie „Jurand” (fot. 1) i podjął się budowy w tym miejscu centrum handlowo-usługowego – z planowaną niewielką salą widowiskową.

Prace ruszyły z kopytaPodobnych obietnic na przestrzeni ponad już 10 lat od chwili wyburzenia przybytku kultury było więcej i nie tylko malkontentom z trudem przychodziło w nie wierzyć. Z rzadka na coraz gorzej prezentujący się plac wjeżdżał jakiś pojazd, ale wygląda na to, że wreszcie coś faktycznie ruszyło. Przedsiębiorca do niedawna skupiał się na budowie hotelu w Warchałach czy galerii w Ostrołęce. Teraz może się skoncentrować na nadrobieniu zaległości w Szczytnie.

W szybkim tempie wymieniono dość szpetne ogrodzenie, usunięto resztki starych fundamentów i piwnicznych ścian, wykarczowano całkiem pokaźny miejski pseudolasek, a teren wyrównano (fot. 2). Wyburzono również niszczejący młyn, do niedawna nielegalną noclegownię i rodzaj meliny (fot. 3). Niektórzy może z tego powodu odczuwają żal, ale obecny (czyli tuż przed likwidacją) wygląd tego obiektu osobom patrzącym z ul. Odrodzenia w kierunku ul. Ogrodowej na pewno uczucia radości nie dawał. Wypada tylko mieć nadzieję, że trwające już trzy tygodnie prace nie będą z jakichś powodów przerwane i nie zostaną dokończone później na świętego nigdy.{akeebasubs !*}

 

 

Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.

{/akeebasubs}{akeebasubs *} 

FLAGI DO KOŃCA ROKU

-Drugiego to jeszcze mogą sobie wieczorem, prawda, wisieć. Ale żeby mi trzeciego to żadna wisiała. Rozumiemy się? Zapewne część Czytelników przypomina sobie tę wypowiedź dzielnicowego  Parysa  (granego  przez samego reżysera – Stanisława Bareję), epizodycznego bohatera znanego  serialu „Alternatywy 4”. Dyrektywa ta wiązała się oczywiście z początkiem maja, gdy wywieszano flagi z okazji Święta Pracy. W minionym systemie niechętnie, mówiąc delikatnie, patrzono na to, co dziś obchodzimy 3 maja. Początek maja dawno już za nami, a flagi wciąż wiszą i najprawdopodobniej wisieć będą. To efekt rozporządzenia premiera Mateusza Morawieckiego, by odpowiednio uczcić 100-lecie odzyskania niepodległości.  Zgodnie z zaleceniem, flagi powinny pozostać na budynkach administracji publicznej. W Szczytnie biało-czerwona nie powinna zatem dziwić na dachu ratusza (fot. 4), innych urzędach czy placówkach oświatowych. Uwagę „Kurka” zwrócił uchwyt na flagę znajdujący się na ścianie frontowej obiektu, w którym znajdują się obecnie Gimnazjum nr 2 i Szkoła Podstawowa nr 6. Widzimy tam znajomy nam wszystkim kształt jak najbardziej pasujący do celebrowania świąt państwowych (fot. 5.)
Istnieje kilka zasad eksponowania flag. Znajduje się wśród owych wytycznych taka, by w porze nocnej flagi były oświetlane. Nie wypada również wywieszać flag w dni deszczowe. Z realizacją tych akurat zaleceń może być techniczny problem, ale raczej nie znajdzie się żaden dzielnicowy Parys, który będzie chciał wystawić  mandat łamiącym ww. zasady.
Według rozporządzenia premiera, flagi powinny być eksponowane na wybranych obiektach, ale w porywie patriotyzmu niektórzy nie zdjęli flag także z bloków czy mniejszych budynków mieszkalnych. Na niektórych z nich  mamy także flagi z godłem, kojarzone  przede wszystkim z  banderą (fot. 6.).
Choć za komuny listopadowego Narodowego Święta Niepodległości nie obchodziliśmy (było za to lipcowe Święto Odrodzenia Polski), w Szczytnie od dawna istnieje ulica Niepodległości. Jeszcze zanim wybujała roślinność, która to i owo przykryła, „Kurek” zobaczył na początku tej ulicy dwie symbolicznie wyglądające tabliczki (fot. 7): nowszą, tworzącą spójną całość z podobnymi tabliczkami w różnych częściach miasta, i powykrzywianą, z lekka zardzewiałą, starą granatową (w otoku). Taka jest prawda o niepodległości: jest czymś pięknym i radosnym, ale prowadzi do niej kręta droga, która wymaga ofiar i cierpienia.  

