... tak między sobą nazywaliśmy panią wiceprezes do spraw handlu Marcjannę Dobrońską. Właśnie przy pani prezes, którą odwiedziłam w Nowej Dębie chciałabym się zatrzymać na dłużej i korzystając z unikatowych „ściągawek” przypomnieć jej sylwetkę.
Jako osoba rozpoznawalna i piastująca ważne stanowisko zapracowała na dobre wspomnienia. Ze „Społem” w Szczytnie związana była od 1 marca 1966 r. do 31.12.1995 r. Gdy odchodziła na emeryturę, poprosiła mnie o zorganizowanie w spółdzielczej świetlicy pożegnania. Było szumne, łzawe, ale bardzo wystawne i zapadło na zawsze w pamięć. Na odwrocie jednego ze zdjęć pani prezes napisała: Grażynko! W ostatnim dniu mojej pracy w „Społem” składam Tobie szczególne podziękowania za wszystkie razem przeżyte lata. Było – minęło – wspominaj mile! Rozstawałyśmy się w przyjaźni i potem spotykałyśmy na wielu uroczystościach organizowanych w Szczytnie. Mamy na swoim koncie wiele fantastycznych przeżyć, więc nasza przyjaźń trwa do dziś. Mamy też trochę wspólnego, otóż np. dzień i miesiąc urodzenia: obie urodziłyśmy się 1 lipca; czy też datę podjęcia pracy: obie zostałyśmy zatrudnione 1 marca. Więc jako zodiakalne raki zawsze się lubiłyśmy i nigdy nie było między nami charakterystycznej skorupiakom uszczypliwości. Na dodatek pani prezes cieszyła się wielkim szacunkiem i uznaniem i mimo że żartobliwie nazywana prezeską, to poziom jaki reprezentowała (i reprezentuje do dziś) pozwala nazywać ją damą z klasą.{akeebasubs !*}
Aby zapoznać się z pełną treścią artykułu zachęcamy
do wykupienia e-prenumeraty.
W lutym 2016 r. pani prezes poprosiła mnie o spotkanie. Dowiedziałam się, że zamiar opuszczenia ukochanego Szczytna staje się faktem i czas na pożegnanie oraz spakowanie dorobku życia. Pani Marcjanna wręczyła mi plik kartek i poprosiła, bym w jej imieniu odczytała treść w dniu 1 marca 2016 r. na uroczystym pożegnaniu. Zgodziłam się i teraz zacytuję, bo kartki zostały u mnie na wieczną pamiątkę: Przyjaciele moi, dziękuję, że przyszliście na to koleżeńskie spotkanie „przy kominku” – też w zabytkowej chacie. Osobiście chcę Was poinformować, że wyjeżdżam ze Szczytna. Na mazurskiej ziemi przeżyłam dziesiątki lat w trzech etapach: szkoła, praca zawodowa, emerytura. Postanowiłam zmienić klimat i środowisko. Moja nowa kraina to północna Galicja – miasteczko Nowa Dęba na trasie Tarnobrzeg-Rzeszów. Dlatego wszystkim tu obecnym dziękuję za wieloletnią współpracę, za pomoc fizyczną i duchową, gdy taka była mi potrzebna i za wspólną zabawę. Praca zawodowa to kilkadziesiąt lat życia wśród dobrych ludzi. Wzajemnie uczyliśmy się zawodu i bycia ze sobą w dobrych i trudnych chwilach. Tak mijały kolejne lata. Poza zarabianiem na tzw. życie, moją pasją było działanie społeczne. Najpierw z dziećmi w organizacji harcerskiej. W tym okresie hufiec ZHP (a byłam hufcową) otrzymał pierwszy sztandar i pierwszy ośrodek dla zuchów, harcerzy i instruktorów jako baza wypoczynkowo -szkoleniowa w Starych Kiejkutach. Mijały lata bogate w różne wydarzenia. Kończyły się jedne przyjaźnie a powstawały nowe, aż na początku lat 90., na zaproszenie pani Wandy Jurczenko-Barnowskiej i koleżanki Hanki Mackiewicz – też harcerki i pracownicy „Lenpolu”, trafiłam do chaty mazurskiej i stałam się członkiem Towarzystwa Przyjaciół Szczytna. Bardzo bliska była mi idea pełnej dobrowolności bycia i programu działań kulturalnych dla mieszkańców i dla siebie. W chacie znalazłam dużą rodzinę (miałam w takiej żyć od urodzenia). Razem pracowaliśmy, bawiliśmy się, podróżowaliśmy. Bardzo odpowiadało mi realizowane hasło życzliwości i tolerancji oraz panowania nad emocjami i wybaczania. Nie zapomnę wycieczek po mazurskiej krainie, imprez tematycznych dla dorosłych i dla dzieci, spotkań z ciekawymi ludźmi, wystaw artystów i amatorów (u tych widziałam w oczach łzy radości) – nie zapomnę też spotkań i rozmów w chacie z małymi i dużymi turystami z całego kraju i zza granicy. Chętnie biegłam do chaty, bo tam zawsze dużo się działo i nawet gdy się sprzeczaliśmy, to w efekcie z pożytkiem – a celem nadrzędnym było dbanie o tzw. dobre imię chaty. O tym mogę mówić bez końca. Czas jednak pędzi co rok szybciej jak superexpress czy pendolino. To wszystko, co przeżyłam w Szczytnie zabieram ze sobą w sercu, w pamięci, w albumach fotograficznych. Będę tę pamięć pielęgnować. Być może nasze drogi znów się skrzyżują, gdy tu przyjadę na groby bliskich. Chętnie spotkam w moim nowym miejscu zamieszkania (...) Przepraszam, jeżeli kogoś uraziłam, to naprawdę nieświadomie. Pamiętajcie o mnie. Drodzy przyjaciele, zawdzięczam wam wiele. Mam też nadzieję, że i wy trochę mi zawdzięczacie i w sercach waszych ja, a wy w moim zamieszkacie.
Jak wspomniałam na wstępie, odwiedziłam w Nowej Dębie panią prezes Marcjannę Dobrońską i donoszę, że pięknie się urządziła i w nowym miejscu odnalazła. Dzwonimy do siebie, listy piszemy, wspieramy i po prostu „rękę na pulsie” trzymamy. Pani prezes w ubiegłym roku w Szczytnie była i rewitalizację zamku krzyżackiego bardzo chwaliła.
Grażyna Saj-Klocek{/akeebasubs}
