Międzyzakładowa Organizacja NSZZ „Solidarność” Pracowników Pomocy Społecznej w DPS w Szczytnie wystąpiła do dyrekcji placówki z żądaniem podwyższenia wynagrodzenia każdego z zatrudnionych w placówce o 1000 zł netto miesięcznie. - Od sześciu lat nie mieliśmy konkretnej podwyżki, a przecież koszty życia przy galopującej inflacji z dnia na dzień rosną – mówi szefowa „S” w szczycieńskim DPS-ie Dorota Kępa.
SZEŚĆ LAT BEZ PODWYŻKI
Związkowcy z „Solidarności” działający w szczycieńskim Domu Pomocy Społecznej domagają się od dyrekcji placówki podwyżek płac. Pod koniec minionego tygodnia przedstawili swoje żądania na piśmie. Chcą podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych wszystkim pracownikom o 1000 zł netto miesięcznie. Oczekują spełnienia swoich postulatów w ciągu pięciu dni od doręczenia pisma, a w razie ich niespełnienia zapowiadają wejście w spór zbiorowy z pracodawcą, nie wykluczając nawet strajku. {akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
NIE MAMY FABRYKI PIENIĘDZY
Czy postulaty związkowców zostaną spełnione? - Trudno mi się do nich ustosunkować, bo nie było w tej sprawie żadnych rozmów – odpowiada dyrektor DPS w Szczytnie Dorota Sędzińska – Bruździak. Przyznaje jednak, że budżet placówki jest bardzo napięty. - Powiat już musiał dołożyć do niego 800 tys. zł na opłaty oraz rosnące koszty wyżywienia mieszkańców – mówi dyrektor. Okazuje się, że z postulatami płacowymi w sierpniu wystąpił do niej też drugi działający w domu pomocy związek zawodowy. - Rozumiem, że pracownicy chcą więcej zarabiać. Odpowiedziałam im, że jeśli tylko będzie taka możliwość, to otrzymają podwyżki. Na razie musimy to na spokojnie przeanalizować.
Z kolei starosta Jarosław Matłach podkreśla, że w obecnej sytuacji priorytetem jest zabezpieczenie funkcjonowania jednostki poprzez zapewnienie mediów, ogrzewania oraz wyżywienia mieszkańców. - Dopiero kiedy to spełnimy, będziemy mogli rozmawiać o płacach – zaznacza. Zaraz jednak dodaje, że dziś środków na podwyżki nie ma. - Nie mamy fabryki pieniędzy. Jesteśmy uzależnieni od państwa, które mocno ograniczyło nasze wpływy z podatku PiT i CiT – mówi starosta, dając do zrozumienia, że spełnienie postulatów związkowców jeszcze w tym roku jest mało realne.
Ewa Kułakowska{/akeebasubs}