SYNDROM MINISTRA?

Nie tak dawno odezwało się wiele głosów krytykujących decyzje ówczesnego ministra środowiska: a to demoluje się Puszczę Białowieską, a to można bez żadnych zezwoleń powycinać zawadzające komuś kasztanowce czy lipy. Być może z tego powodu w Szczytnie postanowiono ostatnio, by żadnych drzew choćby nie przycinać, nawet tych, które w stanie obecnym mogą utrudniać jazdę.

Na najważniejszych miejskich arteriach drzewa w skrajni na ogół nie rosną, ale na bocznych uliczkach owszem. No i mamy takie obrazki jak na ul. Andersa (fot. 8.), Gdańskiej (fot. 9), czy w innej części miasta – na ulicach Nowowiejskiego i Kowalewskiego, gdzie rowerzysta bez kasku może sobie fantazyjnie rozczochrać włosy, a kierowca, powiedzmy, śmieciarki na pewno minie się z nadjeżdżającym z naprzeciwka pojazdem w komfortowych warunkach (fot. 10).  

 

NIEŁATWY LOS CYKLISTÓW (IV)

W kilku ostatnich numerach „KM” pisaliśmy o ścieżkach miejskich – na które jeszcze wkrótce wjedziemy – dziś o szlaku poza granicami grodu. Od kilku lat rowerzyści mogą korzystać ze ścieżki łączącej Kamionek ze Szczycionkiem. Zaczyna się ona w pobliżu pierwszego przystanku autobusowego w Kamionku i prowadzi wzdłuż asfaltowej drogi. W pewnym momencie ją przecina i z górki w Szczycionku zjeżdżamy już po prawej stronie szosy. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zalegający w Kamionku piach. Tak wyglądający odcinek zaczyna się kawałek za strefą bloków – fot. 11. Raz, że wygląda to po prostu brzydko, dwa, że zbyt sypki piasek może sprowadzić niebezpieczeństwo podczas jazdy. Trochę trudno uwierzyć, że nikt od paru ładnych tygodni nie czuje potrzeby doprowadzenia rzeczonego fragmentu ścieżki do lepszego stanu.

 ŚMIETNISKO PRZY CMENTARZU

Od dłuższego już czasu na nieużytku pomiędzy ul. Moniuszki a nieczynnym cmentarzem ewangelickim walają się jakieś prostopadłościenne bryły kojarzące się wyglądem ze zużytymi  lodówkami (fot. 12). W niektórych z nich znajdują się jeszcze umieszczone różnego typu śmieci. Podobne elektroodpady leżą  również w zaroślach wyznaczających granicę nieczynnego cmentarza. Sherlock Holmes wydedukowałby z pewnością, że nagromadzenie w jednym miejscu podobnie wyglądających sprzętów jest  podejrzane i bez trudu wskazałby winnego. W naszych realiach wypadałoby po prostu z elektrośmieciami coś zrobić.

SIENKIEWICZOWSKI POTOP – ZWROT AKCJI

Otrzymaliśmy ponownie sygnał od mieszkańców budynków przy ul. Sienkiewicza znajdujących się w pobliżu szkoły muzycznej. Przed niespełna miesiącem pisaliśmy o denerwującej dziurze, która utrudnia wjazd na posesje. W ubiegłym tygodniu pojawiły się tam wreszcie odpowiednie służby, rów na wodę znikł, wyrównano także część placu pomiędzy budynkami (fot. 13). Efekty pracy wytrzymały sobotnią próbę wody – lało wtedy przez cały dzień. Można? Można.

Tekst i foto (w większości)
G. P. J. P.{/akeebasubs}